Żakowski polemizuje z Draganem. 'Czy naprawdę publiczna rozmowa naukowców musi przyjmować standardy politycznej dintojry?''

Jacek Żakowski broni prof. Janusza Czapińskiego przed atakami Wojciecha Dragana. - Albo dr hab. Dragan nie rozumie prostego tekstu, albo kłamliwie ustawia sobie Czapińskiego do bicia - pisze.

Szanowni Autorzy i Syngatariusze, Najpierw przypomnę fakty. Wojciech Dragan napisał i wydrukował w ''Polityce'' polemikę, opartą na tezach zmyślonych przez niego i włożonych w usta Janusza Czapińskiego.

1. Czapiński mówi w wywiadzie, że inni „są potrzebni, żebyśmy osiągnęli nasz maksymalny poziom szczęścia”, a Dragan pisze, że zdaniem Czapińskiego „szczęście wyłącznie zależy od zróżnicowania naszego DNA” i dodaje, że „jak mówi Czapiński, otoczenie nie ma znaczenia”.

Albo dr hab. Dragan nie rozumie prostego tekstu, albo kłamliwie ustawia sobie
Czapińskiego do bicia.

2. Czapiński mówi: „Sądząc po kulturowej ekspresji, jesteśmy społeczeństwem genetycznie pękniętym”, a w odpowiedzi Dragan powołując się na swój naukowy autorytet z pogranicza „genetyki molekularnej i psychologii” zarzuca mu, że „nie ma żadnych analiz prowadzonych w naszej populacji…”.

Czyli dr hab Dragan zakłamuje różnicę między sądem psychologa społecznego wynikającym z „obserwowania ekspresji”, a stanem wiedzy opartym na badaniach molekularnych, które mogą potwierdzić obserwację społeczną lub nie, ale nie są w dyscyplinie Dragana prowadzone.

3. Dragan pisze „rozmówca Żakowskiego ni mniej ni więcej mówi nam, że nie powinniśmy jako społeczeństwo dążyć do modernizacji i ulepszenia stosunków społecznych. Nie ma sensu wikłać się w polepszanie bytu gorzej sytuowanych, nie ma sensu pracować nad zmianą ustrojową. Wszystko przecież i tak zależy od genów”.

To jest ewidentne kłamstwo. Mój rozmówca nie twierdzi, że „wszystko przecież i tak zależy od genów”. Twierdzi, że geny wyznaczają nam granice.

Natomiast teza Czapińskiego w sprawie sensu naszych wysiłków jest dokładnie przeciwna niż imputuje Dragan. Brzmi ona: "odpowiedź na pytanie, czy w Polsce będzie jak w Niemczech, z dużym prawdopodobieństwem musi być negatywna. Bo nasze typowe szczęście jest jednak trochę inne, niż szczęście typowego Niemca. Ale to nie znaczy, że zawsze musimy być biedniejsi, słabsi, gorzej rozwinięci niż Niemcy. Możemy być równie zamożni i cywilizacyjnie zaawansowani, ale nie będziemy lepszymi Niemcami niż Niemcy. Możemy się z nimi ścigać i nawet wygrywać, tylko musimy to robić inaczej, niż oni. (…) Raczej nie będziemy tak kooperatywni, zdyscyplinowani i dobrze zorganizowani, jak Niemcy, więc musimy czerpać z innych kapitałów, które mają oparcie w naszych genach.”

To jest zgodne z obecnym konsensem w sprawie modernizacji i demokratyzacji. Przynajmniej od „Zaufania” Fukuyamy i potem „Jedna gospodarka wiele recept” Rodrika neoliberalna idea "jednej drogi” szczęśliwie zeszła na margines, bo doceniono rolę różnic kulturowych wyznaczających granice skutecznej imitacji. Czapiński wskazuje tu na prawdopodobieństwo uwarunkowań genetycznych mających kulturową ekspresję. Dragan potwierdza rolę genów (40 proc.). Czapiński też nie mówi o determinacji. Spór dotyczy więc w istocie znaczenia tych 40 proc.

Spór merytoryczny Dragan do tego stopnia zamienił jednak w pyskówkę, że pozwolił sobie na uwagę, iż za tezami Cz. „kryje się bezradność i bezsilność. W sytuacji, w której nie rozumie się otaczającego świata najłatwiej jest sięgnąć po proste rozwiązania”.

Dragan musiałby bardzo rzadko odrywać wzrok od mikroskopu, by nie wiedzieć, że przez wiele ostatnich lat Czapiński ogłaszał ugruntowane empirycznie tezy trafnie interpretujące rzeczywistość, powtarzane przez innych (dziewczynki) i potwierdzające się z czasem (np. teza o nadchodzącym sukcesie PiS).

W tzw. cywilizowanych krajach tak nieuczciwe polemizowanie przez akademika spotkałoby się przynajmniej z niesmakiem wspólnoty akademickiej. Załamujące jest dla mnie to, że grupa uczonych solidarnie staje po stronie pałkarza, którego pieszczotliwie nazwałem trampkarzem, a przy tym powołuje się na „logikę polemiki w nauce”.
Nie jestem profesorem ani dr. hab., ale wiem o nauce dostatecznie dużo, by nie dać wiary, że przekręcanie tez, z którymi się polemizuje i polemiki ad personam oparte na tandetnym diagnozowaniu stanu psychicznego drugiej strony, to są te standardy, które obowiązują w uczelniach z pierwszych setek światowych rankingów.

Wiele razy rozmawialiśmy publicznie o kulturowych blokadach polskiej innowacyjności,
nauki, modernizacji, hamowanych przez złe obyczaje, brak szacunku do prawa do błędu, personalizację debaty, dogmatyzację poglądów itd.

Wielką zasługą Czapińskiego jest rzadka w Polsce innowacyjność, warsztat gromadzenia i interpretowania danych empirycznych, odwaga w formułowaniu tez i inspirowaniu debat.

Ten wywiad miał taką rolę. Mógł otworzyć ciekawą rozmowę o przyczynach naszych różnych problemów. Jakość polemiki (mającej wszystkie wady polskiej polityki) tę szansę zmarnowała. Oczywiście wiem, że syndrom Arras dotyka też najlepszych. A przyszedł czas Arras, niestety.

Ale czy naprawdę publiczna rozmowa naukowców musi przyjmować standardy politycznej dintojry? Oczywiście rozumiem, że Polska nie jest krajem cywilizowanej debaty i że między innymi dlatego nasze uczelnie są tam, gdzie są, a nasza polityka jest, jaka jest.

Ale gorąco apeluję o to, by świat nauki nie destruował swojego - i tak zbyt słabego, a bardzo potrzebnego publicznego - autorytetu ulegając instynktom stadnym, źle rozumianej solidarności grupowej i mechanizmom politycznych nagonek.

Dwóch naukowców wystosowało apel do Żakowskiego o sprostowanie. Zbierają podpisy>>

Państwo Profesorowie, Spierajcie się szlachetnie. Różnijcie się pięknie. Potraficie. Nie musicie dokładać do tych piekielnych kotłów, przy których od lat uwijają się politycy.

Żakowski: Demokracja bez kultury, bez uznania autorytetów i bez szacunku do nich nie może funkcjonować>>

''Ziobro kontra Zoll to jakby trampkarze atakowali Ligę Mistrzów''

DOSTĘP PREMIUM