Jawność płac? "Zarabiałam dwa razy więcej niż koleżanka na takim samym stanowisku" [LIST]

Czy chciałbyś wiedzieć, ile zarabia Twój sąsiad? A chciałbyś, by wiedział, ile zarabiasz Ty? Jawne dochody zrównają płace kobiet i mężczyzn? Zapytaliśmy, czy chcielibyście, żeby zarobki były jawne. Teraz publikujemy najciekawsze listy.

W Wielkiej Brytanii wszystko jest jasne

"Od 2 lat mieszkam w Wielkiej Brytanii i pracuję na uczelni, gdzie istnieje dobry system płac. Każde stanowisko ma określony stopień płacowy z widełkami od-do (w zależności od między innymi lat, które upłynęły od momentu uzyskania stopnia doktora). Każdy wie, w jakich widełkach płacowych znajduje się kolega. Nie ma tu żadnych odstępstw, różnic rasowych czy płciowych.

W Polsce pracowałam na trzech uczelniach i tego nie da się opisać. Nie dość, że płace były żałosne, to bywało i tak, że zarabiałam dwa razy więcej niż koleżanka na tym samym stanowisku, bo negocjowałam wynagrodzenie.

Miałam zakaz rozmawiania o moich zarobkach, a ta biedna koleżanka mówiła, że nie ma opcji, aby zarobić więcej niż 2500 zł brutto, że nikt więcej nie zarabiał. Moja stawka już proponowana była jednak wyższa (ta, która odrzuciłam). To było szalenie niesprawiedliwe i nie wiem, z czego wynikało.

W innych miejscach pracy (również związanych z nauką, również w Polsce) pojawiały się patologie typu pensja 6 tys. zł brutto, z czego zostawało 3500 zł netto. Nikt nie rozumiał, co się działo z jego własnymi pieniędzmi.

W Wielkiej Brytanii wszystko jest jasne. Każdy wie, w jakich widełkach się znajduje. Pracownicy fabryk wiedza, jakie są stawki za godzinę. Ludzie nie skaczą sobie do gardeł. W Polsce powinien być podobny system, ale te widełki powinny być logicznie rozciągnięte, a nie 50 tys. - 200 tys. zł rocznie.

Chciałabym w Polsce godnie zarabiać, aby samodzielnie się utrzymać. Mnie osobiście w ogóle nie obchodzi, ile kto zarabia, chociaż dobrze by było, aby płace w końcu się zrównały.

Aleksandra"

***

"Podkładanie świń"

"Ujawnienie wynagrodzeń w Polsce to nie jest dobry pomysł. Pracownicy na tych samych stanowiskach w jednej firmie będą sobie zazdrościć, gdy dowiedzą się, ile zarabiają (jeśli mają różne zarobki). Zacznie się "podkładanie świń", a atmosfera stanie się nie do zniesienia.

Kiedyś pracowałem w małej kilkuosobowej rodzinnej firmie. Wynagrodzenia były niejawne i gdy druga osoba (z większym stażem) na tym samym stanowisku dowiedziała się, ile zarabiam, czy ile dostałem premii, to po 2 miesiącach musiałem zmienić pracę. Rozpoczęła się nagonka na mnie i podpuszczanie szefa, że za mało robię, a przecież tyle zarabiam....

Teraz pracuję w firmie 20-osobowej. Jak zarobki są niejawne, nikt nie wie, ile kto zarabia i sytuacja jest prosta. Nikt nikogo nie szczuje. Pracodawcy w Polsce nie potrafią docenić pracownika, który wychodzi z inicjatywą lub po prostu nie chcą innowacji, bo to kosztuje i nie wiadomo, czy się na tym zarobi.

Szefowie małych firm nie mają wykształcenia ani wiedzy, by zarządzać pracownikiem. Nie potrafią go zmotywować, nagrodzić, czy po prostu pochwalić za dobrą pracę.

To jest frustrujące i lepiej nie wiedzieć, ile zarabia kolega zza biurka naprzeciwko, bo to rodzi kolejne frustracje i problemy...

Piotr"

***

"Moda na utajnianie zarobków"

"A pamiętacie Państwo, jak było w latach 90-tych? Nikt nie krępował się mówić, ile zarabia i jakoś nie tworzyło to problemów. To duże zagraniczne firmy przyniosły do nas 'modę' na utajnianie zarobków - włączając w to nawet zakaz ujawniania zapisany w umowie o pracę.

Firmy zrobiły to tylko i wyłącznie we własnym interesie. Nikt z nas pracowników na tym nie skorzystał. A my zachwyceni wszystkim co zachodnie, bezrefleksyjnie te reguły przyjęliśmy. Gdy teraz pytam swojego najlepszego przyjaciela, ile zarabia, to nie chce mi powiedzieć. To jest chore.

Marcin"

O tym jak jawność płac wygląda w Skandynawii posłuchasz w poniższej audycji:

DOSTĘP PREMIUM