Jak walczyć z mową nienawiści? RPO podpowiada premierowi konkretne rozwiązania

Rzecznik Praw Obywatelskich przekazał premierowi swoje wskazówki w tym zakresie. To 20 rekomendacji, w tym ściganie hejtu nie tylko ze względu na rasę czy narodowość, ale też z uwagi na orientację seksualną, wiek czy niepełnosprawność.

Dziś, zgodnie z polskim prawem, przestępstwem z mowy nienawiści jest takie zachowanie, którego tłem jest czyjaś przynależność narodowa, etniczna, rasowa czy religijna. Polski kodeks nie bierze pod uwagę hejtu czy pobicia ze względu na orientację seksualną, tożsamość płciową, niepełnosprawność czy wiek. I to, zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich, trzeba zmienić.

Kolejna wskazówka dotyczy ponoszenia odpowiedzialności nie tylko za konkretne niezgodne z prawem działania, ale już za samo członkostwo w organizacjach promujących lub podżegających do nienawiści rasowej czy narodowościowej - chodzi o te organizacje, które nawiązują choćby do faszyzmu.

Rzecznik: Ustawowo sprecyzujmy definicję mowy nienawiści

Adam Bodnar wskazuje, że warto wziąć przy tym pod uwagę definicję zaproponowaną w rekomendacji Rady Europy z 1997 roku. "Zgodnie z nią za mowę nienawiści powinna zostać uznana każda forma wypowiedzi, która rozpowszechnia, podżega, propaguje lub usprawiedliwia nienawiść rasową, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści oparte na nietolerancji, włączając w to nietolerancję wyrażaną w formie agresywnego nacjonalizmu lub etnocentryzmu, dyskryminacji lub wrogości wobec mniejszości lub osób wywodzących się ze społeczności imigrantów" – napisał Adam Bodnar.

"Dyskusja historyczna"

Z obserwacji prawników wynika, że w ostatnim czasie nasiliło się zjawisko umarzania spraw, w których pojawia się wyzywanie Ukraińców od "banderowców". Takie sprawy są umarzane przez policję i prokuraturę, ale zdarza się też, że zatwierdzają to sądy. - W jednej ze spraw autor komentarza użył epitetu "banderowiec" wobec konkretnej osoby, a potem pojawiło się w stosunku do niej mnóstwo innych, bardziej wulgarnych sformułowań. Prokuratura, a czasami też niestety sądy stwierdzają, że jest to dyskusja historyczna, bo pojawia się wątek banderowców. I uznają, że trudno dopatrzeć się tutaj mowy nienawiści - mówi Marcin Sośniak, naczelnik w zespole do spraw równego traktowania w biurze RPO. I dodaje, że rzecznik z takim podejściem do tego tematu się nie zgadza. - Jest to niepokojący element, który pojawia się w uzasadnieniach umorzeń z powodu braku znamion czynu zabronionego - mówi Sośniak.

Policjant: "Banderowiec" nie jest słowem obraźliwym

Doświadczył tego m.in. Igor Isajew, redaktor naczelnu protalu Ukraińców w Polsce prostir.pl, aktywista obywatelski. Jedną ze spraw, w których nazwano go "banderowcem" też umorzono. - Policjant, który to umorzył, wydrukował osiem stron z Wikipedii i napisał, że "banderowiec" nie jest określeniem obraźliwym, bo na Ukrainie imieniem Bandery nazywa się ulice i stawia się mu pomniki. Nie zgodziłem się z tym i sprawa trafiła do sądu, który przyznał mi rację - opowiada Igor Isajew. Po decyzji sądu, temat musiała ponownie podjąć prokuratura. I podjęła, tyle, że po kilku miesiącach... śledztwo zostało umorzone, tym razem z powodu niewykrycia sprawcy. To zdarza się bardzo często – dodał.   

RPO chce, by walkę z mową nienawiści podjąć jak najszybciej

- Rekomendacje rzecznika są odpowiedzią na to, co w krótkim czasie powinno się zrobić. Niestety, większości rzeczy nie da się zrobić bez podjęcia tego tematu przez organy władzy. Chodzi tu na przykład o zainicjowanie zmian w prawie - mówi Marcin Sośniak.

Zwraca też uwagę, że w rekomendacjach duży nacisk położono na edukację. By od najmłodszych lat uczyć dzieci, czym jest mowa nienawiści, jakie mogą być jej powody, ale i konsekwencje. - Z badań przeprowadzonych przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami wynika, że im więcej hejtu wchłaniamy, tym stajemy się na niego bardziej odporni, ale też stajemy się bardziej skłonni do używania takiego języka - mówi nasz rozmówca.

Dr Adam Bodnar wielokrotnie zwracał uwagę, że liczba przestępstw motywowanych nienawiścią utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Co prawda, danych za ostatni okres jeszcze nie ma, ale w 2017 roku było prowadzonych prawie półtora tysiąca postępowań w sprawie przestępstw z nienawiści, z czego niemal 1200 spraw to zupełnie nowe postępowania. Zdaniem RPO, gdyby uwzględnić sprawy, w których prokuratorzy odmówili wszczęcia, liczba ta w 2017 r. wyniosłaby 1708 spraw.

Do tego dochodzą sprawy niezgłaszane, których nie da się dokładnie wyliczyć, ale których - jak wynika z szacunków - jest bardzo dużo. Jak mówi Marcin Sośniak z biura RPO, zrezlizowano badania, z których wynika, że część osób odpuszcza i nie zgłasza, że doświadczyli hejtu, bo uznają, że postępowania na policji czy w prokuraturze trwają długo i nie chcą na to tracić czasu.

To jednak nie jedyny powód. - Duży procent osób nie zgłasza takich przestępstw nie dlatego, że nie wierzą w reakcję policji czy szybkie podjęcie działań. Strasznie niepokojące jest to, że bardzo wiele z tych osób niejako bagatelizuje problem - nie zgłaszają przestępstwa, bo uznają, że powaga czynu była niewielka i w ogóle nie warto zawracać sobie tym głowy - tłumaczy Marcin Sośniak.

Zobacz wideo
Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM