Ksiądz na religii miał mówić, że transseksualiści powinni się leczyć. Dyrektor: Więcej takiej sytuacji nie będzie

Licealiści z Krosna poinformowali, że na lekcji religii w ich szkole ksiądz kazał zanotować im "argumenty przeciw gender". Wśród nich są pogorszenie się sytuacji demograficznej oraz eksperymenty na dzieciach. Miał również mówić, że słów młodych osób transseksualnych nie należy brać na serio.
Zobacz wideo

Uczennica pierwszej klasy II Liceum Ogólnokształcącego w Krośnie poinformowała redakcję portalu Krosno24.pl o treściach, które na lekcji religii przekazywał licealistom pracujący w szkole ksiądz. 

Prowadzący katechezę duchowny miał mówić o eksperymentach przeprowadzonych przez zwolenników ideologii gender oraz opowiedzieć historię bliźniąt, "z których jednego wychowano jako dziewczynkę, skutkiem czego chłopcy popełnili samobójstwo”.

Ksiądz odniósł się także do osób transpłciowych. Miał uznać, że powinno się im pomagać w szpitalu psychiatrycznym oraz na terapii. Miał także stwierdzić, że transseksualiści mają zmiany w mózgu. 

Duchowny miał również stwierdzić, że słów osób transseksualnych w wieku młodzieńczym nie powinno brać się na serio. Licealistka opowiedziała także, że katecheta, opowiadając o osobach transseksualnych, przywołał historię Anglika, który miał "wymyślić sobie, że jest psem". 

Ksiądz kazał zapisać "argumenty przeciw gender"

Uczennica opowiedziała także, że ksiądz nie zareagował odpowiednio na sprzeciw klasy wobec jego nauki. "Mówiliśmy mu, że to szczęście tych ludzi i nic innym do tego; że nie wie, jaką mękę i ból przechodzą, ale on stwierdził, że to nieprawda i należy im pomóc, by się z tego wyleczyły". Zamiast tego wskazał na "manipulacje medialne" i nakazał dzieciom zapisanie "argumentów przeciw gender". Miały nimi być: sprzeciwienie się woli Stwórcy, odrzucenie uzupełniania się płci, negacja obiektywnej prawdy o biologicznej płci człowieka, prowadzenie do absurdów i naruszenia godności człowieka, pogorszenie się sytuacji demograficznej oraz to, zwolennicy gender nie wahają się eksperymentować na dzieciach.

"Więcej takich sytuacji nie będzie. Moja w tym głowa"

Witold Deptuch, dyrektor szkoły w rozmowie z TOK FM zapewnia, że nie dotarły do niego wcześniej żadne sygnały o nieprawidłowościach dotyczących lekcji religii. - Ani od uczniów, ani od rodziców. Wszystko wiem teraz od znajomego dziennikarza, ponieważ prosił mnie o wypowiedź w tej sprawie - tłumaczy. 

- To pierwszy tego typu przypadek. Jeśli jest to prawda, to chodzi o osobę, która pracuje u nas od dziesięciu dni. Może nie zdążyła się jeszcze zapoznać z programem wychowawczym szkoły - zastanawia się dyrektor i zapewnia, że rozmowę z katechetą planuje na przyszły tydzień. 

Dodaje, że na pewno będzie chciał porozmawiać także z uczniami, którzy zgłosili portalowi problem, choć na razie nie zna ich tożsamości. 

Zapytaliśmy Witolda Deptucha, jakie będą konsekwencje, jeśli słowa duchownego okażą się prawdą, a on nie będzie chciał się z nich wycofać. - Musi się z tego wycofać, to nawet nie ma o czym mówić. To tak jak zawsze, każdy popełnia błędy, mylić się jest rzeczą ludzką. Myślę, że już więcej takiej sytuacji nie będzie. Już moja w tym głowa - podkreśla.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM