Piramid finansowych i skandali jak GetBack da się uniknąć. Eksperci o braku kontroli na rynku

"Czasami potencjalny zysk oślepia i ludzie kupują nie zastanowiwszy się jakie ryzyko się za tym kryje". Jak mówią ekonomiści kryzys roku 2007 niewiele zmienił pod względem patologii.

Komisja Nadzoru Finansowego sprawdza, czy notowana na giełdzie spółka GetBack wprowadzała w błąd swoich inwestorów. Spora część z nich ma bowiem problem z odzyskaniem pieniędzy, które zainwestowała w obligacje spółki. Trafiły one w ręce ponad 9 tys. podmiotów - większość z nich to nie profesjonalne instytucje finansowe, a indywidualni inwestorzy.

Czy problemów można było uniknąć? 

Jak mówili goście audycji EKG w TOK FM, w 2017 r. spółka GetBack realizowała bardzo agresywną strategię rozwoju. Kupiła portfele wierzytelności za 1,9 mld zł, finansując to głównie emisją obligacji. Koszt emisji dla spółki, łącznie z oprocentowaniem, wynosił ok. 10 proc.

- W naszej ocenie, żadna firma nie wytrwałaby długo w takiej strategii - mówił na antenie TOK FM, prof. Sebastian Buczek, prezes Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych Quercus, jednego z podmiotów poszkodowanych przez GetBack.

Goście zwracali uwagę na słabość narzędzi kontroli nad spółkami publicznymi. - Ile warta jest w Polsce informacja sprawozdawcza? Ile warte jest sprawozdanie finansowe spółki? Ile warty jest audyt podpisywany przez renomowaną firmę audytorską? I w końcu, ile warty jest rating wystawiany przez agencję ratingową? - retorycznie pytał Jarosław Sroka z Kulczyk Investments.

Kontrolerzy dawali wysokie oceny

Problemy obligatariuszy firmy GetBack nie dotyczą tylko inwestorów indywidualnych. Również fundusze inwestycyjne kupowały wypuszczone przez spółkę papiery wartościowe. Gdzie była kontrola państwa?

- Firmy [kontrolujące] były, tylko wystawiały wysokie oceny -  zauważa prof. Elżbieta Mączyńska, prezeska Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego oraz wykładowczyni w Szkole Głównej Handlowej. - Zawiodła cała infrastruktura rynku finansowego. Po to są instytucje takie jak agencje ratingowe czy audytorzy, żeby m.in. chronić interes klienta i pokazywać ryzyko - dodała.

Ekonomistka zwróciła uwagę, że przed podjęciem decyzji o zakupie papierów wartościowych konieczne jest porównywanie oprocentowania obligacji różnych spółek i instytucji.

- Jeżeli oprocentowanie jest dwucyfrowe (w przypadku GetBack wynosiło 10 proc.), a obligacje Skarbu Państwa oprocentowane są w tym samym czasie na poziomie około 2 proc., zaś korporacji typu Orlen jeszcze niżej, to inwestor musi zdawać sobie sprawę z ryzyka. Na rynku działa bowiem zasada: im wyższe ryzyko, tym wyższe oprocentowanie - mówiła. - Czasami potencjalny zysk oślepia i ludzie kupują nie zastanowiwszy się, jakie ryzyko się za tym kryje - wyjaśnia prof. Mączyńska.

Te same patologie, co przed kryzysem

W zakresie kontroli na rynku nie zmieniło się wiele od kryzysu z 2007 r. Nadal obecny jest ten sam problem z agencjami ratingowymi: to oceniany płaci oceniającemu.

- „Gdybyśmy nie wystawili dobrej oceny, to klient poszedłby do konkurencyjnej agencji”. To tak jakby mój student płacił mi za egzamin. Powiedziałby: „pani Mączyńska: piątka to 500 zł, czwórka to 400 zł, a jak nie, to idę do prof. Buczka” - tłumaczy prezeska PTE.

Według Jarosława Sroki, napędem tej machiny jest chciwość. - Rok 2007 wywrócił cały porządek ekonomiczny na świecie. I dzisiaj, po 11 latach, mówimy o dokładnie tych samych patologiach. Te same mechanizmy są powielane - mówił gość magazyny EKG.

Coraz więcej piramid finansowych

Prof. Mączyńska zauważa, że obecnie zjawisko pojawiania się piramid finansowych narasta. Do Polski docierają także te tworzone za granicą. Jak mówi, "rynek nie ma wrogów, ale ma wiele ofiar". Według niej piramidy finansowe generują właśnie takie ofiary i konieczne jest im przeciwdziałać.

DOSTĘP PREMIUM