Czesław Mozil: Moje święta nie były rozśpiewane. Dopiero rok temu siadłem do pianina i śpiewaliśmy kolędy

- Moje święta były zawsze polsko-ukraińskie. Tradycją był karp po żydowsku. Uwielbiam karpia na słodko - mówił w TOK FM Czesław Mozil. Choć jest muzykiem, to muzyki w czasie Bożego Narodzenia było niewiele. Do kolędowania namówiła go dopiero żona.
Zobacz wideo

Najnowsza płyta Czesława Mozila, nagrana z dziecięcymi muzykami - Grajkami Przyszłości - nosi tytuł "Kiedyś to były święta". - Jakie były święta Czesława Mozila? Rozśpiewane? - pytała muzyka Marta Perchuć-Burzyńska

- Nie. Moje święta nie były rozśpiewane. Nie było w domu takiej tradycji. Nie ukrywam, że jestem z domu, w którym mało się śpiewało. Dopiero rok temu, kiedy żona powiedziała "grasz na pianinie, czytasz nuty, więc siadaj do pianina i zaśpiewajmy razem kolędy", to zaśpiewałem - wyznał muzyk.

Rodzinne kolędowanie było wyjątkowe nie tylko dlatego, że było pierwsze. - To muzykowanie było międzynarodowe, bo zaśpiewaliśmy też kilka duńskich kolęd. Mój ojciec i siostra mieszkają w Danii. Dzieci mojej siostry śpiewają po duńsku - mówił.

Międzynarodowe były też święta z czasów dzieciństwa Czesława Mozila. - Moje święta były zawsze polsko-ukraińskie. Tradycją był karp po żydowsku. Uwielbiam karpia na słodko. Ale pamiętam, że jak kiedyś zaniosłem taką rybę do szkoły, to była jedyną potrawą świąteczną, której nikt nie ruszył - wspominał w TOK FM.

Według muzyka w czasie świąt dobrze jest pamiętać o innych. - Moim zdaniem święta to coś pięknego, ale jest to też czas refleksji. To czas, w którym musimy zadbać o tych, którzy mają mniej w życiu, niż my mamy. Mam poczucie, że zapominamy o tym. Święta to czas, aby starać się być lepszymi ludźmi - przekonywał.

"Nie odpuszczę tego"

Święta to też czas, by zwrócić uwagę na inne tradycje, kultury, religie. Bo nie tylko "my" świętujemy. - Pamiętam, jak w szkole interesowało mnie, że moi koledzy nie zaczęli jeść w ciągu dnia. Mówili, że posiłek jedzą po zachodzie słońca, bo jest ramadan. Strasznie mnie to interesowało. My też mieliśmy post, ale nie tak restrykcyjny - opowiadał Mozil.

Z bardzo popularnego w Danii zwyczaju wziął się pomysł na płytę "Kiedyś to były święta". Miała być jak muzyczny kalendarz adwentowy. 

- W Danii jest tak, że 1 grudnia zmienia się dobranocka i przekształca się w 24-odcinkowy serial. To jest tak popularne, że nawet dorośli mają w telewizji swoje kalendarze adwentowe stworzone przez stand-uperów. Pomyślałem, że przekształcę tę tradycję i zrobię muzyczny kalendarz adwentowy. Na każdy kolejny dzień zaplanowaliśmy też nowy teledysk, do każdej z 24 piosenek - mówił w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską.

Teksty do piosenek napisał Michał Zabłocki. - Nie odpuszczę tego. Ten projekt dał mi taką frajdę! - podkreślił Czesław Mozil.

Orkiestra najmniejszych, czyli Hollywood  

Grajkowie przyszłości, czyli współpracownicy Mozila, to dzieci i młodzież, która gra na instrumentach, ale niekoniecznie wszyscy zostaną muzykami.  - Są - tak jak ja "nerdami" - mają zajawkę. Grają na fagocie, oboju czy akordeonie. Chciałem im złożyć hołd - zaznaczył.

- Przyznam się, że zapomniałem, jak fantastycznie potrafi brzmieć orkiestra, w której grają 11-12-latkowie. Gdy zbierzemy ich razem: skrzypce, instrumenty dęte, harfa, kotły, dęciaki, okazuje się, że brzmi to niesamowicie. I jeszcze do tego dodamy chór i robi się "Hollywood" - ocenił muzyk.

W utworze "Ucieczka do Egiptu" występuje orkiestra 4-5-letnich dzieci, które uczą się grać na skrzypcach według metody Suzuki (jest to metoda uczenia małych dzieci gry na instrumentach muzycznych na zasadzie naśladownictwa, stworzona przez japońskiego skrzypka Shinichi Suzuki w latach 40.-50. XX w).

- Niesamowity był moment, gdy nagrywaliśmy utwór w studiu Polskiego Radia. Nagle do sali weszło 40 najmłodszych z małymi skrzypcami. Gdy zaczęli grać, efekt okazał się idealny - wspominał, nie kryjąc emocji, Czesław Mozil.

Płyta nie ma być po prostu przyjemnością dla słuchaczy. Ma też nakłonić do refleksji na temat najpoważniejszych tematów. Tak jak w przypadku piosenki, w której występuje 15-letnia Zuza Jabłońska, która oswaja z trudnymi tematami, m.in. ze śmiercią.

 

Do każdego utworu powstał teledysk. Bo - jak tłumaczy Mozil - chodziło o to, aby pokazać dzieci biorące udział w projekcie. - Gdy słyszymy orkiestrę, trudno sobie wyobrazić, że grają w niej dzieci. Ale gdy je zobaczymy, robi to ogromne wrażenie - mówił w TOK FM. Muzykowi zależało również na tym, aby najmłodsi występujący w teledysku zainspirowali swoich rówieśników.

- Na akordeonie zacząłem grać, nie wtedy, gdy zobaczyłem dorosłych, tylko, gdy byłem na koncercie, gdzie grał chłopak, który miał 10 lat. Powiedziałem: "Mamusiu, ten chłopak jest mniej więcej w moim wieku, też chciałbym na tym instrumencie zagrać" - opowiada, podkreślając, że ma nadzieje, że projekt dotrze do jak największej liczby nauczycieli. 

- Jest aplikacja z nutami wszystkich piosenek. Można je brać i przekształcać - podpowiadał. Czesław Mozil nie ma wątpliwości, że nauka gry na jakimkolwiek instrumencie to doskonałe rozwiązanie dla każdego. Bo nie chodzi o to, że każdy musi zostać wirtuozem, zawodowym muzykiem.  - Nawet rok chodzenia na lekcje gry uczy wrażliwości, empatii - zachęcał muzyk.

Czesław Mozil przed Bożym Narodzeniem zaangażował się też w inny projekt. Śpiewa dla uchodźców i z uchodźcami. Z syryjskimi dziećmi. Piosenka i nagrany do niej teledysk to wsparcie dla organizowanej przez Fundację PCPM zbiórkę pieniędzy na pomoc uchodźcom z ogarniętej wojną domową Syrii.

Zobacz wideo



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM