Matki z Sejmu odpowiadają Żalkowi ws. pieniędzy. "Słysząc to zdębiałam, ale mimo to panu wybaczam"

"Wkraczamy w ciemnogród" - protestujące matki odpowiadają posłowi Jackowi Żalkowi, który w rozmowie z portalem tokfm.pl stwierdził, że rodzice traktują swoje dzieci jak żywe tarcze.

Już trzeci tydzień mija od momentu, gdy rodzice i dzieci z niepełnosprawnością rozpoczęli swój protest w Sejmie. Domagają się m.in. wprowadzenia dodatku w wysokości 500 zł.

Poseł klubu PiS Jacek Żalek w rozmowie z portalem tokfm.pl powiedział dziś, dlaczego - jego zdaniem - wspomnianą kwotę należy oferować opiekunom w formie rzeczowej, np. w formie pieluch czy cewników. 

- Po tym, jak oni się zachowują opiekunowie w Sejmie, jestem przekonany, że nie można dać im tej gotówki. Bo jeżeli jako żywe tarcze traktują swoje dzieci, to cóż dopiero dzieje się w domu, a mogą zdarzyć się niestety zwyrodniali rodzice. Dzieci te czasami nie mają głosu. Bo są zamknięte, bo nie chodzą do szkoły - przyznał. 

- Jeżeli na oczach całej Polski można traktować dzieci jak zakładnika do swoich interesów, to boję się, że w zaciszu domów może być niestety tak sam - dodał poseł Żalek.

Zdaniem polityka, który jest kandydatem PiS na prezydenta Białegostoku, rząd nie ma instrumentów do tego, aby sprawdzić, czy przeznaczone na ten cel pieniądze, rodzice faktycznie wydali na potrzeby swoich niepełnosprawnych dzieci. 

Ciemnogród. Stereotyp 

Co na to protestujący rodzice? O komentarz poprosił ich sejmowy reporter TOK FM, Roch Kowalski.

- Słysząc to zdębiałam, ale mimo to panu wybaczam - skomentowała Iwona Hartwich. - Całą miłość przelewany na nasze dzieci - wtóruje jej Alicja Jochymek. 

Panie chętnie spotkałyby się z posłem Żalkiem. 

Zapraszamy posła Żalka, aby przyszedł do nas. Porozmawiał z dorosłymi mężczyznami niepełnosprawnymi. Powiedzą mu, że nie są tu przetrzymywani. Sami decydują o swoim życiu

Matki zwróciły również uwagę posłowi na brak wiedzy związanej z realiami życia osób niepełnosprawnych w Polsce. 

To nieprawda, że osoby niepełnosprawne są przetrzymywane w domach, nie chodzą do szkół. To stereotyp. Mówiąc tak wkraczamy w ciemnogród. Dzisiaj dzieciaki chodzą do szkół i realizują obowiązek szkolny

- oceniły. 

Więcej krytyki 

Jacek Żalek to nie pierwszy polityk, który krytykuje formę protestu w Sejmie. Posłanka Bernadeta Krynicka w rozmowie z TVN24 stwierdziła, że "znalazłaby paragraf" na rodziców, którzy, jej zdaniem, "przetrzymują" swoje dzieci w Sejmie.

Również wicemarszałek Ryszard Terlecki wyraził ubolewanie nad tym, że osoby niepełnosprawne od tylu dni przebywają w Sejmie. - Myślę z wielkim smutkiem o tym, że ci niepełnosprawni są przez tyle dni w Sejmie i dziwię się, że można tak bardzo nie mieć serca, żeby ich tu tyle trzymać - powiedział przed majówką. 

Przypomnijmy. Protestujący od 21 dni w Sejmie domagają się wprowadzenia dodatku rehabilitacyjnego w wysokości 500 zł miesięcznie wypłacanego w gotówce. Rząd PiS tymczasem stoi na stanowisku, by wspomnianą kwotę oferować w formie rzeczowej, na przykład w formie pieluch czy cewników o porównywalnej wartości. Jak wyliczyło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, wprowadzenie dodatku kosztowałoby budżet państwa blisko 9 mld zł.

Mimo braku porozumienia z protestującymi sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny pozytywnie zaopiniowała w poniedziałek wieczorem projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach wspierających osoby o znacznym stopniu niepełnosprawności. 

Żalek o protestujących rodzicach: Nie można dać im tej gotówki. Traktują dzieci jak żywe tarcze

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM