Dożywianie w szkołach: w mieście dwudaniowy obiad, na wsi bułka

Dzieci w miastach dostają dwudaniowy obiad, a na wsi czasem tylko bułkę lub drożdżówkę. Wszystko w ramach tego samego rządowego programu dożywiania uczniów w szkołach - pisze dzisiejsza ?Gazeta Wyborcza?.

W wiejskich szkołach wielkopolskiej gminy Gołańcz dzieci z biednych rodzin zamiast obiadu dostają dużą bułkę i jabłko lub gruszkę. W samej Gołańczy - trzytysięcznym miasteczku - ciepły posiłek ugotowany przez szkolną stołówkę.

- Pracuję nad zniesieniem tej dyskryminacji. Jak tylko zaoszczędzimy trochę pieniędzy, raz w tygodniu kupujemy ciepły posiłek i dowozimy do wiejskich szkół - mówi Grzegorz Tomaszewski, kierownik ośrodka pomocy społecznej w Gołańczy.

Zarówno do bułek, jak i do obiadów dopłaca rząd w ramach programu ''Pomoc państwa w zakresie dożywiania''.

Kanapki dostają również maluchy z klas I-III z małych wiejskich szkół w innej wielkopolskiej gminie Gizałki. - Musielibyśmy dowozić obiad 15 km dla 9 dzieci, a to za dużo kosztuje. W szkole nie ma stołówki, w której dzieci mogłyby zjeść gorący obiad - tłumaczy Marzena Witkowska z ośrodka pomocy społecznej w Gizałkach.

Bułka zamiast ciepłego posiłku

Jak wynika z opublikowanego niedawno sprawozdania Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, co ósme biedne dziecko ze wsi w 2010 r. zamiast ciepłego posiłku musiało się zadowolić bułką. W 2010 r. bułki dostawało 80 tys. dzieci, w pierwszej połowie 2011 r. - 53 tys. Do końca września resort przedstawi w Sejmie posłom sprawozdanie z programu.

Na dożywianie dzieci rząd przeznaczył 550 mln zł, samorządy dorzuciły kolejne 297 mln zł. To rachunek za ubiegły rok. W tym będzie podobnie. Pomoc (bułki lub obiady) otrzymało 768 tys. uczniów szkół i przedszkoli w kraju. Rozdano im 44,3 mln obiadów (45 proc. na wsiach), 40,3 mln posiłków z jednym ciepłym daniem (85 proc. na wsiach) i 9,8 mln bułek (81 proc. na wsiach). Rząd finansuje do 60 proc. kosztów posiłków, resztę dokładają gminy z budżetów. Im tańszy obiad, tym mniej gmina musi dołożyć - różnice widać na talerzach.

I tak na przykład w Poznaniu maluchy w ramach rządowej pomocy jedzą na śniadanie bułki, a na obiad dwa dania z kompotem. W warszawskiej Białołęce - zupę i drugie danie. Podobnie w bogatym Sopocie.

Na dwudaniowe obiady nie mogą liczyć dzieci z najbiedniejszych miejscowości. Jak jest np. w powiecie szydłowieckim (Mazowsze), gdzie bez pracy jest co trzeci mieszkaniec? W gminie Jastrząb w czterech szkołach dzieci mają jeden ciepły posiłek (najczęściej zupę z wkładką), w dwóch jedynie bułkę z jogurtem. Powód? - Nie ma możliwości dowiezienia tam ciepłego posiłku, bo w tych szkołach nie ma ani świetlicy, ani stołówek. A dzieci nawet wolą bułkę z jogurtem od ciepłej zupy - przekonuje Anna Sadza, kierownik ośrodka w Jastrzębiu.

Czasem dzieci nie dostają nawet bułki.

Cały tekst w dzisiejszym serwisie internetowym "Gazety Wyborczej".

DOSTĘP PREMIUM