Sąd w Oświęcimiu nie chce zajmować się sprawą wypadku Beaty Szydło. "Szczegółowo uzasadnił swój wniosek"

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu nie chce się zajmować sprawą wypadku byłej premier Beaty Szydło. - Takie wnioski o przeniesienie rozprawy do innego sądu są rzadkością - mówi rzecznik Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Do wypadku z udziałem byłej premier doszło 10 lutego 2017 roku. Po ponad roku prokuratura zakończyła śledztwo, wnioskując o uznanie kierowcy seicento za winnego, jednocześnie wnosząc o umorzenie śledztwa. Na taki scenariusz nie zgadza się oskarżony o spowodowanie wypadku Sebastian K. 

Warunkowe umorzenie jest zastosowane przez sąd wtedy, gdy okoliczności oraz wina kierowcy nie budzą najmniejszych wątpliwości. W moim przekonaniu - jak również w przekonaniu mojego klienta - nie można mówić o braku wątpliwości

- mówi w rozmowie z Radio TOK FM mec. Władysław Pociej reprezentujący Sebastiana K.

Przypomnijmy. Kolumna trzech rządowych aut wyprzedzała fiata seicento. Kierowca samochodu przepuścił pierwszy z nich i zaczął skręcać w lewo, uderzając w auto, w którym jechała Beata Szydło. Spór dotyczy tego, czy kolumna jechała z sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi, które dają jej uprzywilejowany status. Biegli stworzyli kompleksową opinię, jednak nie byli w stanie ustalić, czy włączone były sygnały dźwiękowe.

Szczegółowe uzasadnienie

Prezes Sądu Rejonowego w Oświęcimiu złożyła wniosek do Sądu Apelacyjnego, żeby wyznaczyć inną jednostkę do zajęcia się sprawą.

Rzecznik Sądu Apelacyjnego w Krakowie Tomasz Szymański w rozmowie z reporterką TOK FM Katarzyną Młynarczyk stwierdził, że:

Sąd bardzo szczegółowo ten swój wniosek uzasadnił. Powołał się na obie przesłanki (zawiłość i wagę sprawy). Wagę wydarzenia powiązał z osobą pokrzywdzoną, czyli ówczesną premier, Beatą Szydło

12 czerwca bieżącego roku Sąd Apelacyjny podejmie decyzję czy sprawę przekaże do Sądu Okręgowego w Krakowie.

Takie wnioski o przeniesienie rozprawy do innego sądu są rzadkością

- dodaje Szymański.

DOSTĘP PREMIUM