"Tajne" pogotowie: Wykształcenie dyspozytora musi być tajemnicą? W tle... zagrożenie terrorystyczne

- NIK wskazywał na to, że takie miejsca jak dyspozytornie czy system łączności to elementy, które może trzeba by utajnić. Bo mają znaczenie strategiczne - przyznał w TOK FM ekspert w dziedzinie prawa ochrony zdrowia Michał Modro. Ale zaleceniami NIK na pewno nie można uzasadnić utajnienia informacji o liczbie karetek, ratowników i czasie dojazdu do pacjentów.

Utajnienia ważnych, nie tylko dla pacjentów, informacji znajduje się w przygotowanej przez resort zdrowia tzw. małej nowelizacji ustawy o państwowym ratownictwie medycznym.

Ministerstwo zmiany przepisów tłumaczy zagrożeniem terrorystycznym, powołując się na raport Najwyższej Izby Kontroli. - Rzeczywiście NIK wskazywał na to, że takie miejsca jak dyspozytornie czy system łączności rzeczywiście są elementami,  które może trzeba by utajnić. Bo mają znaczenie strategiczne. Nie chcielibyśmy, mówiąc wprost, by ktoś nam zbombardował dyspozytornię pogotowia - mówił w TOK FM Michał Modro, radca prawny i ekspert w dziedzinie prawa ochrony zdrowia Pracodawców RP.

Ale jak podkreślił gość Pawła Sulika, w raporcie NIK próżno szukać trudno szukać zapisów, które sugerowałby utajnienie danych dotyczących działania pogotowia ratunkowego. A takie zapisy znalazły się w nowelizacji.

Według Modro, skoro pogotowie utrzymywane jest ze środków publicznych, informacje na temat jego działalności nie powinny być tajne.

- Z planów, które będą publikowali wojewodowie, usuwa się jako informacje jawne dane dotyczące kosztów działania, stawek, lekarzy, czasów dojazdów. Więc np. nie będzie się można dowiedzieć, jakie są przekroczenia czasu dojazdu. A to jest głównym wskaźnikiem jakości ratownictwa medycznego. Moim zdaniem, pozycja dyspozytora medycznego w systemie jest bardzo ważna; bo od tego często zależeć może życie ludzie. Więc chciałbym wiedzieć, jakie wykształcenie mają dyspozytorzy - mówił.

Ale taka informacja, jak podkreślił ekspert, też ma zostać utajniona.

Drugie dno

Gość Pawła Sulika zapewnił, że nie jest zwolennikiem teorii spiskowych. Ale przy okazji nowelizacji przygotowanej przez ministerstwo trudno o takich teoriach nie pomyśleć.

Bo zapisy o utajnieniu występują występują obok "bardzo ciekawego przepisu dotyczącego tzw. upaństwowienia ratownictwa medycznego". -  W drodze tej ustawy z rynku usług medycznych eliminuje się podmioty prywatne. W uzasadnieniu ustawy np. napisano, że do prywatnych firm nie można mieć zaufania, bo prywatny zawsze może zerwać umowę. A  państwo daje gwarancje. Przy czym minister nigdzie nie udowadnia, że przez 12 lat działalności jakiś podmiot prywatny umowę rozwiązał, więc to trochę czcze słowa - komentuje.

Trudno więc nie pomyśleć o tym, że utajnienie danych dotyczących czasu dojazdów karetek ma utrudnić np. dokonywanie porównań z prywatnymi firmami. Tym bardziej, że jak mówił Michał Modro, według danych NIK "jeden prywatny podmiot miał dużo lepsze wyniki niż podmioty publiczne", jeśli chodzi o "mediany dojazdów" zespołów ratownictwa medycznego.

Cała rozmowa Pawła Sulika z Michałem Modro do wysłuchania dzięki podcastowi:

Korytarz ratunkowy jest przeznaczony dla karetek. Nie blokuj go, bo sam możesz kiedyś potrzebować pomocy

DOSTĘP PREMIUM