''Chrześcijaństwo bez poświęcenia to polityczne popłuczyny, sentyment, a nie nauka Jezusa z Nazaretu''

- Chrześcijaństwo bez wymiaru poświęcenia to jakiś rodzaj kulturowego sentymentu, wypreparowane elementy kodu moralnego i systemu organizacji społeczeństwa, to polityczne popłuczyny po chrześcijaństwie, ale na pewno nie nauka Jezusa z Nazaretu - pisze w ''Tygodniku Powszechnym'' Szymon Hołownia.

- Ten, kto próbuje uratować chrześcijańską Europę, sam niszczy ją skuteczniej niż zewnętrzni wrogowie, zabijając to, co jest na trwałe wpisane w DNA chrześcijaństwa: gotowość do poświęcenia się, aż do ofiary z siebie na rzecz drugiego człowieka - pisze w ''Tygodniku Powszechnym'' Szymon Hołownia.

Publicysta odwołuje się do antyuchodźczego w swojej wymowie jednego z programów Jana Pospieszalskiego, który w  ''Warto rozmawiać'' m.in. wypowiedź jednego z gości o syryjskich dzieciach grzebanych pod gruzami domów skwitował słowami: ''o ckliwych obrazkach porozmawiamy za chwilę''.

Rząd PiS nie zgadza się na przyjęcie nawet niewielkiej liczby uchodźców z ogarniętej wojną Syrii. A sprzyjające im media i prawicowi publicyści w programach i komentarzach prześcigają się w demonizowaniu muzułmanów. Zarówno jedni i drudzy uważają się za katolików, ale pozostają głusi na apele części biskupów ws. przyjęcia do Polski uchodźców.

- Chrześcijaństwo bez wymiaru (poświęcenia) to może jakiś rodzaj kulturowego sentymentu, wypreparowane elementy kodu moralnego i systemu organizacji społeczeństwa, to polityczne popłuczyny po chrześcijaństwie, ale na pewno nie nauka Jezusa z Nazaretu - ocenia Hołownia.

Publicysta odnosi się nie tylko do słów Pospieszalskiego, ale i ministra Jarosława Gowina, który w TOK FM mówił, że w ciągu kilkudziesięciu lat kobiety w Europie zaczną chodzić z czadorach.

Hołownia dziwi się, że osoby, które uważają się za architektów ''wielkich globalnych procesów'' nie widzą, że swoimi wypowiedziami autoryzują narastanie postaw, które w historii ludzkości doprowadzały do wojen. One zawsze zaczynały się od dehumanizacji przeciwnika, od wzbudzenia odrazy do jego pochodzenia czy wyznania.

Ktoś z moich znajomych napisał: terroryści w Polsce osiągnęli swój cel nie przeprowadzając u nas jak dotąd żadnego zamachu. Sparaliżował nas strach, który z gościnnego narodu zrobił twierdzę przelęknionych ksenofobów. Radykalizm chrześcijaństwa przerobił na komiczne próby dowiedzenia, że ''miłosierdzie należy stosować roztropnie''.

Cały felieton Hołowni w najnowszym ''Tygodniku Powszechnym"'

"Jak można deklarować katolickość i nazywać uchodźców 'towarem'?"

DOSTĘP PREMIUM