Nauczyciele dostaną podwyżki, ale... sami za nie zapłacą. "To nieuczciwe"

MEN obiecało nauczycielom podwyżki w wysokości 5 proc. Ale jak alarmują sami zainteresowani, będą tacy nauczyciele, które do tej podwyżki "dołożą" z własnej kieszeni.

Nauczyciele sami zapłacą za swoje podwyżki. Zapowiadany od kwietnia wzrost pensji o 5 proc. pokryje m.in. dodatek mieszkaniowy, który ministerstwo im zabiera.

- To nieuczciwe, bo dla niejednego nauczyciela oznacza to obniżkę wynagrodzenia - mówi  Krzysztof Baszczyński. Jak tłumaczy wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, "znamy gminy, gdzie dodatek mieszkaniowy wynosił 170 złotych, że nauczyciel jeszcze powinien dołożyć do swojego wynagrodzenia". - Bo wynagrodzenie wzrośnie o 5 proc.  w skali roku tak naprawdę o 3,5 proc., czyli dostanie mniej niż stracił - podsumowuje.

Ministerstwo kierowane przez Annę Zalewską zapowiedziało 15 proc.  podwyżki w ciągu najbliższych trzech lat. Pierwsza transza to od 114 do 157 zł brutto.

Przeczytaj też: "To nauczyciele wymyślą kryteria oceny". Zalewska uspokaja ws. oceny moralnej, której dokonają dyrektorzy szkół>>>

"Ludzie nie przyszli na świat tylko tyrać"

DOSTĘP PREMIUM