"Odpuściłam, teraz się tego wstydzę". Matka 11-latki pobitej przez księdza nie chce dłużej milczeć

- Na samo wspomnienie jego nazwiska robiła się blada. Przez kilka lat bała się sama spać. Budziła się w nocy z krzykiem. Sama musiałam się z tym wszystkim zmagać - mówi matka Ani, którą ksiądz pobił na katechezie.

Kilka dni temu Tokfm.pl pisał o tym, że ksiądz katecheta z miejscowości Lipa na Podkarpaciu został oskarżony o molestowanie nieletnich. Sprawa wyszła na jaw, gdy jeden z ministrantów zgłosił to dyrekcji szkoły. Sąd zastosował wobec niego 3-miesięczny areszt. 

Postawiono mu cztery zarzuty dotyczące doprowadzenia małoletnich poniżej 15. roku życia do poddania się innej czynności seksualnej. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Teraz publikujemy rozmowę z matką jednej z ofiar księdza. Dziesięć lat temu pobił jej córkę w szkole na katechezie.

Tokfm.pl: Kiedy ksiądz pobił pani córkę?

Katarzyna*: W 2007 roku. Moja córka miała wtedy 11 lat.

Dlaczego ksiądz ją uderzył?

Wbrew temu, co w mediach mówi sołtys wsi, ksiądz nie był srogim katechetą. Lekcje były luźne i już kilkanaście minut przed dzwonkiem pozwalał się spakować. Dzieci stały przy drzwiach, rozrabiały i były głośno. W tym czasie ksiądz zabawiał się z chłopcami.

Co pani rozumie przez „zabawiał się z chłopcami”?

Brał ich na kolana, śmiał się z nimi. Pokazywał im zabawę „koń gryzie” albo „śrubokręt”.

Na czym polegały te „zabawy”?

Pierwsza to szczypanie po całym ciele. Druga wciskanie palców w ciało. W sali było bardzo głośno. Część dzieci zajęta była odrabianiem lekcji, rozmowami. Mojej córce wydawało się, że już zadzwonił dzwonek. Otworzyła drzwi i chciała to sprawdzić. Ksiądz bardzo się zdenerwował. Zrobił się purpurowy. Podbiegł do niej, złapał ją za włosy. Z trzaskiem zamknął drzwi i uderzył ją pięścią w twarz. Córka wybiegła z sali. Ja akurat sprzątałam na korytarzu szkolnym.

Jak zachowywała się pani córka?

Była cała blada. Przytuliła się do mnie i straciła na chwilę przytomność. Kiedy poczuła się trochę lepiej, poszłam z nią do dyrektora i złożyłam skargę.

Jak zareagował dyrektor?

Bardzo szybko wezwał księdza. Poprosił córkę, aby została przed gabinetem, a mnie i księdza zaprosił do środka.

Co powiedziała pani księdzu?

Powiedziałam, że nie pozwolę na to, żeby bił moje dziecko. Zaczęłam wypominać mu wszystkie jego grzechy. W każdej firmie jest tak, że sprzątaczki wiedzą wszystko. Poza tym o tym wiedziała cała wieś. Nikt nie reagował.

Czy ksiądz przyznał się do pobicia?

Tak. Poprosił, abym podała kwotę rekompensaty, bo nie chce rozgłosu. Oczy zrobimy mi wtedy jak pięciozłotówki. Powiedziałam do niego, że jeśli chciałabym od niego pieniędzy, to nie zgłosiłabym tego do dyrektora, tylko przyszłabym do niego na plebanię. Powiedziałam, że krzywdy dziecka nie wynagrodzą żadne pieniądze. Zaproponował mi łapówkę za milczenie.

Przyjęła pani pieniądze?

Nie. Czułam się tak, jakby mi ktoś dał w twarz. Oczekiwałam od księdza słowa „przepraszam”. Nigdy go nie usłyszałyśmy. Ani ja, ani moja córka. Pracowaliśmy w jednej szkole. Ja byłam sprzątaczką, on księdzem. Przestał mi odpowiadać na korytarzu „dzień dobry”.

Czy sprawa została zgłoszona policji?

Dyrektor się tym zajął. Wzywali mnie z córką do wydziału śledczego w Stalowej Woli. Ksiądz i dyrektor również złożyli zeznania. Śledczy powiedział, że jeśli chcę, aby ksiądz poniósł karę, muszę najpierw zgłosić sprawę do prokuratury. Zaznaczył, że inne dzieci będą wtedy wezwane do złożenia zeznań w tej sprawie jako świadkowie i pokrzywdzeni. Nie zdecydowałam się na ten krok.

Dlaczego?

To mała wieś. Plotki rozchodzą się bardzo szybko. Wkrótce już wszyscy wiedzieli, że "naruszyłam wizerunek" osoby duchownej. Zostałam sama. Stałam się czarną owcą. Nikt mnie nie poparł. Ludzie przestali odpowiadać mi "dzień dobry". Reagowali agresywnie.

Odpuściłam, a dzisiaj się tego wstydzę. Przez 10 lat żałowałam, że nic z tym nie zrobiłam. Nie wiem w jakim punkcie ta sprawa utknęła. Ja zajęłam się leczeniem dziecka.

Co dolegało córce?

Ania była bardzo drobną dziewczynką. Ksiądz to postawny mężczyzna. Uderzył ją pięścią w twarz. Krew leciała jej z nosa i miała podbite oko. Musiałam reagować szybko. Nie mogłam czekać na wizytę na NFZ.

Pojechałam z nią prywatnie do neurologa do Lublina. Stwierdził ryzyko padaczkowe. W plecaku nosiła zastrzyki na wypadek ataku. Dyrektor poinstruował nauczycieli, że w nagłej sytuacji muszą jej podać lek. Przez kilka lat często mdlała.

A jakie były konsekwencje psychiczne?

Leczyła się z tego kilka lat. Dużo z córką rozmawiałam na ten temat. Starałam się jej dawać dużo miłości. Zaczęła się wszystkiego bać. Na samo wspomnienie jego nazwiska robiła się blada. Przez kilka lat bała się sama spać. Często budziła się w nocy z krzykiem. Sama musiałam się z tym wszystkim zmagać.

Czy córka miała atak padaczki?

Pewnego razu dostała strasznych drgawek w szkolnej stołówce. Są na to świadkowie.

Jak zareagowali nauczyciele, gdy dowiedzieli się o pobiciu?

Dużym wsparciem był dla mnie wtedy dyrektor. Ciągle pytał o Anię. Mnie jako pracownikowi szkoły dawał wolne i usprawiedliwiał córce opuszczone godziny, gdy jechałyśmy do lekarza. Nie zapewniono jej psychologa ani pedagoga, sama musiałam z nią być w tych ciężkich momentach. Wychowawca klasy również mi nie pomagał.

Czy ksiądz po tym wszystkim nadal przychodził do państwa po kolędzie?

Odwiedzał nas przez lata i zachowywał się tak, jakby nigdy nic się nie stało. Gdy przychodził, córka wychodziła z domu. Nigdy o nią nie pytał. Ania przestała chodzić do kościoła, bo na jego widok dostawała ataku paniki.

Co pani poczuła, kiedy prokuratura zatrzymała księdza?

Wróciły do mnie wszystkie emocje sprzed dekady. Musiało minąć dziesięć lat, żeby ludzie odważyli się mówić, ale większość mieszkańców nadal ma klapki na oczach i nie wierzy w jego winę.

A przecież ksiądz mieszkał na plebanii z kobietą, molestował i bił dzieci, ustanowił cennik usług kościelnych, był hazardzistą i alkoholikiem. Był tutaj bogiem. Ludzie usprawiedliwiali go i robią to nadal.

Stale słyszę: „zbudował kościół”. Dlaczego do ludzi nie dociera, że kościół zbudowali parafianie swoją ciężką pracą fizyczną i darami pieniężnymi?

Dlaczego pani zachowała się inaczej i stanęła po stronie dziecka?

Nie jestem jedną z tych matek, które w takiej sytuacji będą faworyzować księdza. Moim zdaniem jest już jednak o 10 lat za późno na sprawiedliwość. Gdyby ludzie wtedy poszli za moim przykładem, nie skrzywdziłby kolejnych dzieci.

* Imiona zostały zmienione

Zobacz także: Za niezapłacone mandaty trafił na trzy miesiące do więzienia. Do jednej celi z mordercą

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM