"Problemem jest nie tylko Gowin, ale całe wyobrażenie o nauce". Prof. Gdula o reformie szkolnictwa

Studenci i pracownicy uczelni wyższych protestują przeciwko reformie szkolnictwa wyższego, którą chce wprowadzić resort Jarosława Gowina. Prof. Gdula z UW tłumaczy, na czym polegają wady nowej ustawy.

Wicepremier Jarosław Gowin proponowaną przez siebie ustawę o szkolnictwie wyższym nazywa "Konstytucją dla nauki". Prof. Maciej Gdula z Instytutu Socjologii UW, który włączył się w protest studentów, na antenie TOK FM wymienia główne wady projektu resortu szkolnictwa wyższego. 

Koniec autonomii

Pierwszym zasadniczym problemem jest według socjologa wprowadzenie rad uczelni. Ponad połowę ich składu mają bowiem stanowić osoby spoza danego uniwersytetu.

Według badacza, rada będzie delegować poza uczelnię odpowiedzialność za jej strategię, a także układanie jej wewnętrznej struktury.

Czytaj też: W tym mieście PiS zdobyło 50 proc. głosów. Badacze przyjrzeli się mieszkańcom. Oto, co wyszło

- Będą o tym decydować ludzie z uczelnią niezwiązani. To tak naprawdę oznacza koniec z autonomią. Rada uczelni będzie bardzo istotnym ciałem, które będzie miało realną władzę. Będzie miała np. wpływ na wybór rektora. Nie będzie już tak, że rządzimy się na uczelni sami, tylko będą nami rządzić ludzie z zewnątrz - mówił prof. Gdula w programie Prawda Nas Zaboli.

Oligarchizacja uczelni 

Jako drugą najważniejszą zmianę, prof. Gdula wymienił bardzo dużą możliwość kształtowania struktury uczelni przez rektora. 

- Teraz jest tak, że w ustawie są wpisane wydziały, a wraz z nimi rady wydziałów, czyli instytucje samorządowe. W nowej ustawie tego nie ma. Rektor kształtuje strukturę uczelni, np. będzie powoływać wielkie szkoły, które nie muszą mieć wcale rad szkół - tłumaczył socjolog w rozmowie z Piotrem Najsztubem. 

- Co w tym złego? To, że jedynym ciałem reprezentującym wspólnotę akademicką będzie senat. Prawdopodobnie będzie dość mały, złożony z mandarynów - najbardziej zasłużonych członków uniwersytetu. To będzie oligarchizować uczelnie - krytykował rządowy projekt Gdula. 

Według badacza, struktura uniwersytetu będzie przypominać strukturę firm.

- Będzie jeden centralny prezes, który będzie się nazywać rektorem i będą poszczególne jednostki, które też będą rządzone przez takich dziekanów szkół, którzy będą mieć olbrzymią władzę i będą załatwiać różne sprawy z rektorem - wymieniał profesor i zaznaczał, że rola ciał kolegialnych i samorządów uczelnianych zostanie zdecydowanie umniejszona. 

- Już widać na świecie, że zrośnięcie się nauki i korporacji nie jest dobre, a my nadal w to brniemy, operując tylko coraz bardziej topornymi narzędziami - podsumował Piotr Najsztub. 

- To jest ciekawe, że ta i poprzednia reforma minister Kudryckiej, to była reforma imitująca rozwiązania sprzed lat znane ze świata anglosaskiego. Niemcy na przykład wcale nie idą tą drogą. Nie chcą lokować swoich uniwersytetów na listach szanghajskich - to nie jest ich cel. Uznają po prostu, że uniwersytety są ważnymi ośrodkami życia kulturalnego i niekoniecznie się muszą ścigać na tych samych zasadach co Amerykanie - opisywał różnicę między różnymi podejściami do szkolnictwa wyższego naukowiec. 

Czytaj też: Gowin nie chce rozmawiać z protestującymi. "Upolitycznianie uczelni? Ten zarzut nie ma uzasadnienia"

Ustawa wzmacnia tylko silnych

Jak zauważa badacz, nowa ustawa uderza w małe uniwersytety, w lokalne szkoły.

- Stawia na to, żeby wzmocnić silnych, a słabi muszą sobie jakoś dać radę. A jak zginą, to trudno. Nie zastanawia się nad tym jak podciągnąć tych słabszych - mówił profesor i zaznaczył, że -  nie tylko Gowin jest problemem. Problemem jest wyobrażenie dotyczące tego jak robić naukę i po co są naukowcy.

Według badacza, ustawa odcina naukowców od świata zewnętrznego. 

- Tutaj jest taki pomysł: naukowcy tylko do nauki. Mam jednak przekonanie, że naukowcy nie tylko rozmawiają z naukowcami, rozmawiają też z tymi, którzy im płacą za robotę. Są też po to, żeby uczestniczyć w ważnych publicznych debatach - skwitował prof. Gdula.  

DOSTĘP PREMIUM