"Im więcej osób zginie, tym większa będzie wściekłość ludzi i protesty będą się nasilać"

Druga noc protestów po wyborach prezydenta Białorusi to starcia z milicją i OMON-em oraz potwierdzona śmierć jednego z demonstrantów. Przebywający w Mińsku Wojciech Wojtasiewicz mówi, że agresja ze strony służb rośnie. - Widać, że oni są strasznie nakręceni, pełni agresji. Nie można wykluczyć, że są czymś nafaszerowani. Ale myślę, że oni też się trochę boją - mówił w TOK FM dziennikarz "Nowej Europy Wschodniej".
Zobacz wideo

Wojciech Wojtasiewicz to, co dzieje się w Mińsku, obserwuje z bliska. Jak mówił w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u, od popołudnia w centrum miasta przybywało funkcjonariuszy milicji i OMON-u. Sam musiał, jak stwierdził, "włączyć turbodoładowanie" - uciekać, gdy nagle z kilku ciężarówek wyskoczyli omonowcy. Od wieczora cały czas słychać było strzały, granaty hukowe.

Dziennikarz "Nowej Europy Wschodniej" uważa, że drugi dzień protestów to jeszcze większa agresja ze strony funkcjonariuszy. - Oni są strasznie nakręceni, pełni agresji. Nie można wykluczyć, że są czymś nafaszerowani, żeby tak działali. Ale myślę, że oni też się trochę boją. Oglądałem filmiki, widać było, że role się zmieniły: protestujących zyskiwali przewagę i omonowcy uciekali - mówił w rozmowie z Piotrem Maślakiem. Przywołał też opowieść jednego z uczestników protestów, który pytał stojących w szpalerze funkcjonariuszy, dlaczego się tak zachowują, boją demonstrantów. - Na co jeden z tych omonowców powiedział z nienawiścią w oczach, że: "Za 800 rubli jestem w stanie wy... twoją matkę".

Podcast jest zablokowany? Za 5 złotych odblokujesz wszystkie!

Zdaniem Wojtasiewicza Białorusini "połączeni są strachem". - Ten ogromny strach widać po obu stronach. Ludzie rozmawiając ze sobą szepczą. Wielu ludzi to wszystko, co się dzieje, obserwuje, ale po prostu boją się podejść. Jest ogromny strach. I o to też chodzi władzy, żeby ludzi zastraszyć - ocenił.

Dziennikarz podkreślił, że dylematy ma też cześć funkcjonariuszy służb. - Widziałem na nagraniu, jak milicjant zdjął hełm i przeszedł na stronę demonstrantów - relacjonował.

Odpowiedź na pytanie, jak długo trwać będą protesty, nie jest łatwa. Szef białoruskiego MSW zapowiedział, że podległe mu służby nie dopuszczą do "destabilizacji sytuacji" w kraju. - Mamy do tego wystarczająco sił i środków - stwierdził Juryj Karajeu. Nie widać też, żeby słabł zapał przeciwników obecnej władzy.

- Powiem coś brutalnego, ale to nie jest tylko moja teza, słyszałem to też z ust kilku osób: im więcej osób zginie, tym większa będzie wściekłość ludzi i protesty się będą nasilać. A nie ma możliwości, żeby ludzie nie ginęli - choćby w sytuacjach, gdy ludzie zaczynają uciekać, gdy OMON naciera - ktoś kogoś może stratować.  Jeśli ono (służby) będą tak brutalni, to znowu ktoś straci życie. Wtedy ludzie będą jeszcze bardziej wściekli - podsumował dziennikarz "Nowej Europy Wschodniej" w rozmowie z Piotrem Maślakiem.

DOSTĘP PREMIUM