Wyłudzali dane i brali kredyty na kilkaset zł. Znaleźli lukę w systemie. Już ponad tysiąc poszkodowanych

Ponad tysiąc osób poszkodowanych pojawiło się w śledztwie dotyczącym pary oszustów, która brała pożyczki na wyłudzone wcześniej dane osobowe. Działali w całej Polsce.

Mechanizm był m.in. taki, że w internecie pojawiała się oferta pracy. Ktoś na nią odpowiadał, a po jakimś czasie nagle okazywało się, że ściga go windykator. Prowadzone w Lublinie śledztwo trwa już blisko dwa lata. A oszuści są na wolności.

Niektóre firmy udzielająjące pożyczek przez internet, bazowały jedynie na deklaracji kredytobiorcy. Wystarczyło podać dane, mieć założone konto w banku (też można to zrobić internetowo) i na przykład wykonać jednogroszowy przelew. Taki przelew był dla firmy pożyczkowej potwierdzeniem, że to konto należy do osoby zainteresowanej wzięciem określonej gotówki. I pieniądze były na to konto przelewane. Pisaliśmy o tym 

Oszuści wpadli na pomysł, że dzięki temu można zarobić

Oferowali więc w internecie atrakcyjną pracę, przy okazji wyłudzając od osób zainteresowanych ich dane osobowe. Potem na te dane zakładali konta, brali pożyczki. Ofiarą takiej działalności padła m.in. pani Paulina, która nagle znalazła w skrzynce na listy wezwanie do zapłaty. Opiewało na kwotę 500 zł plus odsetki, czyli w sumie ponad 800 zł. - W życiu nie brałam żadnej takiej pożyczki - mówiła nasza rozmówczyni. Gdy zaczęła sprawę wyjaśniać, okazało się, że wcale nie jest to proste. Wszystkie dane osobowe się zgadzały, windykator nie chciał słuchać.

Ogromne śledztwo. Tysiąc poszkodowanych

Śledztwo w sprawie pary oszustów prowadzi prokurator z Wydziału do Spraw Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej w Lublinie. - Jest ono zakrojone na bardzo szeroką skalę. Musimy zbadać, czy doszło do oszustwa, czy też chodzi o usiłowanie dokonania przestępstwa. Zbieramy postępowania właściwie z całej Polski - mówi prokurator Agnieszka Kępka, rzecznik lubelskiej prokuratury.

Na początku 2015 roku policja informowała o zatrzymaniu dwóch osób, 25-letniej kobiety i 28-letniego mężczyzny. Zabezpieczono u nich laptopy, telefony komórkowe, dziesiątki kart telefonicznych, karty bankomatowe – podpisane nazwiskami osób pokrzywdzonych. Do tego dokumentację bankową, modulator głosu oraz pieniądze.

Para, zgodnie z decyzją sądu, trafiła do aresztu. Ale jak informuje prokurator Agnieszka Kępka, oboje dość szybko z niego wyszli za kaucją - poręczenie majątkowe wyniosło 10 i 15 tysięcy złotych. Dziś są na wolności - grozi im do 8 lat więzienia.

Pożyczki, które zaciągali na inne osoby, na szczęście nie były zbyt duże (bo dużych przez internet wziąć się nie da) - na dziś wyłudzona kwota to w sumie ponad 200 tysięcy złotych.

 

DOSTĘP PREMIUM