Przybywa wniosków o upadłość konsumencką. Również od frankowiczów

Chodzi m.in. o wnioski osób, które kilka lat temu wzięły kredyt we frankach. Dziś nie mają z czego spłacać, a ich dług z miesiąca na miesiąc jest coraz większy. Są przypadki, że sądy takie wnioski uwzględniają. Ale o upadłość konsumencka to także inne, poruszające, życiowe historie.

W ubiegłym roku tylko do IX Wydziału Gospodarczego do Spraw Upadłościowych i Naprawczych Sądu Rejonowego Lublin Wschód z siedzibą w Świdniku wpłynęły 502 wnioski o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, w tym roku takich wniosków już jest prawie 400, a do końca roku jeszcze trochę pozostało.

Trzeba podkreślić, że upadłość jest ogłaszana w zdecydowanej mniejszości z nich, bo w trakcie badania sprawy przez sąd wychodzi, że nie ma podstaw do przychylenia się do prośby Kowalskiego czy Nowaka.

Owszem, mają długi, ale takie, które powstały na skutek zaciągania kredytów czy pożyczek, wiedząc, że nie uda się ich spłacić. Chodzi m.in. o popularne chwilówki.

Co zatem się liczy?

Przy wniosku o upadłość konsumencką najważniejsza dla sądu jest tzw. moralność płatnicza dłużnika, czyli czy zdawał sobie sprawę, że popada w coraz większe długi i czy brał kolejne pożyczki na spłatę poprzednich.

- Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej złożyć może każdy, ale sąd bada, czy osoba, która zaciągnęła dług, miała pieniądze na jego spłatę - mówi sędzia Katarzyna Sacharuk. I dodaje, że jeśli ktoś umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa doprowadził się do niewypłacalności - wtedy na upadłość nie ma co liczyć. Podobnie jak wtedy, gdy zaciąga dług po to, by spłacić wcześniejsze zobowiązania.

W Lublinie sąd upadłościowy ma wolne terminy dopiero na styczeń, bo takich spraw jest cała masa. Wnioski składają i dłużnicy po 80-tce, i ludzie bardzo młodzi, którzy popadli w tarapaty z bardzo różnych względów. - Wiek nie ma tu żadnego znaczenia - mówi sędzia.

Frankowicze - co wniosek, to inna historia

Wśród tych, którzy piszą do sądu o ogłoszenie upadłości konsumenckiej są m.in. frankowicze. - Jeśli wykażą, że nie mogli przewidzieć takiego wzrostu wartości waluty i waloryzacji, to ogłaszamy upadłość konsumencką. Mamy parę takich spraw. Ale trzeba podkreślić, że co sprawa, to zupełnie inna historia - mówi sędzia Sacharuk.

Choroba - też powodem upadłości

Często o upadłość ubiegają się też ci, którzy zapadają na jakąś poważną chorobę, wydają ogromne pieniądze na leczenie, szukają pomocy za granicą. - Wtedy mają ogłaszaną upadłość konsumencką - przyznaje sędzia.

Dodaje, że są też tacy, u których zaciąganie kredytów wynika z choroby psychicznej. - To są ludzie, którzy uważają, że jak jest reklama chwilówki i mówią w niej, że to pożyczka "za darmo", to rzeczywiście jest za darmo, a najczęściej przecież wcale tak nie jest. W takich sprawach zawiadamiamy prokuraturę o konieczności wszczęcia postępowania o ubezwłasnowolnienie - mówi K. Sacharuk.

Kredyty na wyjazd do sanatorium albo żeby pomóc dzieciom...

Bywa też tak, że ci, którzy wnoszą o upadłość, zostali wcześniej finansowo oszukani przez rodzinę, wspólników, kolegów. Wiele wniosków to wnioski osób starszych, które mają niewielkie emerytury czy renty i biorą kredyty na wyjazd do sanatorium albo żeby pomóc dzieciom.

- I okazuje się, że z 800 zł renty ciężko spłaca się takie długi. Często nawet nie mają zaległości w spłatach, ale widzą już, że na dłuższą metę nie są w stanie przeżyć za tak małe pieniądze. Wnoszą o upadłość po to, by potem ich dzieci nie były nachodzone przez komorników za długi rodziców - mówi sędzia.

Co w sytuacji, gdy nie możemy się doliczyć, jaki jest nasz dług?

Jeden ze słuchaczy TOK FM zwraca uwagę, że ogłoszenie upadłości konsumenckiej nie jest proste w sytuacji, gdy ktoś ma wiele długów, w różnych firmach, przestał nad nimi panować, a firmy tymi długami między sobą handlują. "Zawsze gdzieś może istnieć właściciel mojego długu. Odbierałem jakiś czas wszystkie listy polecone, a i tak w następnym roku pojawił się ktoś zupełnie mi nieznany twierdząc, że jest właścicielem mojego długu.A sąd stoi na stanowisku, że moim obowiązkiem jest wskazać wszystkich moich wierzycieli" - pisze pan Lucjan.

Zdaniem sędzi Katarzyny Sacharuk, to nie do końca tak. - Takie sytuacje są bardzo częste, ale wtedy chcemy, by dłużnik pokazał dokumenty o tych długach, o których wie. Przy czym, jeśli nam nic nie pokaże - to wniosek będzie oddalony - mówi sędzia.

I dodaje, że jeśli dłużnik pokaże w sądzie umowy na kredyty, które zawierał, a potem okaże się, że jest jeszcze jakiś dodatkowy wierzyciel, to nie powinno mieć większego znaczenia. - Chodzi przede wszystkim o pierwotne umowy, żeby zbadać, czy w momencie, gdy dłużnik zaciągał dług, miał pieniądze na jego spłatę. To, że ktoś później ten dług kupił, jest dla nas mniej istotne - dodaje nasza rozmówczyni.

20 tysięcy, ale i wiele milionów złotych

Długi przy wnioskach o upadłość są bardzo różne - czasami wielomilionowe, a czasami rzędu 20-30 tysięcy złotych. Upadłość konsumencka to dla wielu sposób na pozbycie się długów. - Jeśli zostaje ogłoszona, zarząd majątkiem dłużnika przejmuje syndyk - chodzi np. o mieszkanie, ale też wszystkie ruchomości i nieruchomości, które mają wartość rynkową - mówi sędzia Sacharuk.

"PiS nie chce całościowo rozwiązać problemu reprywatyzacji"

DOSTĘP PREMIUM