"To nie były nagrody, tylko lewa kasa!" - Brejza o premiach dla ministrów

- Beata Szydło pokazała nie pazurki, tylko pazerność PiS - ocenił w TOK FM Krzysztof Brejza. To poseł PO nagłośnił sprawę sowitych nagród, jakie przyznała sobie i swoim ministrom była premier.

Dzięki interpelacji posła Brejzy dowiedzieliśmy się, że największą nagrodę otrzymał b. szef MSWiA - a obecnie MON - Mariusz Błaszczak: 82 tys. zł. Inni ministrowie musieli zadowolić się premiami w wysokości od 65100 do 75100 złotych.

-  Czy domyślał się pan, że tak wysokie premie mogły być wypłacane? - zapytał swojego gościa Piotr Kraśko. 

- Nie domyślałem się, że to taka lewa kasa - odpowiedział poseł PO w "Poranku Radia TOK FM".

- Lewa kasa to jest mocne - zwrócił uwagę Kraśko.

Jeżeli otrzymuję od ministra Szrota informacje, że nie były to nagrody z artykułu 105 Kodeksu Pracy, to pytam, co to było za świadczenie?

- odpowiedział Brejza, podkreślając, że dodatki zaczęto dodawać do pensji po tym, jak - określił - "padła im ustawa podwyżkowa". 

Nie mogli zwiększyć górnych widełek dla polityków PiS , uruchomili system comiesięcznych stałych dodatków – uwaga – o których nie wiedziały osoby wynagradzane

- mówił poseł PO w rozmowie z Piotrem Kraśką.

Pazurki Beaty Szydło 

Brejza przyznał też, że nie natrafił na ślad dokumentów uzasadniających przyznanie ministrom premii.

Nagroda powinna zawierać uzasadnienie. Powinny być kopie nagród w aktach pracowniczych, a ich nie ma. Wielu polityków PiS, którzy miotali się od ściany do ściany twierdzą, że jakieś pieniądze dostali. Ale za to pan Lipiński złapany przez dziennikarzy mówił, że nigdy nie był nagrodzony

- przypomniał gość "Poranka Radia TOK FM".

- Uzasadnieniem jest wystąpienie pani premier, która powiedziała: należało się - wtórował mu Kraśko.

Wystąpienie pani premier to jednozdaniowe, wykrzyczane uzasadnienie. Miała na polecenie Jarosława Kaczyńskiego pokazać pazurki. A tak naprawdę nie pazurki, ale pazerność. To jest odsłonięcie twarzy PiS. Twarzy pazernej, chytrej. Polacy to widzą

- odpowiedział poseł Brejza, przypominając, że w listopadzie 2017 roku jeden z dziennikarzy skierował pytanie - w trybie ustawowym - w sprawie dostępu do informacji związanych z ministerialnymi nagrodami. Ale odmówiono mu odpowiedzi.

"Wpadli w korkociąg kłamstw"

- Czy jest jakiekolwiek wyjaśnienie tak wysokich nagród? - chciał wiedzieć prowadzący program. 

Zapytałem, ile dostał młody radny PiS spod Krakowa. Dostałem odpowiedź, że 30 tys. zł przez dwa lata. Potem, po publikacji jednego z dzienników, okazało się, że mnie okłamano. Tak naprawdę dostał 110 tys. zł. Przecież to jest poświadczenie nieprawdy.

- mówił poseł Platformy Obywatelskiej. Jak ocenił, "oni się zakiwali, wpadli w korkociąg kłamstw". - Są najbardziej zakłamaną ekipą, jaka rządziła Polską. Nie ma informacji za co, nie ma uzasadnień. „Im się należało” to jedyne uzasadnienie, jakie usłyszeliśmy - podsumował gość "Poranka Radia TOK FM".

Prezes wkracza do gry

Choć dzięki premier Szydło dowiedzieliśmy się, że sowite nagrody się ministrom należały, to sprawa ma nieoczekiwane zakończenie. Blisko tydzień temu Jarosław Kaczyński ogłosił, że wszyscy nagrodzeni mają pieniądze oddać. Bo jak stwierdził prezes PiS, społeczeństwo oczekuje od polityków skromności.

Pieniądze - zgodnie z zapowiedzią Kaczyńskiego - powinny trafić na kontro Caritasu.

Słowa szefa PiS wydawały się ostatecznie kończyć sprawę. Jednak głos zabrała też rzeczniczka partii i zapowiedziała, że wobec tych, którzy nie będą chcieli oddać pieniędzy zostaną wyciągnięte konsekwencje.

Odgórna decyzja o przekazaniu pieniędzy dla Caritasu oraz zapowiedź wyciągania konsekwencji wobec nieposłusznych spowodowały, że władze organizacji przygotowały  specjalne stanowisko. W oświadczeniu podkreślono, że Caritas przyjmuje "tylko i wyłącznie dobrowolne datki".

Czytaj też: "PiS i Szydło zachowali się jak chytra baba z Radomia". Sienkiewicz krytykuje nagrody rządu>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM