Burzliwe spotkanie z premierem Morawieckim. "Spór o to, czyja ma być Polska, nabiera rumieńców"

- Trwa spór o to, czyja ma być Polska. I ten spór nabiera rumieńców - przekonywał w Lublinie premier Mateusz Morawiecki. Dowodził, że opozycja ma w rękach kilka asów.

Spotkanie - o którym posłowie PiS informowali m.in. na Twitterze, że jest to
spotkanie otwarte - odbyło się w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim. By na
nie wejść, trzeba było swoje odstać w kolejce, na tyłach urzędu, bo każdy
był przed wejściem dokładnie sprawdzany. Nie wszyscy weszli - część osób
musiała odejść z kwitkiem, bo - jak ich poinformowano - nie było już miejsc
(choć tak naprawdę, miejsca w ostatnich rzędach jeszcze były).

Na spotkaniu z premierem było ponad 200 osób, głównie jego zwolennicy. Działaczy KOD i Obywateli RP w większości nie wpuszczono. Weszły jedynie dwie kobiety.

- Pan premier żyje w innej rzeczywistości, jakimś alternatywnym świecie. Mój świat to kolejki do lekarzy to bieda, to matki walczące o swoje niepełnosprawne dzieci. A z wypowiedzi premiera wyłaniał się obraz Polski bogatej, świetnie rozwijającej się, bez problemów. Typowa propaganda - mówi nam pani Barbara. 

- Powiem tylko tyle: to, co mówił premier, to był koncert życzeń dla tej publiczności, która tu przybyła. Co najbardziej zapamiętałam z tego spotkania? Zdanie, że sytuacja w służbie zdrowia się poprawia. Przecież to jest absolutna brednia - mówi z kolei pani Elżbieta.

Jeszcze przed przyjazdem szefa rządu na scenie pojawiły się dwa rzędy krzeseł, a na nich osoby i młodsze, i starsze. Gdy zapytaliśmy, kim są, usłyszeliśmy, że są to mieszkańcy Lublina, którzy przyszli na spotkanie. Nikt nie potrafił nam jednak wyjaśnić, dlaczego posadzono ich akurat na scenie.

Polska otwarta na wszystkich 

Wystąpienie premiera trwało 45 minut, mówił o rodzinie, mieszkaniach, godnej płacy i godnej pracy. I oczywiście o tym, co było przed PiS-em. Dowodził, że poprzednie ekipy zapomniały o społeczeństwie: likwidowano fabryki i gospodarstwa rolne. - Niszczono setki zakładów pracy. Zniszczono też PGR-y, a na skutek tego 2-3- milionowa rzesza osób została pozostawiona sama sobie - mówił premier. I dowodził, że to jego ekipa jest najbardziej prospołeczną ekipą od lat, której priorytetami są solidarność, solidaryzm i sprawiedliwość. Tych, którzy rządzili przed PiS-em nazwał "ludźmi, którzy mieli serce z
kamienia".

- Nie chcę dzielić Polaków. Jesteśmy rządem dla wszystkich, również dla tych, którzy jeszcze nie podzielają naszej wizji rozwoju społecznego czy gospodarczego. Ta wizja wyraźnie się sprawdza i oni też to coraz bardziej przyznają - mówił podczas spotkania.

W swoim wystąpieniu nawiązał też do reformy wymiaru sprawiedliwości, wspominając przy tym o osobach, które spotkał przed urzędem w Lublinie. - Widziałem na zewnątrz jakieś transparenty, słyszałem hasło "Wolne sądy". No, sądy rzeczywiście były bardzo powolne, aż za powolne, dlatego je usprawniamy. I od tego projektu nie odejdziemy - zapewnił.

Szef rządu zapewniał też, że władza w sposób odpowiedni zarządza finansami państwa. - Doprowadziliśmy do sytuacji zrównoważonego rozwoju, mamy coraz więcej dobrych miejsc pracy i coraz więcej godnie płatnej pracy - mówił Morawiecki.

Kochani policjanci

- Spór o to, czyja ma być Polska, nabiera rumieńców, ponieważ nasi
przeciwnicy polityczni mają za sobą potężną siłę mediów i wykorzystują to. Wykorzystują to z pełną premedytacją, dlatego, że chcą, by Polska była taka,
jaka była. A my tego nie chcemy - grzmiał także ze sceny. - Nasi poprzednicy zwijali Polskę, a my chcemy ją rozwijać - argumentował, podając przykład likwidowanych posterunków policji.

- Zmniejszono obecność kochanych policjantów, którzy dbają o nasze
bezpieczeństwo na drogach - mówił premier. W tym miejscu rozległy się
oklaski. - Tu nie ma co klaskać, tu nie wolno klaskać - odpowiedział na to Morawiecki.

Po wystąpieniu premiera był czas na kilka pytań - żadnych kontrowersyjnych jednak nie było, ponieważ Ci, którzy deklarowali, że chcieli je zadać, nie mieli ku temu okazji. Nie dostali do rąk mikrofonu.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM