Skandaliczna pomyłka policji. Antyterroryści weszli bez nakazu do domu. Teraz przepraszają

- Zobowiązujemy się do pokrycia wszelkich szkód. Oczywiście tej rodzinie należą się przeprosiny - tak rzecznik wielkopolskiej policji podsumował pomyłkę antyterrorystów, którzy wpadli na posesję pod Szczecinkiem.

Antyterroryści, którzy wpadli na posesję w Sitnie pod Szczecinkiem przez godzinę trzymali na śniegu zakutych w kajdankach niewinnych mężczyzn. Wszystko zdarzyło się 8 marca około 20.

Pan Maciej bawił się z wtedy 3-letnią córką w pokoju na piętrze domu. Najpierw usłyszał huki, później zobaczył przez okno, że jego ojciec leży skuty na ziemi

- To tak jakby człowieka napadnięto. Nie wiadomo, o co chodzi, ręce oczywiście w kajdankach na plecach, mokry w samych gaciach leżę przed swoim domem, przyciskany kolanem przez jakiegoś faceta. Dookoła biega pełno ludzi uzbrojonych - relacjonuje w rozmowie z reporterem TOK FM.

Jak dodaje, cieszy się że wyszli z domu oszczędzając dzieciom i żonom wyważania drzwi czy użycia granatów hukowych.

"Należą się przeprosiny"

Okazuje się, że akcja antyterrorystów to... pomyłka. Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak przyznaje, że policja nie miała nakazu, bo... działała szybko, po zeznaniach jakie złożył pokrzywdzony, któremu ukradziono drogie maszyny. Poszkodowany wskazał, że właśnie na posesji pod Szczecinkiem może być jego sprzęt. budowlany.

Mężczyzna twierdził też, że mogą się tam znajdować tam mogą ludzie z bronią.

- W związku z tą sytuacją, że na terenie tej posesji nie przebywały żadne osoby podejrzane, oczywiście zobowiązujemy się do pokrycia wszelkich szkód. Oczywiście tej rodzinie należą się także przeprosiny - stwierdził Borowiak.

Policja dopiero po przeprowadzeniu feralnej akcji złożyła wniosek do prokuratury o zalegalizowanie swoich działań. Śledczy jeszcze nie odjęli decyzji w tej sprawie.

DOSTĘP PREMIUM