Orbán znowu wystawi rząd PiS do wiatru? Kokot: "Węgry mogą stracić na obronie Polski"

Viktor Orbán nie rezygnuje z antyuchodźczej retoryki w kraju, ale równocześnie przyjmuje imigrantów. Czy nasz rząd już powinien się martwić o lojalność Budapesztu? - Na bronieniu Polski Orbán może stracić. A tym samym będzie miał problemy jeśli chodzi o negocjacje budżetu UE - mówił Michał Kokot w Radiu TOK FM.

Viktor Orbán od dawna prezentował się jako twardy przeciwnik otwierania granic dla imigrantów, krytyk Brukseli i obrońca unijnych granic. Teraz okazało się, że Węgry przyjęły ponad 1300 uchodźców, między innymi z Syrii i Afganistanu.

Zdaniem Michała Kokota, działania Budapesztu nie powinny być zaskoczeniem. Bo "Węgry od dawna grały na dwa fortepiany", stawały po stronie państw Europy Środkowo-Wschodniej, a kiedy dochodziło do podejmowania ostatecznych decyzji - Budapeszt brał stronę największych graczy UE - Niemiec czy Francji.

Przyjmowanie uchodźców nie zmienia tego, że jeśli chodzi o politykę wewnętrzną Orbán ciągle gra na antyimigracyjnej nucie. - To główna oś kampanii wyborczej na Węgrzech, przed  zaplanowanymi na kwiecień wyborami. Wczoraj rząd ogłosił sankcje wobec organizacji, które mają się dopuścić rzekomego sprowadzenia imigrantów czy też "szerzyć propagandę promigracyjną", jak wyraził się rzecznik rządu. Na te organizacje mają być nałożone dodatkowe podatki. A pieniądze z tego pójdą na wzmocnienie zewnętrznych granic UE, Węgier -  mówił w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u" Michał Kokot z "Gazety Wyborczej".

Czy Warszawa powinna się bać?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości od dawna prezentuje Węgry jako największego sojusznika Polski. To do Budapesztu z pierwszą oficjalną wizytą poleciał premier Mateusz Morawiecki. Politycy koalicji rządzącej powtarzają, że o sankcjach wobec Polski - za naruszenie zasad praworządności - nie ma co mówić. Bo jeśli w ogóle dojdzie do głosowania w tej sprawie, to Węgrzy nas obronią.

Wizyta Morawieckiego na Węgrzech. "Patrzyłam i łapałam się za głowę"

Według Kokota, zachowanie Viktora Orbána zależeć będzie od tego, jak wielu sprzymierzeńców uda się zebrać Warszawie. - Jeśli okaże się, że tylko i wyłącznie Węgry są przeciwne, to nie wierzę że Viktor Orbán samotnie wygłosi jakąś tyradę i będzie chciał Polski bronić. Na bronieniu Polski może stracić, będzie w jednej szufladzie razem z Polską - krajem, który naruszył praworządność. A tym samym będzie miał problemy, jeśli chodzi o negocjacje unijnego budżetu.

"Gdy gra toczy się o duże pieniądze, Orban może zmienić front. To bardzo pragmatyczny człowiek">>>

A dla władz w Budapeszcie pieniądze z UE to kwestia kluczowa. Orbán zbudował w kraju system właściwie oligarchiczny, oparty na dopłatach z UE. Toczą się postępowania, instytucji odpowiedzialnych za kontrolę wydatków unijnych.  Są zastrzeżenia m.in. do zięcia Viktora Orbána, który miał pieniądze pochodzące z UE wydać nieprawidłowo. Orbán jest pragmatyczny, nie będzie chciał ryzykować zawalenia systemu, który zbudował tylko poprzez ślepą solidarność z Polską - uważa dziennikarz "GW".

Warto przypomnieć, że Węgry już raz poważnie zawiodły polskie władze. Kiedy doszło do słynnego głosowania nad wyborem Donalda Tuska na drugą kadencję na stanowisku szefa Rady Europejskiej, Budapeszt zostawił Warszawę. I skończyło się wynikiem 27:1.

- Węgierska polityka była zawsze pragmatyczna, bo to mały kraj i musi grać w jakiej lidze. Decyduje o tym kwestia interesów, a nie lojalności - podkreślił Kokot.

Całej rozmowy Piotra Maślaka z Michałem Kokotem można wysłuchać tu:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM