''Zaatakujemy bolszewików''. Radny PiS: ludzie nie zrozumieli przenośni. Takie mam poglądy. Nie przeproszę

- ''Przegrupujemy wojsko i zaatakujemy bolszewików znad Wieprza'' - pisał o protestach ws. wolnych sądów lubelski radny PiS. Przepraszać nie zamierza, bo ''to przenośnia'', której ludzie nie zrozumieli.

Radny PiS, Stanisław Brzozowski, komentując sytuację po wecie prezydenta do ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, napisał m.in. „Przegrupujemy wojsko i zaatakujemy bolszewików znad Wieprza. Niech myślą, że wygrali, a my ich w miękkie podbrzusze”.

Radny tłumaczy, że jego słowa były przenośnią, nawiązującą do wydarzeń 1920 roku, a internauci - niesłusznie - wzięli wszystko na poważnie.

Ludzie mają skojarzenia, których nie ma w tym wpisie, że na przykład kogoś będę dźgał kosą. A to jest nawiązanie do wydarzeń z 1920 roku, gdy bolszewicy napadli na Polskę, która dopiero odzyskała niepodległość i ten manewr znad Wieprza był momentem z zaskoczenia, sowieci się tego ataku nie spodziewali i to dało pożądane rezultaty

– tłumaczy Brzozowski.

Dopytujemy radnego, co miał na myśli, stosując taką a nie inną retorykę i kogo konkretnie nazywa „bolszewikami”? Przyznaje, że chodziło mu o osoby protestujące przeciwko reformie sądownictwa. – Miałem na myśli, upraszczając, wszystkich tych, którzy bronią status quo i uważają, że tak jest dobrze jak było wcześniej, że wybory, które odbyły się dwa lata temu to była pomyłka przy urnach – mówi Brzozowski.

„Nie wiedzą, przeciwko czemu protestują”

Radny tłumaczy, że mówiąc o protestujących trzeba dokonać pewnego podziału. –Część z nich zupełnie nie uświadamia sobie przeciwko czemu protestują, bo słuchają tendencyjnej narracji, że zagrożona jest demokracja, że Polska zmierza ku upadkowi, a to zupełnie nieprawda. Te reformy mają na celu skierowanie Polski ku lepszemu – mówi S. Brzozowski.

- To skandaliczne słowa i język nienawiści – nie ma wątpliwości radna PO, Beata Stepaniuk-Kuśmierzak. - Jestem przerażona tym, z jaką łatwością przychodzi niektórym obrażanie innych i z jaką łatwością posługują się językiem nienawiści. Rozumiem emocje, ale od naszej dojrzałości zależy to, w jaki sposób dajemy im upust – dodaje radna.

Jej zdaniem, taki a nie inny język najprawdopodobniej trafia do części wyborców i właśnie dlatego radny się nim posługuje. - Możemy rozmawiać, możemy się nie zgadzać, ale nie musimy odwoływać się do takich sformułowań. Poza tym, osoby publiczne powinny szczególnie ważyć słowa – dodaje Beata Stepaniuk.

Radny powinien przeprosić? Nie ma takiego zamiaru

W podobnym tonie wypowiada się Marcin Nowak, radny z innego klubu w lubelskiej Radzie Miasta - klubu „Wspólny Lublin”. – Powinniśmy bardzo kategorycznie przeciwstawiać się tego typu opiniom. I mimo, że ta opinia została wyrażona na prywatnym profilu radnego, nie możemy podchodzić obojętnie do tego typu zdań. Mam nadzieję, że pan radny zreflektuje się i przeprosi za swój wpis. Bo jest to język nienawiści – dodaje Nowak.

Stanisław Brzozowski przepraszać jednak nie zamierza, nie widzi ku temu podstaw. Jak mówi, nikogo nie chciał obrazić, zastosował przenośnię, ma takie a nie inne poglądy i nikt nie może mu zabronić ich wyrażać. – W tym przypadku granica wolności wypowiedzi z całą pewnością została jednak przekroczona – mówią inni radni.

„Obrzydliwy atak radnego na obywateli”

O komentarz poprosiliśmy też jednego z liderów Komitetu Obrony Demokracji na Lubelszczyźnie. – Dramatyczny i obrzydliwy atak radnego PiS na obywateli. Chore słowa, ale trzeba je zapamiętać i nie wolno przejść wobec nich obojętnie. Taka jest twarz szalonych radykałów z PiS. To jest twarz ludzi, którzy nawołują – w tym przypadku jak z tym podbrzuszem – do zadawania ciosów. Chcecie wojny domowej? Chcecie, by Polak przeciwko Polakowi podnosił rękę? Do czego, panowie z PiS, nawołujecie? – pyta Krzysztof Kamiński.

I dodaje, że nie można przyjąć do wiadomości, że to tylko przenośnia. – Jeśli przenośnią jest język nienawiści, to pan radny nie rozumie, co oznacza słowo „przenośnia” – dodaje lubelski adwokat, jeden z liderów KOD.

"Wicie, rozumicie. W sądach jak za PRL"

DOSTĘP PREMIUM