Zachód zbombardował Syrię po ataku chemicznym na szpital. Trump: "To konsekwencja działań Rosji"

Ok. stu rakiet wystrzelonych z okrętów i samolotów użyto do nocnego ataku na reżim Baszszara al-Assada. W koalicji uczestniczą USA, Francja i Wielka Brytania.

Prezydent USA Donald Trump zarządził atak na reżim Baszszara al-Asada w Syrii. Zbombardowane zostały miejsca związane z produkcją broni chemicznej. Operację przeprowadzono we współpracy z Wielką Brytanią oraz Francją.

Rozkazałem amerykańskim wojskom przeprowadzenie precyzyjnych ataków na cele związane z programem chemicznym syryjskiego dyktatora Baszara al-Assada. Wspólna operacja z Francją i Wlk. Brytanią została rozpoczęta - mówił amerykański prezydent.


W minionym tygodniu doszło do ataku chemicznego na szpital w mieście Duma. Miało zginąć co najmniej 70 osób, a pół tysiąca zostać rannych. O dokonanie ataku oskarża się siły syryjskiego prezydenta Baszszara al-Asada, które odzyskują właśnie okoliczne miasta w rejonie wschodniej Ghuty z rąk rebeliantów.

"Nie można pozwolić na erozję międzynarodowych norm"


- Syryjski reżim ma historię używania broni chemicznej przeciwko swoim obywatelom w najbardziej brutalny i odrażający sposób. Znacząca ilość informacji wywiadowczych wskazuje na to, że ponosi także odpowiedzialność za ten ostatni atak - mówiła brytyjska premier Theresa May. - Ten powtarzający się sposób zachowania musi zostać powstrzymany, nie tylko żeby chronić niewinnych ludzi, ale też by nie pozwolić na erozję międzynarodowych norm, które regulują użycie tej broni.


Jak tłumaczy Trump, nie byłoby tych nalotów, gdyby Rosja nie poniosła porażki w swych planach powstrzymania Baszszara el-Asada przed sięgnięciem po broń chemiczną. - Atak chemiczny w Syrii i naloty są bezpośrednią konsekwencją niedotrzymania przez Rosję danego słowa w sprawie likwidacji broni chemicznej w Syrii - mówił prezydent, nawiązując do deklaracji Władimira Putina sprzed 5 lat.

Eksperci: to dobrze zaplanowany atak i kontynuacja polityki USA


Łukasz Fyderek z instytutu bliskiego i dalekiego wschodu mówił rozmowie z TOK FM, że nie jest zaskoczony reakcją ze strony USA: - Patrzę na to jak na kontynuację dotychczasowej polityki USA, które prowadzą tę politykę z dużą konsekwencją. Mówię tu nie tylko o gabinecie Trumpa, ale też większości kadencji Obamy

Podobnie Michał Baranowski z think thanku German Marschall Fund przekonywał, że bez względu na to, kto byłby teraz prezydentem USA, to do tego odwetu za atak chemiczny i tak by doszło: - Czy byłaby to Hillary Clinton, czy republikanin Marco Rubio, to jest potrzebna reakcja świata zachodniego: odpowiedź na atak na własnych obywateli bronią chemiczną, której Assad miał nie mieć. Tym razem to nie jest porywczy Trump, to jest dobrze przygotowany atak.

Rosja krytykuje zachodnią koalicję


Ministerstwo spraw zagranicznych Syrii, cytowane przez państwową agencję SANA, oświadczyło, że naloty mają ukryć kłamstwa zachodu i "utrudnić śledztwo" Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej. Jej eksperci mieli dziś rozpocząć badanie doniesień o wspomnianym wyżej ataku chemicznym na szpital.


Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa napisała na Facebooku, że w chwili Syria "otrzymała szansę na pokojową przyszłość", stolica tego - jak podkreśliła - suwerennego państwa, stała się celem ostrzału koalicji zachodniej. Iran zapowiada z kolei, że USA będą odpowiedzialne za konsekwencje ataku na Syrię

Poparcie NATO dla niszczenia syryjskiej broni

Do ataku na reżim Baszszara al-Asada w Syrii użyto ok. stu rakiet wystrzelonych z okrętów i samolotów. Nie ma pewności w co uderzyły rakiety. Amerykanie mówią o trzech celach, jednak z Syrii spływają doniesienia o silnych eksplozjach w większej liczbie miejsc. Nocny atak trwał kilkanaście minut, ale sekretarz obrony USA James Mattis sprecyzował, że na razie na tym się skończy.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg oświadczył że popiera działania podjęte przez wymierzone w syryjski potencjał broni chemicznej.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM