Największa demonstracja w Pradze od czasu obalenia komunizmu. Dziesiątki tysięcy Czechów domagało się dymisji Babisza

Kilkadziesiąt tysięcy Czechów domagało się dymisji minister sprawiedliwości Marii Beneszowej. Protestujący we wtorkowy wieczór na Placu Wacława w Pradze wezwali też premiera Andreja Babisza do publicznej debaty, m.in. ws. zarzutów o oszustwo, jakie chcą postawić mu śledczy. Premier odpowiada krótko: Nie widzę powodu.

Według różnych szacunków na Placu Wacława w centrum Pragi zebrało się we wtorek wieczorem od 40 do 60 tysięcy osób. Demonstrowano też w kilkudziesięciu innych czeskich miastach. To nie tylko największy z protestów, organizowanych od roku przez społeczny ruch Milion chwil dla demokracji, ale też jedna z największych demonstracji od czasów obalenia przed 30 laty komunistycznych władz. Zresztą zwołując protest w tym miejscu, organizatorzy odwoływali się właśnie do historycznej symboliki.
Pierwotnie protestujący chcieli się domagać dymisji powołanej kilka tygodni temu minister sprawiedliwości Marii Beneszowej, finalnie wśród wznoszonych haseł dominowały te żądające ustąpienia premiera Andreja Babisza.

Przeciw premierowi stanął biskup i hokeista

Lista pretensji do premiera jest długa. Uczestnikom protestu nie podoba się m.in. stawianie przez rząd na rolnictwo przemysłowe. Krytykowali też m.in. cięcia środków na cele socjalne.

Głównym powodem powtarzanych od końca kwietnia protestów jest jednak powołanie na stanowisko minister sprawiedliwości Marii Beneszowej i obawy, że będzie ona chciała zablokować prowadzone przeciw premierowi śledztwo w sprawie wyłudzenia unijnych dotacji.

- Sprawiedliwość to równość wobec prawa. Nie ma tu wyjątków, niezależnie od tego, czy chodzi o Piotra, czy Pawła. Każda nieprawość musi zostać ukarana. Sprawiedliwości nie można też kupić. Społeczeństwo, które kupuje, albo pozwala kupować sprawiedliwość, jest chore – mówił do protestujących praski biskup pomocniczy Vaclav Maly, w przeszłości związany z antykomunistyczną opozycją.

Na demonstracji przemawiał też m.in. bardzo popularny w Czechach były hokeista Dominik Haszek. Podkreślał, że śledztwo ws. oszustwa to nie jedyna plama w życiorysie premiera Andreja Babisza . Przypominał współpracę polityka z czeską komunistyczną służbą bezpieczeństwa StB. - To człowiek, który w czasach reżimu podpisał pakt z diabłem dla osobistych korzyści - mówił.

Chcą debaty i bezpieczników

Mikulasz Mynarz, jeden z liderów ruchu Milion chwil dla demokracji, wezwał premiera do publicznej, telewizyjnej debaty. Chciał, by Babisz wyjaśnił swoje problemy z wymiarem sprawiedliwości oraz konfliktem interesów, który dotyczy wykorzystywania unijnych dotacji przez założony przez premiera koncern spożywczy Agrofet.
Mynarz domagał się też przyjęcia rozwiązań zabezpieczających wymiar sprawiedliwości i prokuraturę przed wpływem rządu, w szczególności nowej minister sprawiedliwości.

Blisko związana z prezydentem Miloszem Zemanem Maria Beneszowa w przeszłości publicznie podważała ustalenia śledczych ws. oszustw Babisza. Twierdziła też, że w Czechach można zamówić śledztwa przeciw politykom. Przygotowała nawet dla prezydenta raport w tej sprawie. Jednak wezwana ostatnio do jego upublicznienia... odmówiła.

Mynarz zapowiedział, że jeśli premier nie stanie do debaty, za tydzień odbędą się kolejne demonstracje w całym kraju, a na początku czerwca protestujący znów zapełnią praski Plac Wacława.

Premier: nie widzę powodu do rozmów

"Nie widzę jedynego powodu, dla którego miałbym odpowiedzieć na te wezwania" – tak w esemesie, przesłanym czeskiemu publicznemu radiu, odpowiedział demonstrującym Andrej Babisz. Komentując protest, stwierdził, że Czechy są państwem demokratycznym i obywatele mają prawo demonstrować i wyrażać swoją opinię. Równocześnie jednak podkreślił, że w demokracji władzę zmienia się podczas wyborów.

"Sugeruję panu Mynarzowi, żeby założył własną partię i walczył o głosy obywateli podczas wyborów" – podsumował Babisz.

Czeski premier konsekwentnie utrzymuje też, że powołanie Marii Beneszowej, nie ma żadnego związku z projektem aktu oskarżenia przeciw niemu, przesłanym niedawno przez śledczych do prokuratury. Powtarza, że Beneszowa nie będzie niczego zmieniać w wymiarze sprawiedliwości, na pewno nie wymieni też prokuratora generalnego.

W kwestii zarzutów o oszustwa przy wyłudzaniu dotacji, Babisz od lat powtarza, że to polityczny, wymierzony przeciw niemu spisek.

Państwo jak firma oligarchy

Do oszustwa miało dojść ponad 10 lat temu, przy budowie centrum rekreacyjno-konferencyjnego Bocianie Gniazdo. Obiekt kupił założony przez Babisza koncern rolno-spożywczy Agrofet, później trafił on do spółki, która na jego modernizację zyskała kilka milionów euro unijnych dotacji, a następnie wrócił do Agrofetu.

Zdaniem śledczych premier, członkowie jego rodziny i kilkoro najbliższych współpracowników, dotację de facto wyłudzili. Zarzuty dotyczą nie tylko oszustwa, ale również narażenia na poważną stratę finansową Unii Europejskiej. W Czechach grozi za to nawet 10 lat więzienia.

Czeski parlament pozbawił Babisza immunitetu jeszcze w ubiegłej kadencji, ostatnio śledczy przesłali projekt aktu oskarżenia prokuraturze. I to od jej decyzji zależy, czy premier stanie przed sądem.

Dochodzenie ws. Babisza prowadzi też Komisja Europejska. Zdaniem jej ekspertów premier, który oficjalnie kilka lat temu przekazał kontrolę nad Agrofetem funduszowi powierniczemu, nadal kontroluje holding, który jest największym beneficjentem dopłat bezpośrednich w Czechach.

W związku z tym dochodzeniem Bruksela jeszcze w ubiegłym roku zawiesiła wypłaty dotacji na rozwój dla Agrofetu. Koncern jednak nadal dostaje pieniądze – ostatnio m.in. 100 mln koron na nową fabrykę pieczywa tostowego. Środki, z budżetu państwa, wypłaca mu czeski państwowy operator unijnych funduszy. Jego władze twierdzą, że nie ma podstaw do zablokowania wypłat.

Problemy Babisza nie wpływają specjalnie na popularność jego ruchu ANO, który wraz z socjaldemokratami tworzy mniejszościowy rząd. Wg aktualnych sondaży na ANO chciałoby głosować około 30 proc. Czechów, ruch powinien też wygrać w zaplanowanych na piątek i sobotę wyborach do Parlamentu Europejskiego.

DOSTĘP PREMIUM