"Andrzej bywa od Adriana śmieszniejszy. Zwłaszcza gdy mówi, że będzie stał na straży konstytucji"

"Od pewnego czasu Polacy mają dwóch prezydentów (jednego w realu, drugiego w serialu "Ucho prezesa") i trudno powiedzieć, który jest bardziej zabawny" - pisze w "Polityce" Sławomir Mizerski. Jak ocenia felietonista, Polacy bardziej interesują się "losami prezydentury Adriana".

Adriana poznaliśmy dzięki "Uchu prezesa". Choć pierwsza seria kabaretowego serialu liczyła 14 odcinków, nie doczekaliśmy się na spotkanie Adriana z prezesem. Cały czas siedzi w poczekalni. I czeka.

"Na prezydencie Dudzie ciąży piętno 'pana Adriana'. Nowy sondaż">>>

"Panuje opinia, że stworzony przez scenarzystów Adrian jest prawdziwszy i bardziej naturalny od zaproponowanego na przez prezesa PiS Andrzeja, który razi sztucznością i przypomina postać z filmu. Trzeba jednak powiedzieć, że Andrzej ma swoje zalety, np. w opinii wielu Polaków czasem bywa od Adriana śmieszniejszy (zwłaszcza gdy mówi o potrzebie pojednania albo że będzie stał na straży konstytucji)" - ocenia Sławomir Mizerski w najnowszym numerze "Polityki".

Nie bez złośliwości felietonista zauważa, że "podobno pod presją Adriana Andrzej myśli nawet o odgrywaniu podmiotowej roli na scenie politycznej".

Jak ocenia Mizerski, "nasza sympatia" jest po stronie serialowego Adriana, który "ma gorzej od Andrzeja, bo nie spędza czasy na tweetowaniu z nastolatkami czy uczestniczeniu w galach, tylko musi przesiadywać w poczekalni gabinetu prezesa".

Ale zdaniem felietonisty tygodnika "Polityka", "nie powinniśmy zupełnie skreślać" prezydenta Andrzeja Dudy. "Bo być może ewentualne sukcesy Adriana w następnej serii 'Ucha prezesa' zmobilizują go tak, że zdziwimy się nie tylko my, ale i prezes" - podsumowuje Sławomir Mizerski.

"'Ucho prezesa' utopiło PiS"

Kraśko do polskich dyplomatów: Czas spakować książki do tornistra i pójść do szkoły

DOSTĘP PREMIUM