Sierakowski o Lepperze: Mógł zostać Lechem Wałęsą

- Andrzej Lepper był przejawem nienajlepszej sytuacji w ciągu dwudziestu lat, ale nie czyni to go jeszcze bohaterem pozytywnym. Był bez wątpienia postacią, która coś ważnego opowiadała - tak o Lepperze mówił w TOK FM Sławomir Sierakowski, założyciel i redaktor naczelny ?Krytyki Politycznej".

Sierakowski porównuje Leppera do Lecha Wałęsy. - Myślę, że Andrzej Lepper był trybunem ludowym. Mógł zostać Lechem Wałęsą, ale zabrakło mu jego charakteru - mówi.

Wałęsa umiał nawiązać partnerskie relacje z najważniejszą częścią polskiej inteligencji w ważnych momentach i wziąć odpowiedzialność. To nie udało się Andrzejowi Lepperowi.

Sierakowski uważa, że lider Samoobrony przez to, że poszedł na kompromis, nie odegrał pozytywnej roli na polskiej scenie politycznej. - Zamiast być konsekwentnie trybunem ludowym, dał się uwieść establishmentowi. Zamarzył o garniturach, limuzynach - mówił w TOK FM.

Lepper "oszustem polskiej polityki"

Sierakowski przyznaje, że Lepper był autentyczny w momencie, w którym chciał reprezentować niższą klasę średnią. Jednak, jak twierdzi, później w Samoobronie pojawił się skrajnie populistyczny język. - O ile trzeba odczuwać pewien rodzaj solidarności z ludźmi, na których on pasożytował, należy pamiętać, że nic dla nich nie zrobił. Podawanie Samoobrony jako przykładu partii oddolnego protestu, której udało się złamać monopol jakiegoś establishmentu, jest nie do końca uzasadnione - twierdzi Sierakowski.

Kwestie estetyczne zdecydują kto wygra wybory

- Jedna partia jest związana z drugą patologicznym węzłem napędzania sobie elektoratu - tak opisuje sytuację polityczną w Polsce Sierakowski. - Neoliberałowie produkują populistów w wyniku swoich rozszarpujących społeczeństwo reform, a populiści tak straszą społeczeństwo, że nawet gdyby PO nic nie robiła, to i tak będzie chodzić w blasku partii modernizacji. To jest kartel o charakterze telewizyjnym. Tak mało jest dziś polityków z kręgosłupem, osobowości, które nie są miałkie. Wiele wskazuje na to, że to kwestie estetyczne zdecydują kto wygra wybory 9 października. Ale zmienimy to - dodaje.

To, co się dzieje w polityce, jest według Sierakowskiego konsekwencją sytuacji społecznej. - Myśmy się po prostu zatomizowali. Ludzie przestają się czuć odpowiedzialni jeden za drugiego. Jeśli znaleźli się na górze drabiny dochodów, to nie interesuje ich, kto jest niżej. Myślą, że cały sukces osiągnęli sami, choć przecież większość z nich studiowała na państwowych uniwersytetach, korzystała z tej samej infrastruktury, co wszyscy - dodał.

Róbmy (nie tylko) swoje?

Dlatego Sierakowski ceni ludzi, którzy starają się robić coś więcej, niż realizować się tylko przez karierę albo spełniać się w życiu prywatnym. - Wydaje mi się, że jeśli nie stworzy się zaangażowanej grupy, jaką była opozycja w latach 70-tych, jeśli nie będzie w tym uczciwości, zasad, to nie osiągnie się pewnej masy krytycznej, żeby jakiś ruch społeczny mógł przywrócić choć trochę substancji w debacie publicznej. Myślę, że taka sytuacja dojrzewa - twierdzi.

Andrzej Lepper nie żyje. Kariera na zdjęciach>>

DOSTĘP PREMIUM