Zarzuty dla operatora dźwigu. Był pijany, grozi mu nawet 8 lat więzienia [FOTO]

Umyślne spowodowanie katastrofy budowlanej ze skutkiem śmiertelnym. Taki zarzut poznańska prokuratura może postawić operatorowi dźwigu, który wczoraj uderzył w szkielet nowego dworca kolejowego. Teoretycznie grozi mu nawet do ośmiu lat więzienia.

Dowodzący akcją ratunkową Dariusz Jezierski o wypadku na budowie dworca

Z ustaleń śledczych wynika, że dźwig był sprawny, ale jego operator nie dostosował przeciwwagi maszyny do ciężaru elementu, który podnosił, lub po prostu ten element był za ciężki. Prokuratura nie może jednak przesłuchać mężczyzny, bo wciąż trzeźwieje.

Przypomnijmy, że w wyniku wypadku na budowie dworca ranne były dwie osoby - jedna z nich zmarła w szpitalu. Operator dźwigu uciekł z miejsca wypadku, ale policja go odnalazła. Był kompletnie pijany. Badanie alkomatem wykazało ponad dwa i pół promila alkoholu. Mężczyzna tłumaczył, że pił dopiero po wypadku, zszokowany tym co się wydarzyło. Tą wersję zweryfikują badania krwi, którym mężczyzna został poddany w szpitalu.

Komisja ds. katastrof budowlanych przy wojewodzie

Przez Wojewódzkiego Inspektora Budowlanego powołana została Komisja ds. Katastrof Budowlanych. Zdecydowano, że zniszczony fragment konstrukcji dworca będzie zamknięty, a, reszta budowy może być kontynuowana. - Decyzja co do wznowienia prac w miejscu gdzie uderzył dźwig, zapadnie po przedłożeniu przez inwestora opinii technicznej projektanta, która winna określić zakres zniszczeń na budowie - powiedział TOK FM rzecznik wojewody wielkopolskiego Tomasz Stube.

Wykonawca: Dworzec zostanie oddany w terminie

Wypadek przy budowie nowego dworca PKP w Poznaniu nie opóźni dalszych prac. Jak zapewnia przedstawiciel firmy Trigranit, dworzec zostanie oddany w terminie. - Inspektor nadzoru budowlanego nie zamknął placu budowy, od środy wszystkie prace będą kontynuowane - powiedział TOK FM Przemysław Terlecki z firmy Trigranit, która jest głównym wykonawcą powstającego w Poznaniu dworca kolejowego. A to oznacza, że na dworcu wszystkie prace budowlane będą toczyć się zgodnie z planem z wyjątkiem miejsca, w które uderzył dźwig, uszkadzając dwa, prefabrykowane elementy.

Wykonawca musi określić zakres zniszczeń na budowie i czas ich naprawy. Już teraz zapewnia jednak, że wypadek nie wpłynie na oddanie do użytku nowego dworca w zaplanowanym terminie.

- O żadnym poślizgu, czy opóźnieniu z powodu tego nieszczęśliwego wypadku nie ma mowy - potwierdził Terlecki. Odpiera zarzuty, że być może tempo budowy inwestycji, jednej z kluczowych na Euro2012 jest zbyt duże. - Czy nie wywiera ono presji na pracujących tam ludzi? - Nie ma o tym mowy. Wiemy oczywiście, że mamy zdążyć na Euro, ale to nie oznacza, że oszukujemy technologię, czy pomijamy procedury. A co do wczorajszego dnia to robotnicy, którzy stawiali ten element mieli na to cały dzień, montować mieli go dopiero w nocy. Nikt nie popędzał, nikt nie stał nad nimi z batem - powiedział w rozmowie z TOK FM Przemysław Terlecki.

Dźwig był sprawny, a operator doświadczony

Trigranit zapewnia również, że dźwig, który przewrócił się na betonową konstrukcję był sprawny. Obsługujący go operator i pozostali robotnicy mieli wymagane uprawnienia i aktualne badania lekarskie. - Mogę powiedzieć, że operator tego dźwigu nie był nowicjuszem w swoim fachu, od wielu lat pracował za kółkiem takiego dźwigu - tłumaczył Terlecki. Co zatem zawiodło? To sprawdzą prokuratura i komisja ds. katastrof budowlanych przy wojewodzie.

- Nie wiemy, czy mężczyzna właściwie przygotował dźwig do obsługi. Pewne jest, że dla takiego dźwigu podniesienie nawet kilkunastotonowego elementu to naprawdę nie jest żaden problem, jeśli oczywiście zostaną zachowane względy bezpieczeństwa - wyjaśnił przedstawiciel firmy Trigranit.

100 najlepszych zdjęć roku agencji Reuters [NIESAMOWITE FOTO] >>

DOSTĘP PREMIUM