Po co papieżowi pielgrzymka do kraju, gdzie katolików jest 1 proc.? Prof. Stempin: to akt polityczny

- Franciszek jest upolitycznionym pontifeksem. Swoimi podróżami próbuje zwrócić uwagę na zapalne punkty na naszym globie. Co zrobi w Mjanmie i Bangladeszu? - pisze dla Tokfm.pl prof. Arkadiusz Stempin.

A zarazem na obrzeżach Kościoła katolickiego. Liczba katolików w Mjanmie (dawna Birma), gdzie papież przybył wczoraj, nie przekracza jednego procenta - przy 51 milionach mieszkańców.

W sąsiednim muzułmańskim Bangladeszu, dokąd głowa Kościoła katolickiego uda się w czwartek, katolicy stanowią zaledwie 0,25 procent wśród 160 milionów mieszkańców. Stąd nie brakuje głosów zdziwienia sensem papieskiej wizyty.

Ani do uchodźców, ani do szwaczek

I to tym bardziej, że standardowe punkty pielgrzymki, jak choćby odwiedziny obozów uchodźców nie figurują w programie. Oficjalnie z powodów logistycznych. Co brzmi mało wiarygodnie. Papież nie odwiedza żadnej z licznych fabryk odzieżowych, będących niczym innym jak tylko współczesną formą niewolnictwa. I w których często dochodzi do poważnych wypadków z powodu nędznych warunków bezpieczeństwa. Czyżby taką cenę płacił Franciszek za możliwość odwiedzenia dwóch krajów ze śladową ilością katolików?

Wizyta generała

Po przylocie do byłej stolicy kraju Rangun, (wilgotność powietrza 80 proc.), pierwszy dzień (poniedziałek) przeznaczony był na aklimatyzację. Pomimo to w pałacu arcybiskupim, gdzie zatrzymał się papież, zjawił się nieoczekiwanie zwierzchnik sił zbrojnych generał Min Aung Hlaing.

Spotkanie z nim przewidziane było na czwartek. Czyżby generał chciał zademonstrować, kto w kraju pociąga za nitki? I postanowił wyprzedzić prezydenta Htin Kyaw oraz szefa dyplomacji, zarazem laureatkę pokojowego Nobla Aung San Suu Kyi?

W tle prześladowania

Spotkanie trwało kwadrans: Polityczna sytuacja w Mjanmy i Bangladeszu przypomina beczkę prochu. Najgroźniejszy lont pali się wokół sunnickiej grupy etnicznej Rohingya, która w Birmie nie posiada statusu mniejszości etnicznej.

ONZ klasyfikuje ją jako najbardziej prześladowaną grupę etniczną we współczesnym świecie. Rohingya nie posiada w Birmie żadnych praw: ani wyborczych, ani do wyższego wykształcenia, ani do posiadania paszportu.

Ustawa z 1982 rok zabrania członkom grupy uzyskania obywatelstwa. Majątki ziemskie zostały skonfiskowane. Wszystko dlatego, że rząd Birmy chce przekształcić kraj w buddystyczną teokrację i mniejszość muzułmańską traktuje jako nielegalnych migrantów z Bangladeszu.

Co jest czystą fantasmagorią, gdyż sunnici mieszkali w Birmie od pokoleń. Jednocześnie ekstremiści muzułmańscy, zorganizowani na zachodzie Birmy w partyzancką „Arakan Rohingya Salvation Army”, walczą o utworzenie muzułmańskiego państwa.

Prześladowania Rohingya są na porządku dziennym, łącznie z mordami i gwałtami kobiet. Część Rohingya ucieka za granicę. Głównie do sąsiedniego Bangladeszu. W sierpniu tego roku wojskowi przeprowadzili brutalną akcję oczyszczania kraju z muzułmanów.

Fala emigracji spowodowała, że liczba uciekinierów wzrosła do 1,5 miliona, z czego milion przybywa w samym Bangladeszu. Jeśli papież ujmie się za muzułmańską mniejszością, może narazić na odwet mniejszość katolicką. Lider katolików w Mjanmie, kardynał Rangun Charles Maung Bo, jak sam ujawnił w jednym z wywiadów, poprosił papieża, by podczas wizyty nie przywoływał losu Rohingya.

Nerwy biskupów

Co pokazuje, jak nerwowe nastroje panują w episkopacie Mjanmy. Nie wiadomo, czy Franciszek zastosuje się do tej sugestii. Krótko przed jego przybyciem rząd w Birmie zapowiedział przyjęcie emigrantów. A papież widzi siebie podczas wizyty w roli apostoła pokoju. Tym bardziej, że udało mu się w maju tego roku nawiązać oficjalne stosunki z Birmą. W tym celu szef dyplomacji i laureatka pokojowej nagrody Nobla Aung San Suu Kyi została przyjęta na audiencji w Watykanie.

Spotkanie z nią teraz także jest zaplanowane. De facto pełni ona rolę premiera kraju. Ale na tle kryzysu o Rohingya szefowa dyplomacji jest krytykowana przez społeczność międzynarodową. Zarzuca się jej krycie wojskowych, którzy po dekadach sprawowania dyktatury, po sześciu latach po oddaniu władzy nadal posiadają spore wpływy i liczne ministerstwa w swoich rękach. Wielu obserwatorów uważa, że tylko szef armii Min Aung Hlaing może powstrzymać przemoc wobec Rohingya.

Dziś, we wtorek, papież weźmie udział w międzyreligijnym nabożeństwie. W ostatniej chwili przekonał go do niego kardynał Bo, który w tym celu przed kilkoma dniami zjawił się w Rzymie.

Bangladesz, który odwiedził papież Jan Paweł II, to z kolei najbiedniejszy kraj świata. Położony nad Zatoką Bengalską nawiedzany jest regularnie przez deszcze monsunowe, które wywołują powodzie i obsunięcia ziemi, zamieniając miliony mieszkańców w ofiary tych katastrof.

I jeszcze Chiny

Odwiedziny w Mjanmie i Bangladeszu odbywają się u bram Chin. Papieżowi leży na sercu poprawa relacji z Pekinem, czego spektakularnym wyrazem byłaby wizyta w Państwie Środka.

Niedawno Watykan wydał oświadczenie, że zamierza z Chinami efektywniej współpracować w dziedzinie kultury. Na potwierdzenie tych słów na początku nowego roku w Pekinie i Watykanie zostanie równocześnie zaprezentowana wspólna wystawa. W tej beczce miodu pojawiła się jednak łyżka dziegciu. Chińskie biura podróży zostały bowiem ostrzeżone, by nie organizowały wycieczek do Watykanu, Oficjalnie dlatego, że obydwa państwa nie utrzymują stosunków dyplomatycznych. Tymczasem liczba turystów-pielgrzymów z Chin, którzy zwiedzają bazylikę św. Piotra i muzea watykańskie, rośnie. Są oni w watykańskim pejzażu, choćby podczas środowych audiencji, kiedy powiewają flagami narodowymi. Marzenie papieża o wizycie w Pekinie jawi się jednak w bardzo odległej perspektywie.

W przeciwieństwie do swojego poprzednika, Benedykta XVI, Franciszek jest upolitycznionym pontifeksem. Swoimi podróżami próbuje zwrócić uwagę opinii publicznej i świata polityki na zapalne punkty na naszym globie: wizytami na Lampedusie (2013) i Lesbos (2016) ujął się za uchodźcami. W Korei Południowej (2014) wzywał do pojednania z Koreańczykami z Północy. Pośredniczył w nawiązaniu relacji dyplomatycznych między USA Obamy a Kubą Fidela Castro. Także przejął rolę pośrednika w pochłoniętej wojną domową Kolumbii. W tym roku planował podróż do Sudanu Południowego, stojącego na krawędzi egzystencji, dotkniętego bratobójczą wojną i głodem. Ze względów bezpieczeństwa podróż tam na razie okazała się jednak niemożliwa.

Sroczyński: Lubnauer może negocjować porozumienie ze Schetyną

DOSTĘP PREMIUM