Po debacie Merkel-Schulz. ''Czwarty raz okiwała kontrkandydata o nazwisku na literę S''

Telewizyjna debata Merkel-Schulz odbyła się w niemal przyjaznej atmosferze - uważa prof. Arkadiusz Stempin. - Merkel nie straciła, Schulz nie zyskał. A walczył o 15 proc. Wynik wyborów w Niemczech jest przesądzony.

Tyle, ile trwa mecz piłkarski z doliczonymi 7 minutami, trwał pojedynek telewizyjny między kanclerz Merkel a najpoważniejszym kontrkandydatem na kanclerza Martinem Schulzem. Na trzy tygodnie przed wyborami.

Obydwoje po raz pierwszy stanęli naprzeciwko siebie, gdyż do tej pory byli obok siebie jedynie na plakatach. Ale zamiast zaciętego duelu Niemcy zobaczyli zgodny duet.

W jednej tonacji

Zgodność podkreślono nawet identycznym ubiorem. Merkel wystąpiła w szafirowym żakiecie, Schulz pod niebieskim krawatem. Obrończyni tytułu od początku grała na remis. Trochę na czas. By wybić pretendenta z rytmu. Ten próbował atakować, wykazać się zadziornością, by udowodnić niemieckim wyborcom, że potrafi lepiej poprowadzić Niemcy, skoro w sondażach miał do nadrobienia 15 punktów procentowych.

Merkel dowozi remis

Ale u naszych sąsiadów nie można zadawać śmiertelnych strzałów. Przez większą część pojedynku obydwoje kiwali się na środku boiska, o ile się zgodnie nie obejmowali w przyjacielskim uścisku. O ciągnięciu się nawzajem za koszulki mowy nie było. Merkel dowiozła remis do końca spotkania. I na trzy tygodnie przed wyborami prowadzi spokojnie w sondażach. Czyli wczoraj okiwała Schulza.

Rosja, USA, Turcja. A Polska?

Najwięcej czasu poświęcono polityce zagranicznej. Ale bez zbaczania na temat Polski, mało dyskutowano o Putnie (Schroeder w roli prezesa rosyjskiego koncernu gazowego podkopuje sankcje unijne przeciwko Rosji - pomstowała Merkel), więcej już o Trumpie.

Za to dowiedzieli się Niemcy, że kanclerz Schulz przerwie rokowania z Turcją dotyczące jej akcesji do UE. Merkel pewnie nie, skoro deal z prezydentem Erdoganem gwarantuje zamknięty szlaban dla bałkańskiego szlaku, którym długo ciągnęły do Niemiec masy uchodźców. W swoim stylu jednak nie powiedziała ani tak, ani nie.

Przy zagadnieniach wewnątrzniemieckich, takich jak renta, opłata autostradowa, mniej interesujących dla nas, panowała jeszcze większa harmonia między kontrahentami. Gdy jeden mówił, drugi ze zrozumieniem kiwał głową. Miało się wrażenie, że nawet poklepuje po ramieniu.

Nie starcie rywali, a przyszłych współpracowników

Merkel pojedynek nie zaszkodził, Schulzowi nie pomógł. Najprawdopodobniej więc weszła do studia, lub jak ktoś woli, wybiegła na boisko, przyszła wielka koalicja, z nową kanclerz i jej ministrem spraw zagranicznych.

Jeśli ten dość prawdopodobny scenariusz sprawdzi się w rzeczywistości, Merkel po raz czwarty okiwa  socjaldemokratycznego pretendenta do kanclerskiego fotela, którego nazwisko zaczyna się na „S” (Schroeder 2005, Steinmaier 2009, Steinbrueck 2013, Schulz 2017).

W TOK FM audycja o schronisku, które nie ma na piec gazowy, aż tu nagle...

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM