Trump dotąd ostro ścierał się z Franciszkiem. Jakim cudem doszło do audiencji? Nieoczekiwana rola Melanii

Donald Trump odnosił się do papieża w swoim stylu - nie zawsze grzecznym. Jakim cudem Franciszek przyjął go w Watykanie? Pomogły zakulisowe ustalenia i... list Melanii, żony Trumpa.

Wyjątkowo wcześnie, jak na dyplomatyczne wizyty, bo 20 minut po godzinie ósmej i wyjątkowo też boczną bramą wjechała do Watykanu kolumna samochodów z Donaldem Trumpem i jego świtą. 10 minut później został on powitany przez papieża Franciszka.

Papież stawia warunki

Bo gospodarz postawił warunek. Nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, standard w przypadku amerykańskiego przywódcy, nie mogły w żaden sposób zakłócić przebiegu audiencji generalnej na Placu św. Piotra, która tradycyjnie zaczyna się w każdą środę o godzinie 10. Dostojny gość musiał już na wstępie skreślić wariant przylotu helikopterem lub wjazdu do Watykanu główną bramą.

Do Rzymu prezydent ze swoją świtą przybył wczoraj. I zastał miasto, przypominające oblężoną twierdzę. Wiele ulic zostało zamkniętych, a pojawiły się na nich jednostki policyjne i specjalne grupy antyterrorystyczne. Napiętą atmosferę spotęgował alarm bombowy, kiedy w pobliżu Placu św. Piotra, przed sklepem z pamiątkami, znaleziono podejrzaną paczkę.

Podobne napięcie towarzyszyło samemu spotkaniu. Jeszcze nigdy w najnowszych dziejach między Watykanem a Waszyngtonem spotkanie ich przywódców nie było obarczone taką hipoteką, jak to dzisiejsze. Wprawdzie do tej pory obydwaj znali się tylko ze słyszenia. Ale nie mieli o sobie najlepszego zdania.

''Znajomość'' zaczęła się od zgrzytu

Trump jako kandydat na prezydenta w lutym 2016 roku podczas kampanii wyborczej zapowiedział budowę muru na granicy z Meksykiem. Papież, wielki obrońca szarych ludzi, który akurat wracał z pielgrzymki do Meksyku, odpowiedział mu bez ogródek: „Kto zamierza, budować mury, nie mosty, nie jest chrześcijaninem”.

Rozsierdzony Trump, zezujący mocno w stronę chrześcijańskiego elektoratu, nie pozostał dłużny i odparował: „Kiedy Watykan zostanie zaatakowany przez Państwo Islamskie, co jest celem terrorystów, papież gorąco będzie sobie życzył, wręcz modlił się, by Donald Trump został prezydentem”. Po wprowadzeniu się multimiliardera do Białego Domu obydwa sekretariaty stanu podjęły poufne rozmowy, mające doprowadzić do załagodzenia napięcia.

Melania pisze list

19 kwietnia rzecznik Białego Domu Sean Spicer poinformował oficjalnie o nawiązaniu kontaktów ze Stolicą Apostolską. Przesądzająca w nich rola przypadła prezydenckiej małżonce. Pierwsza Dama jako katoliczka w osobistym liście zwróciła się do pontyfeksa, podkreślając, że będzie się czuć wielce zaszczycona, jeżeli papież udzieli audiencji jej i mężowi.

Indagowany podczas powrotu z pielgrzymki do Egiptu Franciszek oświadczył, że „podejmie każdego przywódcę państwa, który poprosi o audiencję”. A już całkiem niedawno w kontekście do katalogu rozbieżności z prezydentem USA, który nie ogranicza się jednie do kwestii uchodźczej, ale obejmuje także zagadnienia dotyczące Bliskiego Wschodu i wyzwania klimatyczne, oświadczył: „Drzwi nigdy nie pozostają na głucho zamknięte. Musimy tylko przez nie wejść i porozmawiać o tym wszystkim, co nas łączy, krok po kroku”.

W Stolicy Apostolskiej prezydent USA i jego świta spędzili niecałą godzinę. Przy czym na wyjaśnienie sobie wszystkich wątpliwości papież i prezydent mieli niecałe pół godziny.

Co najważniejsze?

Czy przełamali lody? Z pewnością wsłuchali się w swoją argumentację. A osobną rozmowę Donald Trump odbył z nr 2 w watykańskiej hierarchii, kardynałem sekretarzem stanu Pietro Parolinem (odpowiednikiem premiera) oraz zawiadującym polityką zagraniczną Watykanu abp Paulem Gallagherem.

W tym czasie towarzyszące prezydentowi, żona i córka, zwiedziły dostojne: Salę Regia i Kaplicę Paulińską, znajdujące się w Pałacu Apostolskim. By na końcu, już razem, zadrzeć w głowy do góry w bazylice św. Piotra i Kaplicy Sykstyńskiej, w podziwie dla geniuszu Michała Anioła. Jeszcze w toku układania programu wizyty Biały Dom umieścił ten punkt na pierwszym miejscu.

"Prezes Kurski ma bardzo mocny punkt w CV: Zabiłem festiwal w Opolu. Po 54 latach"

DOSTĘP PREMIUM