"Jeśli pułkownik czy generał ma trzaskać obcasami przed Misiewiczem, to musi powiedzieć: do widzenia"

- Wyobraźcie sobie nagle, że wszyscy oficerowie zachowują się honorowo i odchodzą z armii. Wiem, to prowokacyjne. Rezygnacje wydają mi się sensowne, ale równocześnie jest to wypłukiwanie potencjału intelektualnego z wojska - mówił Jacek Żakowski w TOK FM.

Od początku rządów Antoniego Macierewicz w MON z wojska odeszło blisko 30 generałów i ponad 250 pułkowników.

Wśród tych, których nie ma już w armii są m.in. gen. Mirosław Różański - Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych i gen. Mieczysław Gocuł - szef Sztabu Generalnego WP. Wielu głośno mówi o powodach odejścia. Nie kryją, że powodem jest styl rządów min. Antoniego Macierewicza i jego pomysł na armię. Często pojawia się też nazwisko chyba najbliższego współpracownika ministra - Bartłomieja Misiewicza.

- Jeśli pułkownik albo generał ma trzaskać obcasami przed Misiewiczem, to musi powiedzieć: do widzenia - ocenił w TOK FM Tomasz Lis.W ten sposób szef "Newsweeka" odpowiedział na wątpliwości Jacka Żakowskiego.

Publicysta "Polityki" zastanawiał się, czy odchodzenie z armii najbardziej doświadczonych nie jest "wypłukiwaniem potencjału intelektualnego" z wojska.

Niełatwe decyzje

Lis nie jest zdziwiony, że tak wielu oficerów ma dość rządów PiS w armii. Ale równocześnie szef "Newsweeka", rozumie tych, którzy podejmują inne decyzje.

- Nie garnę się do wystawiania rachunków z moralności, bo nam dziennikarzom jest łatwiej. W wojsku, w strukturze absolutnie hierarchicznej, alternatywa jest taka: albo zostajesz na stanowisku, albo wylatujesz z wojska, albo lądujesz 400 km od domu w tzw. zielonym garnizonie. Taka decyzja nie jest łatwa - mówił Lis w TOK FM.

To idzie młodość

Min. Antoni Macierewicz bagatelizuje problem odejść oficerów. Jal stwierdził, to naturalna rzecz. Bo "rocznie zazwyczaj przychodzi i odchodzi na stanowiska kilkuset oficerów". A ostatnie dymisje - jak tłumaczył w cotygodniowej pogadance w Telewizji Trwam - miały służyć odmłodzeniu kadry oficerskiej.

- Żeby przyszli oficerowie, którzy nie byli zaangażowani w kształtowanie błędnego systemu dowodzenia armią, zrealizowanego pod kierunkiem prezydenta Komorowskiego. Architektem i wykonawcą tej złej zmiany był gen. Koziej, a wszystko podpisywał pan minister Siemoniak - objaśniał szef MON.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM