Po co F-16 leciały obok Boeinga? "Sprawdzały, czy nie ma uszkodzeń"

Przed lądowaniu Boeniga 767 nad Okęciem latały dwa samoloty F-16. - Wojskowi piloci mieli sprawdzić, czy pod samolotem nie widać uszkodzeń zewnętrznych i poinformować o nich bezpośrednio kapitana lub wieżę kontrolną - tłumaczy ekspert lotniczy Tomasz Białoszewski.

Dwa samoloty F-16 przekazywały kapitanowi lub wieży kontrolnej informacje o stanie Boeinga 767. - To była kluczowa informacja, bo gdyby np. otwarty był luk, któregoś z wózków podwozia pod skrzydłem samolotu, mogłoby to w poważnym stopniu utrudnić pilotowi równe, awaryjne przyziemienie - mówi Tomasz Białoszewski, ekspert i publicysta lotniczy oraz współautor książki ''Ostatni lot. Raport o przyczynach katastrofy'

Okazuje się, że F-16 były niezbędne w tej sytuacji. - W tym przypadku współpracowało wiele służb, w tym lotnictwo cywilne z wojskowym. Co ważne, bo lotnictwo cywilne nie ma żadnej możliwości, żeby bardzo szybko zdiagnozować stan lecącego samolotu pasażerskiego. Stąd pomoc Polskich Sił Powietrznych i alarmowe poderwanie pary dyżurnej F-16 z bazy w Łasku. Ich zadaniem była diagnoza w powietrzu stanu kadłuba i jego oględziny, szczególnie od spodu i ewentualna sygnalizacja o dostrzeżonych usterkach - wyjaśnia Białoszewski.

Wczoraj o 14.45 na Okęciu awaryjnie lądował samolot LOT-u Boeing 767. Leciał z amerykańskiego Newark, a na pokładzie znajdowało się 220 pasażerów i 11 członków załogi. Nikomu nic się nie stało. Maszyna miała awarię podwozia, przez co lądowała ''na brzuchu''. W czasie lądowania poszycie tarło o płytę lotniska. Pojawiły się płomienie na kadłubie i gondolach silników.

Samolot wciąż znajduje się na pasie startowym lotniska. Trwają prace nad jego przetransportowaniem do bazy technicznej LOT-u. Warszawskie lotnisko jest na razie zamknięte.

''Zobaczyłam przez szybę iskry". ''Były modlitwy, płacz" [RELACJE PASAŻERÓW] >>

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM