"Sejm staje się atrapą". Mucha tłumaczy, dlaczego debata nad wotum nieufności była dobrym pomysłem

Wotum nieufności dla Beaty Szydło i Elżbiety Rafalskiej było skazane na porażkę, ale sejmowa debata nad ich odwołaniem naruszyła wizerunek "idealnej minister" i "najlepszej premier", twierdzą komentatorki.

Sejmowe głosowanie nad wotum nieufności dla wicepremier Beaty Szydło i minister Elżbiety Rafalskiej przebiegło bez niespodzianek. Obie polityczki pozostały na stanowiskach. Wniosek o ich odwołanie złożyła w kwietniu Platforma Obywatelska podczas protestu osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. 

"Sejm staje się atrapą"

- PiS ma w Sejmie 235 posłów, zatem wnioski o odwołanie były z góry skazane na niepowodzenie. Czy to nie była sztuka dla sztuki? - pytała w Poranku Radia TOK FM prowadząca Dorota Warakomska. 

- Mieliśmy oczywiście świadomość tego, że ten wniosek nie zostanie przyjęty, ale tak czy inaczej, w dzisiejszym Sejmie, który jest wygaszany i staje się atrapą, musimy wykorzystywać wszystkie narzędzia, które jeszcze są dla nas dostępne, żeby mówić jak zły jest ten rząd - tłumaczyła dążenie do sejmowej debaty posłanka PO, Joanna Mucha. 

Polityczka przypomniała, że opozycja prawie nie ma obecnie możliwości składania wniosków formalnych. - Na przykład wnioski o rozszerzenie porządku obrad są w dzisiejszym sposobie funkcjonowania Sejmu, są głosowane na koniec posiedzenia, a więc wtedy kiedy nie mają już żadnego sensu - mówiła posłanka. 

Posłowie teoretycznie mogą składać zwykłe wnioski formalne dotyczące przebiegu posiedzenia. - Teoretycznie, bo to zależy od woli pana marszałka. Z pytaniami też jest różnie. Zależy od tego czy marszałek ma dobry nastrój - stwierdziła członkini PO. 

"Żałuję, że nie wybrzmiał temat osób protestujących i tego czego one oczekują" 

- Trochę żałuję, że podczas tej debaty, nie wybrzmiał w takim stopniu, w jakim chciałabym temat osób protestujących i tego czego one oczekują. Mam wrażenie, że w tej chwili zaczęliśmy dopiero myśleć o osobach niepełnosprawnych, dopiero zrozumieliśmy jak różne są niepełnosprawności, jak różna jest wymagana pomoc. Natomiast cały czas zaczynamy się zabierać do tego tematu zupełnie od złej strony - mówiłą parlamentarzystka.

Posłanka PO wspomniała program Dostępność Plus, który nie likwiduje tak naprawdę największych dla osób niepełnosprawnych barier. - Ludzie, którzy są niepełnosprawni mówią po co mi program Dostępność Plus, jeśli ja nie mam jak wyjść z domu. Ten człowiek nie ma pracy. Nie ma szansy, żeby normalnie funkcjonować  społeczeństwie - wyjaśniała Joanna Mucha. 

Litania Beaty Szydło

Podczas swojego przemówienia w Sejmie, wicepremier ds społecznych, Beata Szydło, mówiła, że zachęca opozycję do współpracy i składania własnych projektów. - Takich projektów przynajmniej kilka leży w zamrażarce sejmowej. Wszystkie nasze poprawki są z założenia odrzucane. 

Nawoływania wicepremier Joanna Mucha nazywa "zaklęciami". - Jest coś takiego co powinno być nazywane "litanią Beaty Szydło", czyli taki stały zestaw argumentów typu "daliśmy 500 Plus, wstaliśmy z kolan, poprawiamy sądy". Właściwie w każdym z tych stwierdzeń można dopatrzeć się jakiegoś kłamstwa czy manipulacji - mówiła posłanka. 

Naruszyć wizerunek

Odnosząc się do wczorajszej debaty, Zuzanna Dąbrowska, dziennikarka "Rzeczpospolitej", stwierdziła, że sejmowa debata jasno pokazała, iż w polityce nie ma mowy o byciu bezpiecznym. 

- Elżbieta Rafalska przez prawie całe pierwsze dwa lata była stawiana za wzór idealnej minister i wszyscy powtarzali: co robi PiS to jedno, ale są sprawni ministrowie. Okazuje, się, że sytuacja polityczna się zmienia i obie panie, Beata Szydło z wyżyn najlepszej premier i "naszej kochanej Beaty" spada w opinii publicznej razem z Elżbietą Rafalską. 

- Taki był pewnie sens debaty: naruszyć wizerunek - dodała publicystka. 

Czytaj też: "Jesteśmy spadkobiercami Solidarności". Beata Szydło i Elżbieta Rafalska pozostaną na stanowiskach

DOSTĘP PREMIUM