Idzie Kowalski do lekarza...odc. 3. I już wie, że chorować się nie opłaca

Nie tylko cukrzyk Kowalski zapłaci więcej za leki po 1 stycznia. Czeka to także astmatyków, osoby z jaskrą, nadciśnieniem, chorobą Parkinsona i tych, którzy walczą z wysokim poziomem cholesterolu. Symulacja, jak mogą pójść w górę ceny niektórych leków - poniżej

3 stycznia 2012 r. Mała ławka na środku osiedla, na niej - dwie sędziwe panie, którym nic nie umknie: - Słyszała pani co się stało u nas w aptece? - pyta kobieta w czerwonej kurtce z nadzieją, że siedząca w zielonym płaszczu sąsiadka pozwoli jej wszystko opowiedzieć. - Pani kochana, awantura, kłótnie gorsze niż u tych spod piętnastki. Biedna magister już nie wytrzymuje, bo który nie przyjdzie, to ma pretensje. Widzi pani, mówili, że będzie taniej, a każdy płaci więcej. Ludzie nie wytrzymują, bo myślą, że ich w aptece oszukali - Pani w Czerwonym na moment zawiesza głos. - A tam kto idzie? - wtrąca natychmiast Pani w Zielonym, bo na horyzoncie pojawił się postawny mężczyzna. Obie wytężają wzrok. - A, to Kowalski - rozpoznaje Pani w Czerwonym. - Ale się chłop postarzał, nie?

Czemu Kowalskiego nie tylko cukrzyca martwi...

Tak, to nasz Kowalski z cukrzycą. Nie wiemy, czy się postarzał, ale zmartwień mu przybyło. Już wie, że jeśli lekarze nie dogadają się z rządem, nikt nie dopłaci do jego insuliny . A jeśli się dogadają, to i tak nie koniec problemów, bo zamiast 19 zł za opakowanie insuliny będzie musiał płacić prawie 50 zł . To już wiemy, wiemy też, że Kowalski nie jest jedynym, który zapłaci więcej, a są tacy którzy mu zazdroszczą, że będzie musiał dopłacać tak mało .

Kowalski też spostrzegł sąsiadki i próbuje zmienić trasę, by je ominąć. Nic z tego. - Panie Kowalski! - woła ciepłym głosem Pani w Czerwonym. Mężczyzna nie ma wyjścia, odwraca się i idzie w ich kierunku jak na ścięcie. - Coś pan taki zmarnowany? - pyta Pani w Zielonym, a ten pomyślał, że jest okazja, by się komuś wygadać. - Wiecie jak mnie załatwili? 50 zł za pudełko insuliny. To będzie kilkaset złotych miesięcznie. Do tego paski do glukometru i nie będzie za co jeść - mówi mężczyzna, a Pani w Czerwonym szepce koleżance do ucha: - Mówiłam pani, co się dzieje. Awantura!

Obie czekają, co jeszcze powie Kowalski. Ten siada na ławce, wyjmuje recepty, rachunki i wszystko wyjaśnia:

- Biorę insulinę Novomix 30. Do tej pory płaciłem 19, czasem 20 złotych. Problem w tym, że się zmieniły zasady refundacji - Kowalski wyciąga z kieszeni kartkę, którą przygotowała dla niego aptekarka ze szczegółowymi wyliczeniami.

- No to pan będzie miał wydatki... - zaczyna Pani w Czerwonym, a Kowalski przerywa gwałtownie: - To nie koniec, jeszcze paski do glukometru! Niby nic, ale pani magister w aptece policzyła i niech pani patrzy - mówi Kowalski i wyjmuje następne wyliczenia.

- Widzi pani, dwa opakowania leku, dwa opakowania pasków czyli prawie 150 złotych miesięcznie na podstawowe leki - mówi Kowalski, a słowo "podstawowe" prawie wykrzykuje. Pani w Czerwonym próbuje coś wtrącić o zamiennikach, ale Kowalski szybko wyprowadza ją z błędu: - Widzi pani, ale moja insulina nie ma odpowiednika. A dodatek, jak to cukrzyk, mam też problemy z ciśnieniem i cholesterolem. Te leki też poszły w górę.

Cała trójka siedzi chwilę w milczeniu. - A mój chłop przypadkiem nie będzie musiał więcej płacić? - zaniepokoiła się Pani w Zielonym, gdy uświadomiła sobie, że Kowalski nie jest jedynym pacjentem w Polsce, a lista chorób nie ogranicza się do cukrzycy. - Przecież on ma nadciśnienie.

Kowalski wyjmuje gazetę z wielkim tytułem: "Część leków będzie droższa" i pokazuje sąsiadkom. Okazuje się, że męża Pani w Zielonym też czekają większe wydatki.

Poniżej symulacja, ile zapłacą pacjenci za niektóre leki, jeśli utrzymają się ich aktualne ceny (wyznaczane w negocjacjach koncernów farmaceutycznych, ministerstwa zdrowia i NFZ).

embed

Pani w Czerwonym kończy czytać i nie dowierza. - Przecież miało być taniej!

Kowalski, który z niejedną farmaceutką już rozmawiał o nowej ustawie refundacyjnej, próbuje ją pocieszać. - Niektóre leki będą tańsze, ale na cuda bym nie liczył.

Nawet jeśli ministerstwo wynegocjuje z koncernami niższe (niż pokazane w powyższej tabelce) ceny leków, może się okazać, że niewiele to zmieni dla pacjentów.

Dlaczego? - Bo wtedy zyska głównie ministerstwo, będzie mniej dopłacało w ramach refundacji - mówi Aleksandra Kuźniak, z fundacji Lege Pharmaciae. - Jeśli założymy, że wszystkie leki z danej grupy nominalnie będą tańsze o 20 zł, to i limit odpłatności się zmniejszy o 20 zł. Weźmy wspominaną już grupę insulin. Najtańsza kosztuje 100 złotych pozostałe 150, a limit w tym przypadku jest wyznaczony na cenie tego najtańszego. Załóżmy, że ministerstwo wynegocjowało z koncernami obniżkę po 20 zł na wszystkich lekach z tej grupy. Oznacza to, że najtańszy kosztuje 80, a pozostałe 130 zł. Pacjent, który leczy się najtańszą insuliną nadal może liczyć na pełną refundację, zaś ten, któremu lekarz przepisze droższą, nic nie zyska. Zgodnie z ustawą, limit przesunie się ze 100 na 80 złotych, a chory nadal będzie musiał pokryć różnicę pomiędzy ceną urzędową, a limitem. Czyli i przed obniżką i po niej zapłaci 50 złotych.

DOSTĘP PREMIUM