Wyrok dla rodziców, którzy nie szczepili dziecka. A antyszczepionkowców z roku na rok przybywa

- Pojawia się problem z wolnością wyboru: zakładamy, że szczepionki są jak witaminy: można wziąć, można nie wziąć. To tak nie działa - mówi Jan Stradowski z "Focusa".

Naczelny Sąd Administracyjny rozpatrzył sprawę rodziców, którzy nie stawili się z dzieckiem na szczepienia. Sanepid nałożył na matkę i ojca dziewczynki grzywny za brak zaszczepienia córki przeciwko kilku chorobom zakaźnym, m. in. błonicy, tężcowi i krztuścowi.

Rodzice argumentowali brak zaszczepienia dziecka nieprecyzyjnymi przepisami, które nie określają konkretnie koniecznych do zastosowania szczepionek i ich dawek. Jednak według Sanepidu to jednak lekarz powinien decydować o wyborze szczepionki oraz podanej jej ilości.

Ani Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, ani NSA nie przyznały racji rodzicom. Czy jednak decyzja o nieszczepieniu dzieci powinna być karana?

Jan Stradowski z miesięcznika "Focus", porównywał to w TOK FM do zapinania pasów w samochodzie. Są przepisy regulujące tę kwestię, którym każdy z nas może się nie podporządkować. Konsekwencje dotkną jednak tylko nas. W przypadku szczepień tak się jednak nie dzieje.

Szczepienia chronią przed chorobami zakaźnymi, które nie dotyczą tylko jednej osoby, tworząc nad populacją ochronny parasol. Jeżeli powstają w nim dziury, osoby, które nie mogą się zaczepić z powodów zdrowotnych lub mające osłabiony układ immunologiczny (jak np. osoby starsze), będą narażone na zarażenie. 

Coraz więcej ludzi wierzy w pseudonaukę

"Rzeczpospolita" podaje, że w 2017 r. ponad 30 tys. rodziców odmówiło szczepienia dzieci. To o blisko 30 proc. więcej niż w 2016 roku.

- Antyszczepionkowcy nie są jednorodni. Cześć z nich mówi, że szczepionki w ogóle są niepotrzebne. Część mówi, że szczepionki stwarzają pewne ryzyko powikłań medycznych, co jest prawdą, bo nie ma terapii bez powikłań - mówi Stradowski. - Są też tacy, którzy mówią, że szczepionki nie dają żadnych korzyści, a jedynie szkodzą, ponieważ sprzyjają rozwojowi raka czy autyzmu u dzieci. I to już jest czysta pseudonauka - ocenia gość TOK FM.

Nie ma naukowych dowodów na żadne głoszone przez antyszczepionkowców tezy. Powikłań, na które się powołują, odmawiając szczepień, jest również niewiele. Jak zaznacza ekspert, dużo więcej obserwuje się ich po zgodnym z zaleceniami zażyciu środków przeciwbólowych.

Dążenia przeciwników szczepień można jednak rozpatrywać również pod innym kątem. 

- Pojawia się problem z wolnością wyboru, ponieważ zakładamy w tym momencie, że szczepionki są czymś, co traktujemy jak witaminy: można wziąć, można nie wziąć. Niestety to tak nie działa - uważa ekspert.

Pacjenci bali się rtęci i aluminium

Prof. Maria Majewska z ruchu antyszczepionkowców podkreślała swego czasu, że w szczepionkach znajdują się szkodliwe substancje jak rtęć czy aluminium.

- Niewiele szczepionek zawiera obecnie związki rtęci. Mimo że wcześniej też zawierały ich bardzo niewiele, producenci postanowili wycofywać się z ich stosowania. Zrobili to nie dlatego, że są one szkodliwe, ale dlatego, że ludzie reagowali na nie strachem - uspokajał Stradowski, dodając, że wnioski o szkodliwości rtęci zawartej w szczepionkach były oparte na wybiórczych badaniach.

Czytaj też: Sami się prosimy o epidemię odry. Liczba nieszczepionych dzieci rośnie alarmująco>>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM