Ukraińcy z Polakami wykorzystują lukę w przepisach. Przez absurdalny zapis rosną kolejki na wschodniej granicy

Co pięć dni obowiązkowy wjazd z Ukrainy do Polski - to jeden z powodów kolejek na wschodniej granicy. Są dni, kiedy niektórzy czekają nawet po kilkanaście godzin. - Najwyższy czas to zmienić - mówi Michał Wójcik, prezes Fundacji Nowy Staw, który polsko-ukraińską granicę przekracza regularnie.

Ukraińcom opłaca się rejestrować samochody w Polsce, bo dzięki temu nie płacą wysokiego cła. Są jednak dwa warunki: współwłaścicielem auta musi zostać obywatel Unii, czyli np. Polak. Drugi warunek jest taki, że samochód raz na pięć dni musi pojawić się w Polsce.

Obywatel Ukrainy, raz na pięć dni, ze względu na ukraińskie przepisy celne musi przejechać przez granicę. To oczywiście wpływa na ruch graniczny i na czasy oczekiwania na odprawę

– mówi Dariusz Sienicki, rzecznik Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. Jak dodaje, w Polsce jest już około 60 tysięcy takich samochodów. Biorąc pod uwagę, że każdy z nich musi przekroczyć granicę raz na pięć dni – w sumie wychodzi liczba 4,5 miliona przekroczeń w ciągu roku.

Współwłaściciel z Polski? Np. jednej dziesiątej samochodu

Okazuje się, że na Lubelszczyźnie czy Podkarpaciu takie rejestrowanie samochodu na współwłaściciela z Polski jest dość popularne. W lubelskim Wydziale Komunikacji usłyszeliśmy, że takie przypadki są i dotyczą sytuacji, gdy Polak zostaje właścicielem na przykład zaledwie 1/10 części samochodu. – Są też inne części ułamkowe. Nie musi to być pół na pół – słyszymy od urzędników. – Ten przepis jest absurdalny, bo tylko generuje zwiększony ruch graniczny – mówi przedsiębiorca ze Lwowa, pan Oleg.

Zarejestrowanie samochodu na polsko-ukraińską współwłasność jest legalne, ale nieoficjalnie wiadomo, że są Polacy, którzy na tym zarabiają. A to już legalne nie jest.

Samochody i ich rejestrowanie w Polsce to jednak nie jedyny powód kolejek

W kolejce stał m.in. Michał Wójcik, prezes Fundacji Nowy Staw z Lublina. Stał wiele godzin, widział kilkanaście rejsowych autobusów, które też stały - ze studentami i pracownikami z Ukrainy jadącymi z Kijowa do Poznania, Szczecina czy Wrocławia. - Sytuacja przy powrocie z Ukrainy do Polski jest dramatyczna i katastrofalna - mówi Wójcik.Jak dodaje, trzeba to jak najszybciej zmienić. 

– W czasie długiego weekendu udało mi się przebrnąć ten cyrk graniczny w ciągu 12 godzin, a jak już byłam w Polsce to bałam się, żeby ze zmęczenia nie zasnąć za kierownicą i nie wjechać do rowu – mówi z kolei Marta Drabchuk, Ukrainka na stałe mieszkająca w Lublinie, która pracuje w polsko-ukraińskiej firmie i regularnie jeździ tam i z powrotem.

W jej ocenie, problemem jest zbyt mała obsada na przejściach granicznych. – Gdy jest zwiększony ruch, powinno być więcej funkcjonariuszy – słyszymy.

Marzena Siemieniuk z Krajowej Administracji Skarbowej w Białej Podlaskiej zapewnia, że w dni, kiedy wiadomo, że ruch może być większy, obsady też są zwiększane. – Przy czym to wzmacnianie kadrowe musi odbywać się w granicach rozsądku – każde przejście ma bowiem określoną liczbę pasów i określoną liczbę stanowisk odpraw i oczywiste jest, że przy jednym komputerze nie będzie pracowało 2-3 funkcjonariuszy – informuje Siemieniuk.

Czy rzeczywiście celników w weekend było więcej?

Ze statystyk wcale to nie wynika. Dostaliśmy dane dotyczące przejścia granicznego w Dorohusku i w Zosinie. W Zosinie obsada kadrowa była w majówkę na podobnym poziomie, jak co dzień (kilkanaście osób na zmianie na obu kierunkach). Podobnie w Dorohusku – przeciętnie 30 osób na zmianie.

Straż Graniczna i Krajowa Administracja Skarbowa informują, że na kolejki w długi majowy weekend wpłynęły też problemy z systemem teleinformatycznym po stronie ukraińskiej. – 1 maja na przejściu Dorohusk-Jagodzin doszło do kilkugodzinnej przerwy w odprawach, o czym podróżni byli informowani z wyprzedzeniem. Przerwa wynikała z bieżących potrzeb Służby celnej, to jest z aktualizacji ukraińskich systemów informatycznych – przekazała nam M. Siemieniuk.

 

Czy na kolejki wpłynął fakt zaostrzenia kontroli na granicy?

Od 7 kwietnia 2017 roku zostały zaostrzone kontrole na zewnętrznej granicy Unii Europejskiej, przy wjeździe do Polski. Czy to wydłużyło kolejki? Straż Graniczna twierdzi, że nie. Nowe przepisy dotyczą bowiem tylko obywateli Unii Europejskiej, bo Ukraińcy już do tej pory też byli dokładnie sprawdzani w specjalnych systemach informatycznych (np. czy nie są poszukiwani za przestępstwa). A Ukraińcy to mniej więcej 90 procent tych, którzy przekraczają granicę.

"Kaczyńskiemu puszczają nerwy. Wie, że dzisiaj w przypadku wyborów musiałby podzielić się władzą"

DOSTĘP PREMIUM