"Tradycję Starego Teatru uszanowała komuna. Rzekomi konserwatyści z Ministerstwa Kultury chamsko i brutalnie z nią zerwali"

"Jest mi przykro nie ze względu na to, co się ze mną stanie, ja sobie dam radę. Ale ogromnie szkoda mi fenomenalnej publiczności Starego Teatru i jego zespołu" - mówi w rozmowie z "TP" Jan Klata. Decyzją resortu kultury nie będzie już dyrektorem Starego Teatru w Krakowie.

Jan Klata kierował słynnym teatrem od stycznia 2013 roku. Nowym dyrektorem będzie dziennikarz Marek Mikos. Został wybrany w konkursie rozpisanym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Czarne chmury zbierały się nad Klatą od dawna. Nigdy nie był ulubieńcem obozu "dobrej zmiany". Prawicowi aktywiści zbierali podpisy pod apelem o jego odwołanie, organizowali protesty modlitewne, przerywali spektakle "Do Damaszku" w reżyserii dyrektora.

"Na spotkaniu z przedstawicielami zespołu pan Gliński wypowiedział jasno jedyny zarzut: pan Klata jest nie do zaakceptowania przez mój obóz polityczny, więc musi odejść i tyle. Natomiast oficjalnym powodem rozpisania konkursu w momencie, kiedy jednocześnie przedłużono kontrakt Janowi Englertowi w Warszawie, było to, że ponoć budzę kontrowersje" - mówi reżyser i dyrektor w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym".

Komuna uszanowała

Jak podkreśla Klata, kontrowersyjność wśród twórców nie jest niczym wyjątkowym. Trudno robić z niej zarzut. Ale jak ocenia, "artyści zaczynają dogadzać narodowi dopiero pośmiertnie, tak ze sto lat po zgonie". 

Reżyser przyznaje, że jest "zasmucony" decyzją MKiDN. "Jest mi przykro nie ze względu na to, co się ze mną stanie, ja sobie dam radę, choć niewątpliwie kłopotliwe i żenujące jest dowiadywanie się o tak zasadniczej zmianie planów życiowych w absolutnie ostatniej chwili. Ale ogromnie szkoda mi fenomenalnej publiczności Starego Teatru i jego zespołu. Mieli się tutaj pojawić nowi, wspaniali aktorzy, miałem dla tych, którzy już tu są, nowe role u wielkich reżyserów" - opowiada dziennikarzowi "TP".

Krakowski Stary Teatr zajmuje na polskiej mapie teatralnej wyjątkowe miejsce. I jak mówi Klata, tradycję sceny "potrafiła uszanować komuna". 

"A dopiero rzekomi konserwatyści z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego mieli odwagę chamsko i brutalnie z nią zerwać pod przykrywką kuriozalnego 'konkursu'" - mówi.

Ludzie z zewnątrz

Jednym z filarów tradycji Starego Teatru jest zespół. Jest w nim miejsce dla uznanych gwiazd, pracujących od dziesięcioleci i dla młodych.

"'Rodzeństwo' Krystiana Lupy grane jest w Starym od 1996 r., 'Opera mleczna' Mikołaja Grabowskiego miała premierę w 2003 r., a ciągle można ją zobaczyć, 'Oresteja' ma ponad dziesięć lat. Nasi aktorzy tworzą ciągłość tego miejsca, w naturalny sposób jedna premiera przechodzi w drugą, w naturalny sposób  artyści mogą się rozwijać pracując z różnorodnymi reżyserami i tekstami. Element wewnętrznego rozwoju teatru jest tak samo ważny jak komunikat kierowany do publiczności. Nasz tradycja jest również związana z zadawaniem pytań o Polskę. Pytań często niewiarygodnych dla władzy" - mówi Jan Klata.

I wspomina, że to nie urzędnicy tylko zespół stał za tym, że zaczął myśleć o objęciu stanowiska dyrektora krakowskiej sceny.

"Dyrektorem powinien zostać ktoś, kto zdążył się tu wykazać, kto zna zespół i publiczność na wylot, kto wie, co można dorzucić do tego, co zdołali tu zbudować wielcy poprzednicy" - podkreśla w rozmowie z "Tygodnikiem Powszechnym".

Prace na stanowisku dyrektora Jan Klata zakończy w sierpniu.

DOSTĘP PREMIUM