"Wykorzystywanie GROM do szkolenia obrony terytorialnej to więcej niż absurd" - ocenia b. dowódca

Płk Dariusz Zawadka przyznaje, że do "dziś ma zgagę" po kolacji w restauracji Sowa i Przyjaciel. "Poniosłem publiczne i zawodowe konsekwencje obecności na tej kolacji" - mówi "Polityce" b. dowódca GROM.

Dariusz Zawadka był w słynnej restauracji ze Sławomirem Nowakiem i Andrzejem Parafianowiczem. Były dowódca GROM pracował był wtedy wiceprezesem państwowej spółki PERN.

W rozmowie z dziennikarzem "Polityki" Juliuszem Ćwieluchem, przyznał, że jedzenie mu smakowało. Ale do dziś "ma zgagę".

"W sprawie nielegalnych nagrań występowałem jako pokrzywdzony. Nie byłem zbyt wylewny w czasie tego spotkania, co dzięki uprzejmości nagrywających każdy może sprawdzić w internecie. Poniosłem publiczne i zawodowe konsekwencje obecności na kolacji w restauracji Sowa i Przyjaciele. Być może po tym wywiadzie również będę musiał ponieść jakieś konsekwencje, ale nie mam zamiaru milczeć, bo oddałem GROM kawał swojego życia i zdrowia i nie chciałbym, żeby to poszło na marne" - mówi.

Niewygodni Cichociemni?

Dariuszowi Zawadce, który kierował jednostką GROM przez dwa lata, nie podobają się decyzje podejmowane przez kierujących wojskiem. Pomysł, by elitarna jednostka była wykorzystywana do szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej, uważa za  "więcej niż absurd".

"Nie uczyni to Polski bezpieczniejszą, wręcz przeciwnie. A o aspekcie finansowym tego pomysłu szkoda w ogóle mówić. GROM powinien być jak najdalej od politycznych gierek" - uważa pułkownik, który był jednym z pierwszych żołnierzy przyjętych do tworzonej na początku lat 90. jednostki.

"Brak kompetencji jest znakiem firmowym ekipy, która przejęła MON" - ocenia były szef Sztabu Generalnego>>>

Zawadka nie kryje się też z krytykowaniem obecnego dowództwa GROM. Wytknął Mariuszowi Pawlukowi, że "w imię oportunizmu nie zaangażuje się w święto patronów jednostki - cichociemnych", ale decyduje o udziale żołnierzy w uroczystościach poświęconych żołnierzom wyklętym.

"Oburza mnie ta gra historią i dzielenie bohaterów na swoich i nie swoich. Miałem ten zaszczyt, że osobiście poznałem kilku cichociemnych, na czele ze świętej pamięci gen. Bałukiem. Byli to wielcy patrioci, którzy poświęcili ostatnie lata swojego życia jednostce. (...) Nie wahali się poświęcić życia dla kraju. Dzisiejszy dowódca boi się narazić swoim politycznym patronom i bojkotuje doroczny zjazd cichociemnych" - ocenia płk Zawadka.

Płk Mariusz Pawluk objął dowództwo GROM w marcu. To trzeci dowództwa elitarnej jednostki od czasu wygrania przez Prawo i Sprawiedliwość wyborów w 2015 roku.

"Mundur wróci do polskich domów" - obiecuje dowódca obrony terytorialnej>>>

Siemoniak: Macierewicz jak Al Capone. Ta afera go pogrąża

DOSTĘP PREMIUM