820 m pod ziemią eksperci wyjaśniają zagadkę katastrofy górniczej

W Suszcu na Śląsku trwa wyjaśnianie przyczyn katastrofy górniczej sprzed pół roku. Dziś w kopalni Krupiński, gdzie 5 maja po zapaleniu metanu zginął górnik i dwaj ratownicy, odbyła się pierwsza wizja lokalna.

W trakcie kilkugodzinnej wizji lokalnej w wyrobiskach 820 m pod ziemią ekspertom udało się przejść ok. 720 metrów chodnika wentylacyjnego.- Dotarli do miejsc, gdzie zginęli górnicy. Byli również w tym miejscu, gdzie ukrywało się początkowo kilku górników - opowiada Jolanta Talarczyk, rzeczniczka Wyższego Urzędu Górniczego.

Eksperci przede wszystkim dokonywali pomiarów oraz fotografowali m.in. czujniki metanometrii. - Panowie doszli do tego miejsca, gdzie temperatura na to pozwalała, czyli do 33 st C. Później musieli się wycofać - dodaje Talarczyk

Na podstawie samych oględzin nie da się wyjaśnić przyczyn katastrofy, dlatego kolejne grupy ekspertów, które zjadą w tym tygodniu pod ziemię będą m.in. badać przedmioty zostawione w wyrobisku.

Wstępnie, za najbardziej prawdopodobną przyczynę zapalenia metanu komisja uznała iskrę, która powstała w jednym z urządzeń. Ale badane są też inne hipotezy. Sprawą zajmuje się również prokuratura.

5 maja, 820 m pod ziemią, w kopalni Krupiński należącej do Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapalił się metan. Zginął górnik oraz dwaj ratownicy, którzy uczestniczyli w akcji po wypadku. 11 górników zostało rannych. Poszukiwania ciała jednego z ratowników w zadymionym chodniku trwały tydzień. Po wypadku zagrożony rejon został odizolowany ze względu na zagrożenie pożarowe. Warunki panujące pod ziemią dopiero teraz pozwoliły na przeprowadzenie wizji lokalnej.

DOSTĘP PREMIUM