Prezerwatywa na marchewce oburzyła rodziców. "Nie życzę sobie, by mój syn to oglądał"

Kilkudziesięciu uczniów z gdańskiego gimnazjum nie będzie miało zajęć z wychowania seksualnego, bo program nie odpowiadał dwóm rodzicom. Oburzyła ich prezerwatywa założona na marchewkę. Dyrektor zajęcia przerwał i wspólnie z rodzicami chce poszukać odpowiedniej formuły.

Wiedza o seksualności człowieka jest przekazywana młodzieży na zajęciach wychowania do życia w rodzinie. Uczniowie mogą, ale nie muszą, chodzić na 14 dodatkowych lekcji, na które zgodę wyrażają rodzice. W planach lekcji są na początku lub na końcu dnia zajęć - tak, by można było je opuścić, nie narażając dziecka na godzinną przerwę w środku dnia.

90 minut o seksie

W gdańskim Gimnazjum nr 7 zajęcia trzeci rok z rzędu prowadzą studenci pielęgniarstwa. Właściwie studentki, bo dopiero w tym roku w grupie znalazł się pierwszy mężczyzna.

Wszyscy są już po licencjacie. Mają za sobą niemal pięć tysięcy godzin zajęć. Pod okiem dydaktyka zdobytą wiedzę przekazują gimnazjalistom. - Z każdą klasą spotykamy się przez 90 minut - mówi dr Halina Nowakowska, opiekun grupy. - Temat antykoncepcji zajmuje nam około 25 minut. Poza tym rozmawiamy m.in. o samobadaniu piersi i fizjologii człowieka. W pierwszej części uczestniczy cała klasa, w drugiej same dziewczynki - opowiada.

Dzwoni ojciec, dyrektor odwołuje zajęcia

W Gimnazjum nr 7 w Gdańsku do drugiej części nie doszło, bo do dyrektora szkoły zadzwonił oburzony ojciec, który stwierdził, że nie życzy sobie, by jego dziecko narażać na widok prezerwatywy nałożonej na marchewkę. Co dokładnie powiedział dyrektorowi, nie wiadomo, bo dyrektor nie chce rozmawiać z dziennikarzami.

Zajęcia już się nie odbyły.

Nastolatki nie wiedzą, jak zachodzi się w ciążę

Dr n. med. Aleksandra Gaworska-Krzemińska, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, mówi, że taka sytuacja zdarza się pierwszy raz.

Zaskakuje tym bardziej, że studenci odwiedzają różne miejsca i nigdy nikt nie oskarżył ich o sianie zgorszenia. - Raz w roku studentki wyjeżdżają na głębokie Kaszuby, gdzie na prośbę wójtów prowadzą zajęcia z kółkami gospodyń wiejskich. Panie są bardzo zainteresowane tematem i chcą się wiele dowiedzieć. Nigdy nie spotkaliśmy się z taką reakcją jak ta ostatnio w Gdańsku - mówi. Podkreśla, że zajęcia są potrzebne, bo młodzież mało wie o seksie i antykoncepcji. - Padają pytania o to, czy można zajść w ciążę przez pocałunek - mówi Gaworska-Krzemińska.

Marchewka to pikuś. Jest przecież internet

Zdziwieni zamieszaniem są sami gimnazjaliści. W rozmowie z reporterem TOK FM mówili, że cała sytuacja jest śmieszna, tym bardziej że w dobie internetu prezerwatywa na marchewce naprawdę na nikim nie robi wrażenia.

- Niestety, jako dorośli pokazaliśmy tym dzieciom, że temat seksualności człowieka to wciąż tabu. Że lepiej się nie wychylać, a wiedzę zdobywać nocami z internetu - stwierdza Nowakowska.

Jak był banan, to nikt się nie oburzał

- Dziwi nas nieco histeryczna reakcja rodziców - mówi Dariusz Wołodźko z biura prasowego urzędu miasta. - Co prawda wcześniej prezerwatywy były nakładane na banana, a nie na marchewkę, ale nie jest to chyba aż tak wielka różnica.

Urzędnicy przekonują, że program w szkołach na pewno będzie realizowany.

Zajęcia w Gimnazjum nr 7 poprowadzą nauczyciele i katecheci, którzy ukończyli jedynie kursy przygotowawcze.

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie >>

DOSTĘP PREMIUM