Studenci: nie możemy skończyć studiów, bo jesteśmy niepełnosprawni

Poruszający się na wózku Bartosz i niedowidzący Kamil przez trzy lata uczyli się fizjoterapii na jednej z poznańskich prywatnych uczelni. Płacili czesne. Nikt nie widział problemu w ich niepełnosprawności. Do momentu gdy - jak twierdzą - przyszło im zdawać jeden z ostatnich egzaminów - z pulmonologii.

- Profesor nie chciał mnie egzaminować. Powiedział mi, że nie mogę być fizjoterapeutą. Gdy zaskoczony zapytałem dlaczego, usłyszałem odpowiedź - bo jest pan niepełnosprawny - opowiada Bartosz.

Na tym stwierdzeniu - zdaniem studentów - egzamin się zakończył. Wykładowca zaczął im zadawać pytania, ale bynajmniej nie dotyczyły one pulmonologii.

- Pytał jak sobie wyobrażamy w ogóle dalszą naszą pracę, działalność, aktywność zawodową - opowiada Kamil. - Odpowiedziałem, że chcę pomagać ludziom, zajmować się masażem, bo w opinii wielu niewidomi i niedowidzący zajmują się tym lepiej niż osoby pełnosprawne. Mają lepiej rozwinięty zmysł dotyku. Nawet rektor naszej uczelni wpierał mnie w moich dążeniach, był masowany przez osoby niewidome i bardzo chwalił sobie te zabiegi. Cieszył się, że pojawiłem się na tej uczelni.

Poruszający się wózkiem Bartosz chce z kolei zostać teoretykiem - korzystając z własnych doświadczeń, chce pomagać rehabilitantom. - Robiłem to już jako wolontariusz i moi współpracownicy byli zadowoleni.

Egzaminujący - wspominają studenci - był jednak niewzruszony tymi planami: - Powiedział, że nie może brać na siebie odpowiedzialności za dopuszczenie nas do wykonywania zawodu fizjoterapeuty - wspomina Kamil.

Rektor uczelni przekonuje, że nie doszło do żadnej dyskryminacji niepełnosprawnych studentów. Jeden z nich - Bartosz - po prostu oblał egzamin. - Przyszedł zresztą do mnie, bym interweniował u profesora, by mu zaliczył egzamin. Nie mogłem tego zrobić. Nie mogę wywierać wpływu na mojego pracownika, by "przepuścił" studenta. Zresztą poszedł on na rękę panu Bartoszowi, bo nie wpisał oceny niedostatecznej do indeksu i dał w ten sposób szansę na poprawienie wyniku. Może to był błąd - mówi TOK FM rektor, prof. Zygmunt Przybylski.

Z kolei niedowidzący Kamil - według władz uczelni - przedmiot zaliczył. Rektor nie potrafi jednak wytłumaczyć dlaczego egzaminator nie wpisał mu oceny do indeksu.

Studenci zwrócili się o pomoc do Rządowego Pełnomocnika ds.Przeciwdziałania Wykluczeniu Społecznemu. Bartosz Arłukowicz przyjechał dziś do Poznania i spotkał się z władzami uczelni. - Chciałem o tej sprawie porozmawiać telefonicznie, ale chyba nie bardzo mogliśmy się w taki sposób z rektorem porozumieć. Podczas rozmowy w cztery oczy pan rektor zadeklarował, że będzie próbował powołać jakąś komisję, która być może rozważy tą sprawę - mówił Arłukowicz.

Reportera TOK FM rektor zapewnił z kolei, że student, który oblał egzamin (Bartosz), będzie mógł jeszcze dwukrotnie próbować go zdać. Jeśli mu się nie uda, czeka go komisyjne sprawdzenie wiedzy.

- Będziemy tę sprawę monitorować i jeśli nie zostanie rozwiązana podejmiemy odpowiednie kroki. Nie chciałbym jednak na razie zdradzać jakie - mówił dziś dziennikarzom minister Arłukowicz i jednocześnie zaapelował: - Jeśli są jeszcze w Polsce studenci, którzy na swoich uczelniach borykają się z podobnymi problemami jak Bartosz i Kamil, niech nie wahają się do mnie napisać. Nie możemy tolerować takich sytuacji.

DOSTĘP PREMIUM