Każdy chce zarobić. Ale może się okazać, że zostaniemy z niczym. KNF i NBP ostrzegają

KNF i NBP ostrzegają przed przed inwestowaniem w wirtualne "waluty". Uruchomiono specjalną stronę internetową. Żeby kupić bitcoina potrzeba co najmniej 18 tys. dolarów.

Jak tłumaczy rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego, chodzi o "dotarcie do jak największej liczby osób, które chcą zainwestować w kryptowaluty i ostrzec przed potencjalnym ryzykiem".

-  W ostatnich dniach kurs bitcoina bije kolejne rekord. Ale należy sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli coś gwałtownie rośnie, to należy spodziewać się tego, iż może gwałtownie spać. I nagle okaże się, że zostaniemy z niczym - mówił Jacek Barszczewski.
"Bańska spekulacyjna albo czyste szaleństwo" - ekspert o szaleństwie związanym z kryptowalutą>>>

- Idea, żeby edukować jest dobra, ale zabraniać takiej działalności nie można - ocenił gość magazynu "EKG" Grzegorz Cydejko, dziennikarz ekonomiczny. - Mówimy sobie, co to jest zainwestować w bitcoina, ale nie wolno nam tego zabronić. Bo ten sposób  podstawimy sobie nogę, ograniczymy swój rozwój do finansowania się z państwowego banku. To jest różnica między edukacją a systemem nakazowo-rozdzielczym - stwierdził Cydejko.

Joanna Solska przypomniała, że ostrzeganie przed ryzykownymi inwestycjami niekoniecznie odnosi skutek. - Przed wybuchem afery Amber Gold, KNF ostrzegała i wysyłała doniesienia do prokuratury. Ale część ludzi nie chciała tego ryzyka przyjmować do wiadomości - oceniła  w magazynie "EKG" Joanna Solska, dziennikarka "Polityki" i Radia TOK FM.

KNF, oprócz ryzyka związanego z dużą zmiennością ceny, zwraca też uwagę - między innymi - na ryzyka związane z możliwością utraty środków z powodu kradzieży, czy z brakiem gwarancji.

W magazynie "EKG" o bitcoinach i obietnicach premiera Morawieckiego. Posłuchaj:

DOSTĘP PREMIUM