"Na alkohol nie ma czasu, trzeba biec do drugiej pracy" - Reszka o Polsce widzianej z okien karetki

- Bardzo często upokarza się alkoholików i ich rodziny, właśnie po to, by zrozumieli, że mają problem - mówi w TOK FM Paweł Reszka. Dziennikarz przez kilka miesięcy pracował jako ratownik medyczny.

Paweł Reszka przez kilka miesięcy jeździł w karetce jako ratownik medyczny.

- To taki zawód, który jest narażany na bardzo duży stres, na duży wyrzut adrenaliny, na ciągły kontakt z życiem i śmiercią. Taka psychologiczna jazda po krawędzi - mówił w TOK FM o pracy ratowników medycznych.

Dziennikarz opisał to, co widział i przeżył, w książce  "Mali bogowie 2. Jak umierają Polacy".

Nie wszyscy cieszą się z ratunku

W pracy ratownika brakuje zdarzeń wstrząsających, uskrzydlających, ale i zaskakujących, zupełnie z początku niezrozumiałych. Na przykład to, że z uratowania komuś życia nie cieszą się jego najbliżsi, tak jak w przypadku kobiety i jej uratowanego męża.

- Łatwo jest potępiać, mówić: „kurcze, ale baba”. Ale potem zaczynasz łapać kontekst i zaczynasz rozumieć sytuację. Że facet po prostu bił tę nieszczęsną kobietę przez naście lat. Nagle od tego alkoholu, od tego trybu życia zasłabł i prawie umarł. I ona sobie myślała, że nareszcie się od tego typa wyzwoliła - opowiadał Reszka w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

Dziennikarz przypominał, że ratownik wchodząc do czyjegoś domu nie zna panującej w nim sytuacji. - Jest od tego żeby ratować. A nagle ktoś mówi „ale kto was panowie prosił” i zaczyna płakać. Człowiek najpierw myśli, że ta osoba to potwór, ale potem zaczyna ją rozumieć - mówił autor książki.   

Upokarzanie to też sposób

Dziennikarz nie krył, że był świadkiem upokarzania pacjentów. Ale jak podkreślił, takie zachowanie ma swoje uzasadnienie. W książce opisał historię kobiety, która była dobrze znana ratownikom medycznym:

- Narkomanka, ciągle wzywa pogotowie, bo jest na głodzie. I chce dostać relanium, żeby jej ulżyło. Wiadomo, że ona do tej pory będzie wzywała pogotowie, dopóki się będzie jej ten lek podawało. Więc należy jej nie podawać relanium i spowodować, żeby wizyty pogotowia nie były dla niej zbyt przyjemne - opowiadał Reszka.

- Bardzo często upokarza się alkoholików, narkomanów i ich rodziny narkomanów właśnie po to, żeby oni zrozumieli, że to nie jest tak, że my zabierzemy i odtrujemy, tylko że oni mają problem i muszą sobie z nim poradzić - przekonywał.

"Na najwyższym C"

Ratownictwo to bardzo ciężki zawód: psychicznie i fizycznie. Dziennikarz sam mówi, że to ciągła praca "na najwyższym C". Jak odreagować takie obciążenie? Na pewno nie tak, jak często pokazuje nam się w filmach czy książkach.

- Z alkoholem to wyobrażałem sobie, że będzie inaczej. W ogóle tam alkohol przez te ileś miesięcy się nie pojawił. A to dlatego, że oni zarabiają stosunkowo niedużo i idą z pracy do pracy. I znów, z pracy do pracy. Po prostu nie mogą być po alkoholu, bo stracą pracę - opowiadał Reszka.

Skoro jest tak ciężko, to dlaczego wciąż ktoś decyduje się na taki zawód? 

- Myślę, że zdarzają się ludzie, którzy robią to, bo trochę nie mają innego wyjścia, bo tak już jakoś zostało, bo kiedyś zaczęli jeździć. Ale dla mnóstwa osób to jest rzeczywiście i pasja i misja - podkreślił dziennikarz na antenie Radia TOK FM.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM