Pół dnia w urzędach, by kupić pieluszki. Jagna Marczułajtis opowiada, dlaczego protestujący chcą gotówki

- To codzienna walka o zdrowie, poświęcenie dla dziecka - tak o opiece nad niepełnosprawnym dzieckiem mówi Jagna Marczułajtis-Walczak. B. posłanka opowiada, ile czasu trzeba poświęcić, by skorzystać z pomocy państwa.

Opiekunowie niepełnosprawnych protestujący w Sejmie od 33 dni żądają 500-złotowego świadczenia w gotówce.Nie widać szans, by postulat został spełniony. Przedstawiciele rządu powtarzają, że w budżecie nie ma pieniędzy na wypłatę świadczenia w gotówce. A za spełnienie postulatu protestujących uważają ustawę, która wprowadza "szczególne uprawnienia" dla niepełnosprawnych w dostępie do świadczeń medycznych, sprzętu rehabilitacyjnego.

Żalek bezlitosny dla rodziców w Sejmie. "Traktują dzieci jak żywe tarcze. Nie można im dać gotówki">>>

Dlaczego protestujący domagają się wypłaty gotówki? Na to pytanie odpowiadała w TOK FM Jagna Marczułajtis-Walczak. Była posłanka, olimpijka-snowboardzistka jest mamą niepełnosprawnego syna.

- Ubiegałam się ostatnio o dofinansowanie na sprzęt rehabilitacyjny z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Urzędnicy są bardzo przychylni, ale procedury wymagają tak wielu wniosków, że jest to wycieczka na co najmniej pół dnia. A dziecko trzeba zostawić wtedy pod opieką. Podejrzewam, że wielu rodziców rezygnuje - mówiła w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

"Wkraczamy w ciemnogród" - protestujące matki odpowiadają Żalkowi

Czytaj też: "Wam się należy, trzeba dać" - Lech Wałęsa odwiedził niepełnosprawnych w Sejmie

Do trzech instytucji, by kupić pieluszki

Marczułajtis-Walczak opowiadała też, co należy zrobić, by otrzymać refundowane pieluszki dla dziecka.  - Wniosek, wypisany przez pediatrę, musi być podbity przez NFZ, potem trzeba jechać do sklepu medycznego, który ma sprowadzić towar. 70 proc. pokrywa Narodowy Fundusz Zdrowia, resztę należy dopłacić. Łatwiej pojechać do supermarketu i kupić je za podobną cenę - stwierdziła.

Nie chodzi o wygodę. Jak mówi była posłanka, trudno wyobrazić sobie opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem, samemu tego nie doświadczając. - To codzienna walka o zdrowie i poświęcenie jednej osoby z rodziny w 100 proc. dla dziecka - podkreśliła.

NFZ nie wystarcza

Według niej, 500 złotych na niepełnosprawne dziecko to "minimum". - Dostęp do rehabilitacji z NFZ jest ograniczony, a jej jakość często pozostawia wiele do życzenia. Żeby miała ona sens, dziecko powinno mieć jedną rehabilitantkę, która ma dla niego plan i z nim ćwiczy. W NFZ-owskich przychodniach na kogo się trafi, z tym się ćwiczy - mówi była posłanka i mama niepełnosprawnego dziecka. matka.

Aby spełnić postulaty niepełnosprawnych, premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wprowadzenie "daniny solidarnościowej". Obejmie ona osoby o przychodach powyżej 1 mln złotych - od zarobków powyżej tej sumy mają one zapłacić dodatkowe 4 proc. podatku. Ma on obowiązywać od 2020 r.

Czytaj też: Kamiński: Danina solidarnościowa? Niech Morawiecki zacznie od Rydzyka i jego luksusowych limuzyn>>>

DOSTĘP PREMIUM