Sfingowana śmierć Arkadija Babczenko. "Dobrze, że żyje, ale SBU funduje nam niezłą tragifarsę"

- Historia zostanie wykorzystana przez Rosjan do pokazania, że Ukraińcy niepoważnie grają. Trochę za ostro - w ten sposób dziennikarz Michał Kacewicz komentuje upozorowaną śmierć Arkadija Babczenko.

- Rosyjski dziennikarz opozycyjny Arkadij Babczenko żyje, a jego zabójstwo było inscenizacją, dzięki której udaremniono operację służb specjalnych Rosji – oświadczył szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Hrycak.

"Dużo amatorszczyzny"

Babczenko pojawił się wraz z nim i prokuratorem generalnym na konferencji prasowej w Kijowie. Dziennikarz przyznał, że zamach na niego rzeczywiście był przygotowywany i że zgodził się na udział w operacji SBU, by ująć jego organizatorów i wykonawców. Mężczyzna podziękował za uratowanie mu życia i przeprosił opinię publiczną za zamieszanie. Zdaniem SBU akcja powiodła się, bo zatrzymano organizatora - który planował 30 innych zabójstw na terenie Ukrainy.

Dziennikarz tygodnika Newsweek - Michał Kacewicz - stwierdził w TOK FM, że w akcji zabrakło profesjonalizmu. 

- Nabrać się miała siatka powiązana z rosyjskimi służbami specjalnymi i chyba się nabrała. I przy okazji nabrał się cały świat. Boris Johnson, Minister Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii składał kondolencje żonie, wdowie po Babczenko - wymienia Michał Kacewicz, dodając, że historia jest niesamowita, ale po stronie ukraińskiej widzi dużo amatorszczyzny, zwłaszcza PR-owej. 

- Dobrze, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy działa, ale w tym wypadku wykazała się daleko posuniętym niezrozumieniem tego, jak działają mechanizmy medialne - ocenił. 

Konsekwencje polityczne 

Zdaniem dziennikarza tajne służby powinny z założenia działać po cichu, nie narażając swojego Państwa, na burzę medialną. - W tym całym szumie zniknie informacja, że na Ukrainie działa agentura - tłumaczy Kacewicz.

Jakąś dziwną koincydencją, w tym samym momencie pojawiło się memorandum premiera Węgier Viktora Orbana, w którym stwierdził, że Ukraina jest państwem upadłym. Państwo upadłe i jego służby nie są zdolne do organizowania tego typu operacji. Dlatego ja bym powiedział, że nie jest to Państwo upadłe, tylko Państwo, które nie rozumie swojej sytuacji. A sytuacja jest taka, że znacząca część państw zachodnich jest niechętnie nastawiona do wspierania Ukrainy przez Unię Europejską i NATO

- ocenia dziennikarz, podkreślając: 

- Na pewno ta historia zostanie wykorzystana przez Rosjan do pokazania, że Ukraińcy niepoważnie grają. Trochę za ostro. Nie wiem, czy do złapania tych ludzi trzeba było przeprowadzać aż taką operację i oszukiwać przez cały dzień światową opinię publiczną.

Kim jest Babczenko?

Informacja o tym, że Babczenko żyje, pojawiła się w dzień po tym, gdy świat obiegła informacja, że dziennikarz został śmiertelnie postrzelony. Babczenko uczestniczył jako żołnierz w dwóch wojnach czeczeńskich. Po odejściu z armii został korespondentem wojennym rosyjskich mediów.

Rok temu w związku z groźbami pod adresem jego i jego rodziny postanowił tymczasowo opuścić Rosję. Od tego czasu mieszkał w Pradze i Izraelu, by w końcu osiąść w Kijowie. 

W Polsce Babczenko jest znany jako autor książki "Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii". 

DOSTĘP PREMIUM