Finał Szlachetnej Paczki. "Kiedy pomagamy, czujemy się ludźmi" - wywiad z ks. Stryczkiem

Dla 12 tysięcy rodzin w Polsce to najszczęśliwszy weekend w roku. W ich domach pojawi się długo oczekiwana paczka. Szlachetna Paczka. W tegoroczną akcję pomagania zaangażowało się blisko sześćdziesiąt tysięcy Polaków. Wartość tej pomocy szacuje się na osiemnaście milionów złotych. A ten który wpadł na pomysł Szlachetnej Paczki na rozmowę od kilku lat zawsze przyjeżdża rowerem. O paczcie, listach do lewicy, celebrytach, żebrakach a przede wszystkim o pomaganiu mówi szczerze jak ksiądz. Z księdzem Jackiem WIOSNA Stryczkiem, pomysłodawcą Szlachetnej Paczki, rozmawiał Łukasz Wojtusik.

Łukasz Wojtusik: Mówią o księdzu "najbardziej uduchowiony społecznik w kraju". Prowokacyjnie wysłał ksiądz nawet swoje CV jako kandydata na szefa lewicy. Był odzew?

Ks. Jacek Stryczek: [uśmiech] W tytule było "Zastanawiam się, czy mógłbym być szefem polskiej lewicy". Nawiązałem do tego, że czuję się myślicielem i społecznikiem, więc ideały wprowadzam w czyn. Adresatem była właściwie cała klasa polityczna i całe społeczeństwo. Polityka stała się ostatnio komentarz do komentarza. Brakuje mi w niej wizji naszego kraju, czyli również ideałów związanych z tymi, którzy cierpią. Chciałem się do tej dyskusji o ideałach włączyć, przypomnieć, że istnieją.

Mówią też o księdzu : "medialny prowokator", "sprawny PR-owiec", "społecznik z pasją". A ksiądz lubi...

Uwielbiam być sam. Pomysł na Szlachetną Paczkę to szesnaście lat mojej pracy nad sobą, głównie pracy duchowej. Wzorując się na słowach z Ewangelii "słowo stało się ciałem", stwierdziłem, że jeżeli odkryje się jakąś ideę, należy zacząć stosować ją w życiu. I tym się zajmuję. To jest najkrócej ujęta prawda o mnie.

A Polacy... są szlachetni?

Zachęcamy ich do tego. Ale uczymy także tego ,że dawanie nie jest pomaganiem. Zawodowi żebracy żyją właśnie z dawania. A szlachetność to nie tylko pomoc. To dawanie komuś siebie. I poświęcenie. I to jest właśnie "paczkowy" ideał. Wolontariusze i darczyńcy angażujący się bez reszty, muszą się sporo namęczyć. Nie chcemy ludzi, którzy robią to wyłącznie dla przyjemności, a gdy trzeba się poświęcić - zawodzą. Chcemy gromadzić ludzi szlachetnych, ale też czynić ich szlachetnymi.

To naprawdę szlachetny cel. W akcji która zgromadziła w tym roku dwanaście tysięcy darczyńców chodzi o mistrzostwa dobroczynności, mistrzostwo w pomaganiu. A takim mistrzem może być ktoś niewierzący? Ma dla księdza znaczenie, w co, w kogo wierzą ludzie, zaangażowani w paczkę?

Wiosna nie jest organizacją katolicką. Dla mnie świat dzieli się na dwie kategorie: ludzi otwartych na szukanie prawdy i tych którzy koncentrują się na sobie. A my szukamy idealistów, ludzi otwartych na prawdę. Dlatego Paczka tak ciężko się rozwija, mimo, że z roku na rok jest nas coraz więcej. Często trafialiśmy na osoby, które już wiedziały jak się pomaga i nie były w stanie zrozumieć, że to, co do tej pory wiedzieli, nie wystarczy. To właśnie dlatego mamy teraz kilka poziomów rekrutacji na wolontariusza i na darczyńcę.

Kilka lat temu opublikował ksiądz raport o polskiej biedzie. Ostatnio znów jednym tchem wymienia się takie słowa jak: kryzys, spadki, kredyt, bieda. A ludziom, których ksiądz obserwuje żyje się gorzej?

Gorzej już bywało. I to dużo gorzej. Pamiętam falę zwolnień w Nowej Hucie w 2000 roku. Chodziłem wtedy po kolędzie. Prawie w każdym z mieszkań był ktoś bezrobotny. Po otwarciu granic Unii, wszyscy którym nie szło gdzieś wyjechali. Skorzystali z możliwości zarobku. Najgorszą biedą jest brak możliwości jakiegokolwiek działania. Dziś możemy wyróżnić kilka rodzajów biedy. Są tacy, którzy żyją z tego, że są biedni. Korzystają z pieniędzy państwowych albo unijnych. Takich ludzi nie przyjmujemy do akcji. Druga bieda, to ta, której my współczujemy, w którą chcemy się zaangażować. Możemy tu wyodrębnić trzy kategorie. Po pierwsze to osoby starsze, które nie przewidziały, że ich emerytury będą aż tak niskie. Po drugie osoby dotknięte przez chorobę i ich bliscy. I wreszcie rodziny wielodzietne. Na nich powinniśmy płacić podatki, to im państwo powinno pomagać.

Ale gdyby sprawę rozwiązało państwo, Szlachetna Paczka straciła by rację bytu

Zawsze uważałem, że to właśnie pomoc oddolna jest najlepsza, najbardziej skuteczna. To dzięki temu wśród ludzi rodzi się poczucie solidarności. Kiedy pomagamy, czujemy się ludźmi.

I nic co ludzkie nie jest nam obce. Nawet kiedy czyta ksiądz taki komentarz, który znalazłem na waszej stronie internetowej, gdzie jedna z internautek skarży się że paczki rozdajecie nie tym co trzeba. Alkoholikom i ich rodzinom. A Pani ma dwoje dzieci i po opłaceniu wszystkich rachunków zostaje jej 250 złotych

Nie ma możliwości, żebyśmy pomogli każdemu. Jedną z naszych podstawowych zasad jest ta, że nie pomagamy rodzinom roszczeniowym, czyli takim jak ta Pani. Ludzie nauczyli się, że krzycząc otrzymają pomoc. Na nas to nie działa. Mało tego, tysiące ludzi stara się ostatnio rozpracować nasz system. [uśmiech] Próbują w nieuczciwy sposób dorwać się do paczek. Na przykład zgłaszają się na wolontariusza, by ankietować swoich znajomych. Dlatego cały czas musimy uszczelniać system pomocy. Chcę, żeby paczki trafiały do właściwych rodzin, osób, które czują że mogą coś w swoim życiu zmienić. Jeżeli ktoś nie ma motywacji do zmiany, paczka go tylko zdemoralizuje. Dlatego pomoc musimy selekcjonować.

Selekcjonują także Ci, którzy wchodzą na portal by dokonać wyboru rodziny. Komu bardziej należy się pomoc, wielodzietnej rodzinie czy starszej samotnie żyjącej kobiecie. A może mężczyźnie, któremu ewidentnie w życiu nie wyszło. To trudne wybory. Czym się kierować?

Przede wszystkim - wolnością. Szkoląc wolontariuszy daliśmy im w tym roku taki wyznacznik: jeżeli rodzina przekona Cię na tyle, że sam byś jej pomógł, zaangażuj się w nią. Ale jeśli masz choć cień wątpliwości, odpuść. Bo pomoc skuteczna jest wtedy kiedy mamy poczucie, że ma to sens. I nie ma tu obaw o faworyzowanie którejś z grup. Naprawdę jest tak, że jedni wolą pomagać dzieciom, inni osobom starszym. W ten sposób każdy otrzyma pomoc.

"Happening to mój sposób życia. Jestem trochę z krawężnika ulicznego. Poza tym, taki sposób bycia to forma przygotowania do bezpośredniego kontaktu z ludźmi w problemach. Trzeba być spontanicznym, otwartym, bezpośrednim." - pisze ksiądz na portalu Szlachetnej Paczki. A jest szansa żeby ten świąteczny happening zamienił się w coś trwalszego?

Od wielu lat zastanawiamy się nad projektem całorocznym. Mamy jednak do tego dwojaki stosunek. Pamiętajmy o tym że paczka to przede wszystkim spotkanie ludzi. Jedna dziesiąta z nich przeradza się w stały kontakt. Z drugiej strony, każdy powinien sam walczyć o przetrwanie. Dla mnie jest czymś naturalnym, że najpierw się przegrywa, ale następnie podejmuje się walkę. A dając cały czas moglibyśmy tych ludzi pozbawić woli walki. My dajemy do niej impuls. Mam przeczucie, że pomoc materialna przez cały rok - nie jest tu dobrym rozwiązaniem.

I nie wrzuca ksiądz nadal grosika żebrakowi pod marketem, nie daje odwieźć koszyka?

Nie. Ponieważ jestem profesjonalistą. Wiem, kiedy ktoś mnie naciąga, kiedy to jego zawód. Nie wierzę, że prawdziwa bieda wychodzi na ulicę, żeby żebrać. Wolę się angażować tam, gdzie wiem, że coś dobrego z tego wyniknie niż pomagać ludziom, którzy mnie szturmują.

Jest ksiądz także duszpasterzem ludzi biznesu. I próbuje namówić pracowników dużych firm, do korporacyjnego myślenia o istocie pomagania. Do kształtowania takich postaw. Czy korporacje w Polsce kształtują ten rodzaj społecznego, obywatelskiego zaangażowania?

To smutne ale ciągle krajem dorobkiewiczów. Ludzi, którzy po raz pierwszy w życiu zarobili dużo pieniędzy i to ich oszołomiło. Lwia część z nich w ogóle nie interesuje się pomaganiem. Dla nich ważna jest tylko praca. Ale znam też takie sytuację, gdzie ludzie nie dostrzegają się w firmie, a kiedy zrobią paczkę, to zaczynają widzieć w koledze, koleżance wrażliwego człowieka. Więc tak naprawdę to w wielu korporacjach nie wiadomo, kto jest człowiekiem [uśmiech].

A nasi celebryci? Jeszcze kilka lat temu niewielu było zaangażowanych w Paczkę. Blisko z Wami był Grzegorz Turnau czy Jerzy Dudek. A teraz Paczkę robią nawet krakowskie drużyny piłkarskie. A słyszałem też, że niektóre gwiazdy dzwonią i pytają czy i one mogły by się podczepić?

Może użyję tu dobrego, moim zdaniem przykładu. Rozmawiałem ostatnio z Szymonem Majewskim, który powiedział mi, że już dwa razy robił paczkę wspólnie z żoną. pochwalił się tym niezobowiązująco przy okazji rozmowy na zupełnie inny temat. I chyba nie chodzi o to, że gwiazdy chcą się "podczepić". Wiele osób znało już wcześniej ideę Szlachetnej Paczki, ale musiały się do niej przekonać wewnętrznie. Gdy mówię o celebrytach w akcji, chodzi mi o to, że potrzebujemy wzorców. Jeśli ktoś znany pomaga, jak choćby Jurek Dudek, to jest duże prawdopodobieństwo, że zaczniemy naśladować jego działania.

A ksiądz namawia nas do egoistycznego chwalenia się tym że pomogliśmy. To pogląd wciąż w Polsce chyba mało popularny

Gdy w mediach mówi się złem, ludzie zaczynają przyjmować pozę skandalistów. Natomiast jeśli mówi się dobrem, to to dobro staje się wzorcem, obowiązującą zasadą. Tworzenie pozytywnych wzorców buduje społeczeństwo. Stąd właśnie amerykański kult "hero". U nas każdego bohatera obrzuca się później błotem. Wtedy ludzie dochodzą do wniosku, że wszyscy jesteśmy tacy sami, że nie ma potrzeby bycia bohaterem. Chcemy być jednym wielkim szambem, a przecież nie jesteśmy tacy.

A co księdza najbardziej boli w polskim dyskursie o ideałach?

W naszych czasach polityka zajmuje zbyt dużo miejsca w sercach wielu osób. Polityka stała się dla nich religią. A tak naprawdę wielki PR, nastawiony na to, którą grupę przyciągnąć do siebie jako sojuszników. Nie ma tu mowy o ideałach, o wizji Polski. Dla mnie Polska idealna to kraj, w którym istnieje oddolna inicjatywa. Państwo nie powinno pomagać, państwo powinno wyzwalać oddolną inicjatywę. Martwi mnie to że, mamy także sporo problemów w polskim kościele. Dzisiejszy kościół to taki trochę dziedziniec pogan. Jesteśmy na jednym placu, ale jedni zmierzają do tej świętości, a inni prą na zewnątrz. Ja wydobywam na wierzch przykazanie miłości. Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Pisząc list do SLD chciałem pokazać to , co nas łączy, a nie co dzieli.

Na zakończenie biznesowo: co zrobić, żeby nie roztrwonić ogromnego ludzkiego kapitału Szlachetnej Paczki?

Paczka to są takie trzy obszary. Pierwszy z nich to systemy: system szkoleniowy, system informacyjny, i tak dalej. Po drugie, Paczka jest kulturą organizacyjną. Uczymy wolontariuszy jak zachować się w różnych sytuacjach. Akcja rozwija się, bo ludzie, którzy tej kultury się uczą, wracają do nas rok rocznie. To oni budują fundament, bez nich bylibyśmy kolosem na glinianych nogach. I wreszcie trzecia rzecz, to to, że przeszkoleni przez nas wolontariusze trafiają na rynek pracy. I łatwiej im się odnaleźć. To się przekłada przecież również na biznes. Paczka to tak naprawdę tysiące ludzi, którzy idą później w kraj. My zmieniliśmy ich myślenie, stosunek do innych osób. To jest nasz pomysł to jak zmieniać ten kraj. Nasz kraj.

DOSTĘP PREMIUM