Raport Millera. Brzoza, wstrząsy, atak niekonwencjonalny? O co pytali dziennikarze "Gazety Polskiej"

Czy brzozą można ciąć metal? Czy na pokładzie Tu-154 znajdował się ładunek niekonwencjonalny i jak wygląda prawda? - pytali dziennikarze "Gazety Polskiej" w czasie prezentacji raportu komisji Millera dot. katastrofy smoleńskiej. Twierdzili też wielokrotnie, że "ktoś się musi mylić!"

- Czy przeprowadzili państwo badania, które potwierdzają, że miękka brzoza jest w stanie przeciąć solidny kawałek metalu, jakim jest skrzydło samolotu? Bo to tak jakby drewnianym nożem czy patykiem ktoś próbował przeciąć solidny kawałek blachy - pytał Tadeusz Śmiechowicz z "Gazety Polskiej".

- Chciałabym, żebyśmy podeszli do tego ze znajomością praw fizyki - odpowiedział szef MSWiA Jerzy Miller. - Jeżeli rzeczywiście chciałby pan brzozą zniszczyć na lotnisku skrzydło samolotu, to pana wywód jest dosyć zbliżony do prawdy, tyle że ten samolot leciał z prędkością 280 km/h - wyjaśnił. Zaproponował też, żeby dziennikarz sam zweryfikował swoje pytanie i sprawdził, co stanie się z samochodem, który z prędkością 280km/h wjedzie w brzozę.

Czy był to atak niekonwencjonalny?

Dziennikarz "Gazety Polskiej" pytał też o stwierdzenia komisji, zgodnie z którym na pokładzie Tu-154 nie było żadnego konwencjonalnego ładunku jądrowego. - Panowie nic nie mówicie o niekonwencjonalnym ataku, o broni niekonwencjonalnej, ani o tym, na jakiej podstawie to stwierdziliście. Czy badaliście pod tym kątem wrak czy stwierdziliście to na podstawie jakiś innych badań? To pytanie komisja pozostawiła bez odpowiedzi.

Anita Gargas z "Gazety Polskiej" chciała się dowiedzieć, "dlaczego komisja kompletnie zignorowała to, co się zdarzyło w kluczowym dla tego tragicznego lotu momencie, czyli na wysokości 15 metrów nad poziomem lotniska". - My wiemy, po konferencji prokuratorów, że doszło wtedy do awarii systemów zasilania. To stoi w jaskrawej sprzeczności z tym, co powiedział pan Benedict - stwierdziła dziennikarka. Ppłk Robert Benedict odpowiedział, że samolot był sprawny i działał prawidłowo do samego końca. - Do końca urządzenia rejestrowały wszystkie parametry- podsumował.

"Ktoś się musi mylić!"

- Czy może nas pan zapewnić, w stu procentach, że na pokładzie Tu-154 nie doszło do dwóch silnych wstrząsów, które były bezpośrednią przyczyną katastrofy? - pytała Gargas, odwołując się przywołanej wczoraj przez Antoniego Macierewicza ekspertyzy, którą w czasie telemostu z USA postawił mieszkający w USA prof. Kazimierz Nowaczyk. - Dlaczego na podstawie tych samych parametrów lotów Amerykanie stwierdzili, że były dwa wstrząsy, a komisja ich w ogóle nie zauważyła? Ktoś się musi mylić! - twierdziła dziennikarka.

Miller odpowiedział jej, że komisja się nie myli i zapewnił, że dwóch silnych wstrząsów nie zanotowały żadne czytniki. Dodał też, że nie potrafi stwierdzić, czy ktoś inny może się mylić.

Teoria brzozy i destrukcja samolotu

Tadeusz Śmiechowicz z "Gazety Polskiej" zapytał, jak "teoria brzozy" ma się do kwestii totalnej destrukcji samolotu w locie. Powołał się na relacje świadków, którzy publicznie twierdzą, że samolot już przed miejscem, gdzie znajduje się ta brzoza, "gubił części i płyny technologiczne".

- Niech pan przyjmie, że ta diagnoza dotycząca krytycznego momentu zderzenia samolotu z brzozą nie stoi w sprzeczności ze znajdowaniem śladów po przelocie na wcześniejszym odcinku drogi, którą pokonał samolot - usłyszał dziennikarz w odpowiedzi na swoje pytanie. - Brzoza nie była pierwszą przeszkodą, jaką napotkał samolot. Ale były one na tyle nieznaczące, że nie zmieniały trajektorii lotu. Nie oznacza to jednak, że nie pozostawiały śladów na torze przelotu samolotu - wyjaśnił członek komisji.

Kto mija się z prawdą?

- Czy pan się mija z prawdą? - zapytał Leszek Misiak z "Gazety Polskiej", odwołując się do stwierdzenia ppłk. Benedicta, że samolot był sprawny do momentu zderzenia z ziemią. - Czy pan się mija z prawdą czy z prawdą mija się pani gen. Anodina, która w swoim raporcie twierdzi, że 15 metrów nad ziemią doszło do zamrożenia pracy głównego komputera pokładowego? - dopytywał.

Miller zapewnił go, że do momentu zderzenia się z drzewem samolot i wszystkie jego elementy były sprawne, nie ma żadnych danych, że rejestrowane parametry lotu są nieprawidłowe. - Dopiero w momencie gdy oderwał się kawałek skrzydła wraz z lotką, samolot stracił sterowność i to przejście przez szereg drzew powodowało destrukcję - wyjaśnił.

Raport Millera - cały dokument, tłumaczenia, załączniki>>

DOSTĘP PREMIUM