Proces Czeczenów, oskarżonych o napaść na Straż Graniczną. Są nowe, kluczowe zeznania

Straż Graniczna utrzymuje, że Czeczeni rzucili się na funkcjonariuszy i im grozili. Jednak zeznania sąsiadki oskarżonych rzucają nowe światło na sprawę.

Sprawa dotyczy wydarzeń z 6 kwietnia 2017 roku w strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Oskarżeni to ojciec i jego dwaj 20-kilkuletni synowie. Cała rodzina, razem z żoną i 8-letnią córką, przebywała w ośrodku od kilku miesięcy.

6 kwietnia wszystkich obudziły krzyki i wołanie o pomoc. Mężczyźni zaczęli mocno uderzać w drzwi, by móc wyjść na korytarz i zobaczyć, kto potrzebuje wsparcia. Drzwi nie dało się jednak otworzyć.

Czytaj też: Będą przesłuchiwać kobiety, bo szukały informacji o aborcji? Prof. Płatek radzi, jak się zachować

Z zeznań oskarżonych wynika, że gdy usłyszeli krzyki, wróciły wspomnienia z Czeczenii, gdzie byli wcześniej torturowani i prześladowani. Nie wiedzieli, że kobieta, która krzyczała, nie chciała być deportowana wraz ze swoimi dziećmi i stąd jej wołanie o pomoc.

Kto kogo zaatakował? Wersje są rozbieżne, ale...

Gdy w końcu drzwi się otworzyły, użyto gazu, a mężczyźni zostali powaleni na ziemię. Straż Graniczna od początku utrzymuje jednak, że to jej funkcjonariusze zostali zaatakowani, gdy - po otwarciu drzwi - Czeczeni rzucili się na nich i im grozili.

Na ostatniej rozprawie zeznawała cudzoziemka, która tej nocy była w ośrodku, mieszkała w pokoju tuż obok czeczeńskiej rodziny. Przed sądem przyznała, że ze snu wybił ją krzyk deportowanej kobiety. Potem usłyszała donośny głos sąsiada - dziś oskarżonego - który chciał za wszelką cenę wydostać się z pokoju i sprawdzić, co dzieje się na korytarzu.

- Krzyczał i mocno uderzał w drzwi - mówiła przed sądem. Świadek zeznała też, że sama również próbowała wyjść z pokoju, ale drzwi były jakby zaryglowane. - Byłam wystraszona, bo wcześniej ich nie zamykano. Przestraszyły się też dzieci. Poczułam gaz, zaczęłam kaszleć - powiedziała. Opowiadała też, że na korytarzu słychać było wtedy jakieś uderzenia - zdaniem kobiety, odgłosy mogły wskazywać na to, że kogoś bito.

"To bardzo ważne zeznania"

Oskarżonym cudzoziemcom przed sądem pomaga Fundacja Instytutu na rzecz Państwa Prawa. Jej prezes, dr Tomasz Sieniow, był na rozprawie z udziałem cudzoziemki.

- Moim zdaniem, są to bardzo ważne zeznania, bo to osoba, która jest w stanie w bezstronny sposób powiedzieć, czy Straż Graniczna ostrzegała oskarżonych dziś cudzoziemców, by się uspokoili, czy też takich ostrzeżeń nie było - mówi Sieniow. - Zeznania kobiety potwierdzają to, że żadnych ostrzeżeń o zamiarze użycia środków przymusu bezpośredniego nie zastosowano - mówi Sieniow.

Pogranicznicy zeznawali bowiem, że mówiono cudzoziemcom, by się uspokoili (choć są rozbieżności, w jakim języku były wypowiadane słowa i co konkretnie mówiono), a oni nie reagowali. Sami oskarżeni twierdzą jednak, że było inaczej.

Co pokazuje monitoring

Na ostatniej rozprawie sąd w asyście stron obejrzał nagrania z monitoringu z Ośrodka dla Cudzoziemców. Nagrania, na których widać, jak wyglądała interwencja. Na korytarzu pojawia się kilkunastu funkcjonariuszy, w tym część w kaskach i specjalnym umundurowaniu.

Widać, jak pogranicznicy trzymają drzwi do pokojów cudzoziemców - od strony korytarza. Widać, jak mieszkańcy próbują te drzwi otworzyć (w różnych pokojach, a nie tylko w pokoju oskarżonych). Widać, jak komuś przez przymknięte drzwi pogranicznicy wyrywają kij od szczotki, jak też to, jak oskarżeni zostają powaleni na ziemię, a jeden z funkcjonariuszy staje całym ciężarem ciała na bosej stopie jednego z nich. Widać też użycie gazu.

Zdaniem Straży Granicznej, widać też jak wydają polecenia czy jak jeden z Czeczenów próbuje uderzyć funkcjonariusza. Czy tak rzeczywiście było? To rozstrzygnie sąd.

Kolejna, prawdopodobnie już ostatnia rozprawa, odbędzie się pod koniec lipca. Jest wezwany tylko jeden świadek - psycholog z ośrodka w Białej Podlaskiej.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM