Asesorzy: To nie jest wojna z KRS. To jest spór prawny, w którym my mamy rację

Asesorzy, wobec których Krajowa Rada Sądownictwa wyraziła sprzeciw i nie zgodziła się na powierzenie im obowiązków sędziego, wydali oświadczenie. Dowodzą w nim, że to oni - a nie KRS - mają rację.   

Asesorzy przekonują, że nie są i nie byli w żaden sposób "powiązani" z ministrem sprawiedliwości. W swoim oświadczeniu dowodzą m.in.: "Aplikanci znajdujący się na liście asesorów kształcili się w latach 2009-2016, a więc w czasach rządów różnych ugrupowań politycznych. Na liście przesłanej przez Ministra Sprawiedliwości znaleźli się wszyscy aplikanci, którzy uzyskali pozytywny wynik egzaminu i nie podjęli decyzji o rezygnacji z asesury, nie zaś osoby wybrane przez Ministra".

Absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa bez badań?

Przyszli sędziowie są przekonani, że w sprawie ważnych badań lekarskich i psychologicznych - na brak których wskazała w swoim sprzeciwie Krajowa Rada Sądownictwa - ustawa jest jasna.

- Wynika z niej, że obowiązek przedłożenia takich badań spoczywa wyłącznie na asystentach i referendarzach sądowych, czyli osobach, które niejako eksternistycznie podchodziły do egzaminu sędziowskiego - mówił w "Analizach" Radia TOK FM jeden z asesorów, Paweł Przygucki. Dodał, że obowiązek ten nie dotyczy jednak absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury.

"Tu nie ma mowy o wojnie. Jest spór prawny"

- Jest między nami spór prawny, który jest wpisany w zawód sędziego - powiedział inny z asesorów, Tomasz Kamiński. I zaapelował, by przy okazji tej sprawy nie używać takich terminów jak "wojna", "zwycięzca", "ofiary". - Spór prawny jest wpisany w istotę sędziowania, także to nie znaczy, że jest jakaś wojna. Nie używajmy języka konfrontacyjnego - apelował na antenie TOK FM Tomasz Kamiński. W jego ocenie, w sporze rację mają asesorzy i Sąd Najwyższy to przyzna. - Przedstawimy argumentację, która całkowicie podważa stanowisko Krajowej Rady Sądownictwa, w tym kwestię dotyczącą badań lekarskich - stwierdził T. Kamiński.

Asesorzy w swoim stanowisku dowodzą, że nawet, jeśli KRS uznała, że w dokumentach są jakieś braki, powinna wezwać kandydatów do ich uzupełnienia. "Tymczasem – co istotne dla oceny aspektu sprawiedliwości proceduralnej postępowania przed Krajową Radą Sądownictwa – żaden z asesorów nie został wezwany do uzupełnienia tych braków" - czytamy w stanowisku. Młodzi ludzie zwracają uwagę, że dokumenty przesłane do KRS kompletował minister, a nie oni sami.

Asesorzy zawiązali stowarzyszenie - do obrony swoich interesów

Prawnicy, którzy chcą być sędziami, jako absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury zawiązali stowarzyszenie, które reprezentuje ich interesy. - W toku prac parlamentarnych zgłaszaliśmy bardzo liczne poprawki, z których została uwzględniona tylko jedna, pozwalająca nam - w przypadku sprzeciwu KRS - powrócić na stanowiska referendarzy czy asesorów w dotychczasowych sądach - mówił w TOK FM Paweł Przygucki.

Asesorzy odnoszą się też do podnoszonego w wielu dyskusjach argumentu, że to niezgodne z prawem i niewłaściwe, by asesor składał ślubowanie przed ministrem sprawiedliwości (przedstawicielem rządu), a nie przed prezydentem. - Niewątpliwie minister jest przedstawicielem władzy wykonawczej, tyle, że jego rola w procesie mianowania asesorów sprowadza się wyłącznie do wręczenia aktu mianowania - powiedział nam P. Przygucki. Nie zgodził się też z zarzutem, że asesorzy byliby zależni od ministra i mogliby ulegać jego naciskom, np. przy wydawaniu orzeczeń. -

"Wiemy, że nie wolno nam ulegać naciskom"

- W szczególności nie jest wcale tak, jak się czasami podaje, że to minister będzie decydował o naszej dalszej karierze, że to minister będzie oceniał nasze orzecznictwo i jednoosobowo podejmował decyzję, czy asesor stanie się sędzią, czy też nie - powiedział w TOK FM Tomasz Kamiński.

W jego ocenie, asesorzy wiedzą, jaka jest ich rola i że nie powinni ulegać naciskom. - Jesteśmy świadomi tego, że w systemie istnieją pewne zagrożenia. Nie jest tak, że o tym nie myślimy. Przeciwnie, my naprawdę wiemy, co nas czeka i bardzo silnie będziemy pracować na wizerunek osób niezależnych - dodał prawnik.

Asesorzy liczą teraz na Sąd Najwyższy i na to, że przyzna im rację. - Wydaje nam się, że Sąd Najwyższy dysponując stanowiskiem jednej i drugiej strony, kierując się przede wszystkim zasadą legalizmu, w oparciu o przepisy prawa, podejmie decyzję, która będzie sprzyjała instytucji asesury, asesora - stwierdził Przygucki.

Jurek: Wielu Polaków boi się gender. Rząd powinien wymówić konwencję antyprzemocową

DOSTĘP PREMIUM