Chorzy zakażeni wirusem żółtaczki typu B donoszą na Kopacz

Pacjenci zakażeni wirusem żółtaczki typu B złożyli donos do warszawskiej prokuratury na Ewę Kopacz. Ich zdaniem, jako minister zdrowia nie dopełniła obowiązków, pozwalając, by leczono ich szkodliwym lekiem - czytamy w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".

Zdaniem trzech pacjentów i fundacji Gwiazda Nadziei z Katowic, minister zdrowia pozbawiła ich tańszego i skutecznego w walce z wirusem żółtaczki leku, a dała droższy i szkodliwy.

Chodzi o leki zwalczające wirus zapalenia wątroby typu B. Mnoży się on w organizmie zakażonej osoby. Nie musi wywoływać objawów żółtaczki, ale bardzo często obecny latami we krwi systematycznie niszczy wątrobę. Dlatego zakażeni pacjenci powinni zażywać specjalne leki, które mają doprowadzić do usunięcia wirusa z krwi.

O tym, jaki lek dostają chorzy, decyduje minister zdrowia, wydając rozporządzenie o programach terapeutycznych, które finansuje Narodowy Fundusz Zdrowia. Dla pacjentów leki są darmowe. Objętych tym programem chorych na WZW jest w Polsce ok. 13 tys. osób.

Katowicka fundacja zarzuca Kopacz, że do refundacji wskazywała lamiwudynę, o której wiadomo, że w okresie pięciu lat od rozpoczęcia jej zażywania u 80 proc. leczonych powoduje nieodwracalny proces mutacji wirusa.

Cały tekst w serwisie internetowym "Gazety Wyborczej" .

Pierwsze posiedzenie nowego Sejmu [ZDJĘCIA] >>

DOSTĘP PREMIUM